Instalacja Arch Linux dla ignorantów

Tytuł dzisiejszego wpisu dość wyraźnie nawiązuje do pochodzącej ze Stanów serii publikacji na tematy wszelakie zebranych pod szyldem “for dummies”. Tłumaczenie jest oczywiście dość luźne, jednakże na własne usprawiedliwienie mogę napisać, że mój “ignorant” jest i tak bliższy pierwotnemu znaczeniu niż efekt polskiej myśli translatorskiej, gdzie “głupek” nagle przepoczwarzył się w “bystrzaka”. Choć jestem raczej pewien, że ta metamorfoza rodem z bajki to w pierwszym rzędzie efekt przekonania - żywionego przez polskiego wydawcę - o bardzo mizernych pokładach autoironii w narodzie, niż wyraźnych luk w znajomości współczesnej lingua franca.
Natomiast w moim wyborze chodziło o coś więcej niż o zaradzenie obawie, że przez użycie bardziej dosadnego określenia urażę potencjalnych odbiorców niniejszego wpisu. Przede wszystkim “ignorant” kojarzy mi się z kimś więcej niż tylko z nieukiem, zaś to moje “rozszerzone” rozumienie dobrze oddaje pewne powiedzonko, z którym nieraz spotkałem się w trakcie mojej aktywności zawodowej, czyli: “Nigdy nie mów, że coś jest niemożliwe, bo przyjdzie osoba, która tego nie wie i to po prostu zrobi”. Z perspektywy czasu wydaje się ono doskonale pasować do natury przedsięwzięcia, które jest przedmiotem tego wpisu i stąd ostatecznie pomysł na taki tytuł.

Ale zanim przejdziemy do omówienia wspomnianego konceptu czy raczej jego praktycznej realizacji, wcześniej drobne wyznanie. Otóż nie podlega raczej żadnej dyskusji fakt, że jestem wzrokowcem z dziada pradziada, zaś gawędziarzem z zamiłowania. W przełożeniu na obszar szeroko rozumianego oprogramowania oznacza to gadulskiego “klikacza”, który braki wiedzy w tym zakresie próbuje po prostu zagadać. Ważniejsze jest jednak to, że bez dwóch zdań świat obrazkowy w przypadku interakcji z komputerem jest jedyną płaszczyzną porozumienia między mną a maszyną, gdzie czuję się relatywnie swobodnie, choć z powodu hipsterskich ciągotek nauczyłem się paru konsolowych “zawołań”. Zapewne zdeklarowanych zwolenników Okienek może dziwić skąd zatem decyzja zatwardziałego “klikacza” o tak radykalnym przejściu do obozu linuksiarzy? Być może w tym momencie wygłoszę zaskakującą tezę, ale prawda jest taka - a przynajmniej moja jej wersja - że poza wieloma innymi zaletami w Linuksach dużo lepiej się klika niż w Windowsach, a przynajmniej w tych dystrybucjach, z których zazwyczaj korzystam. Dalej tego wątku tego rozwijać nie zamierzam, wystarczy, że przynęta zarzucona została i teraz tylko czekam na jej owoce w postaci świętego oburzenia wśród części komentujących.

reklama

Wracając zatem do meritum: jeśli ktoś śledził moje poprzednie wpisy (patrz zwłaszcza mój drugi wpis klikając TUTAJ), ten wie że od pewnego czasu szukałem lekkiej, a jednocześnie cieszącej oko dystrybucji, niestety ze skutkiem niezadowalającym z różnych przyczyn, choć był moment, w którym wydawało się, że cel został osiągnięty. W akcie ostatecznej desperacji, ale głównie z uwagi na nadmiar wolnego czasu (zwolnienie lekarskie połączenie z wytransferowaniem pociechy na ferie do dziadków), podjąłem próbę postawienia na problematycznym sprzęcie “czystego” Archa. I tu od razu odkryję karty, by zachęcić do dalszej lektury, że była ona ze wszech miar udana. Oczywiście nie obyło się bez pewnych trudności i zaskoczeń, co zostanie bardziej szczegółowo omówione dalej. Na ten moment chciałbym tylko wspomnieć co nieco charakterze ćwiczenia, którego wówczas się podjąłem, ponieważ tu spotkała mnie największa niespodzianka, bo choć słyszałem, że instalacja Archa należy do jednych z trudniejszych, ale tego akurat się nie spodziewałem. Wprawdzie zdarzyło mi się już mierzyć z lepszym lub gorszym skutkiem z dystrybucjami wyposażonymi wyłączenie w instalator w trybie tekstowym. Czasami wystarczyła uważna lektura kolejnych poleceń pojawiających na ekranie (plus odrobina wiedzy o Linuxie), choć były też przypadki, kiedy trzeba było sięgnąć po dokumentację przygotowaną przez twórców czy społeczność skupioną wokół danej dystrybucji. Jednakże Arch Linux był pierwszą dystrybucją w moje wciąż niezbyt długiej karierze linuksowca, gdzie instalatora nie ma w ogóle.

Pisząc o “instalatorze” mam na myśli aplikację, która krok po kroku prowadzi (niekoniecznie za rączkę) do sukcesu rozumianego jako działający system operacyjny. Tutaj zaś mamy na dzień dobry odpaloną konsolę w trybie root i na tym koniec. W efekcie proces “właściwej” instalacji Archa jest tylko wisienką na torcie wcześniejszych przygotowań polegających na studiowaniu dokumentacji czy różnej maści poradników. Z punktu widzenia “ciężkich użytkowników” ma to jedną zaletę: nie ma tu jednej słusznej ścieżki postępowania. Oczywiście są tu pewne elementy, których żadnym sposobem nie da się ominąć, ale wiele rzeczy, o których można przeczytać w oficjalnej dokumentacji, można sobie darować lub przynajmniej odłożyć na później.

W tym momencie wrócę do mojego wcześniejszego “coming outu”, ponieważ w związku z moją naturą klikacza pojawił się pomysł na takie przeprowadzenie całej procedury instalacji Archa, by w jak najmniejszej ilości kroków dostać się do świata obrazkowego, gdzie dzięki dobrze mi znanym (chociażby z Manjaro) narzędziom będzie można komfortowo doklikać całą wymagana resztę. A nawet jeśli wówczas trzeba będzie nadal z tej konsoli korzystać, to zamiast wpisywać z benedyktyńską cierpliwością kolejne polecenia, których składni w wielu wypadkach zupełnie nie rozumiem, można je będzie po lamersku przekleić bez ryzyka popełnienia literówek. Po wtóre, gdyby zaszła potrzeba modyfikacji plików konfiguracyjnych (a uprzedzając fakty napiszę, że będzie taka konieczność), to wygodniej - przynajmniej dla mnie - jest robić to przy użyciu edytorów graficznych zamiast Vi czy Nano odpalanych w trybie tekstowym.

Kończąc ten przydługi wstęp napiszę tylko, że ten (świat obrazkowy) udało mi się osiągnąć w sposób dalece prostszy niż przypuszczałem, choć nie oznaczało to końca problemów … wróć… wyzwań, ale po kolei.

    Kilka słów wstępu ... na bis

Wbrew ostatniemu zdaniu z poprzedniego akapitu, zanim faktycznie przejdziemy do konkretów uznałem za stosowne poświęcić kilka słów komentarza - tym razem zupełnie serio - jak powstawał niniejszy tekst, by uniknąć ewentualnych nieporozumień. Pierwsze co chciałbym podkreślić wyraźnie w tym miejscu to fakt, że cała procedura opisana w dalszych fragmentach tekstu, opiera się na moich doświadczeniach z konkretnym sprzętem, dlatego mój wpis nie ma ambicji do bycia uniwersalnym poradnikiem jak w kilku krokach “wyhodować” Archa na dowolnym urządzeniu. Bardziej należy traktować go jak zaproszenie do samodzielnych prób z tą dystrybucją, głównie przez pokazanie, że wbrew obiegowej opinii instalacja Archa wcale nie musi być taka straszna, skoro takiemu laikowi jak piszącemu te słowa udała się ta sztuka praktycznie w jedną przysłowiową nockę i to właściwie z marszu, czyli bez wcześniejszych przygotowań (głównie w oparciu o dokumentację dla rzeczonej dystrybucji). Dla pewności jednak wykonałem to ćwiczenie co najmniej 3 bądź 4 razy, próbując każdorazowo odejmować kolejne czynności, które przeprowadziłem w poprzedniej udanej próbie, a tym samym jeszcze bardziej skrócić czas przebywania w rzeczywistości “konsolowej”. Zwracam na to uwagę też z tego względu, że cały proces opisuję w formie relacji z pierwszej udanej próby, co należy traktować bardziej w kategoriach dopuszczalnej licentia poetica, dzięki czemu mogłem przemycić kilka słów komentarza odnośnie wykonywanych czynności. Tych, których jednak nie interesują takie dywagacje, zapraszam do tabelki na końcu tekstu. Dodatkowo tam gdzie tylko miałem taką wiedzę starałem się jednak podkreślić konieczność wzięcia pod uwagę wykonania dodatkowych czynności, jestem jednak więcej niż pewien, że na pewno tej świadomości w niektórych miejscach mogło zabraknąć. Dlatego zanim przejdziemy dalej, słów parę na temat sprzętu “testowego”. Jest to dość leciwa jednostka, choć sam ją posiadam od września czy października zeszłego roku. Po tutaj ukrytym linkiem możecie zobaczyć specyfikację, natomiast w tym momencie chciałbym podkreślić 4 kluczowe fakty z tego wynikające:

1. płyta główna działa pod kontrolę BIOS-u tym samym “skazany” byłem na MBR, co jest równoznaczne z brakiem konieczności tworzenie dedykowanej partycji pod pliki rozruchowe,

2. Arch Linux był jedynym systemem, który zamierzałem postawić na tym sprzęcie (a przynajmniej w pierwszej kolejności), więc nie tylko odpadało ryzyko popsucia wcześniej posadowionego OS, ale dzięki temu był nieco prostszy proces przygotowania GRUB-a jak i podziału dysku na partycje,

3. karta graficzna w tym sprzęcie jest zintegrowana, ale nie jest to twór Intela czy AMD, więc oznaczało to konieczność instalacji sterowników własnościowych (wiem, wiem Nouveau, ale przez okres kilku miesięcy mogłem się przekonać jak działa ten sprzęt z otwartoźródłowym odpowiednikiem sterowników NVIDIA)

4. urządzenie stoi w bezpośredniej bliskości routera, więc cały czas jest podłączone do sieci po LAN-e, dlatego jeśli ktoś zamierza korzystać z Wi-Fi od samego początku, to jedyne mogę go odesłać go do dokumentacji Archa związanego z konfiguracją połączeń bezprzewodowych przy użyciu konsoli.

Jeszcze jedna uwaga dotyczy komend. Wszędzie tam, gdzie widzimy # oznacza to, że klepiemy polecenie na prawach roota (cała instalacja konsolowa w tym trybie ma miejsce). Ulubiony symbol wielu Polaków, czyli “$” oznacza konto użytkownika. Ten ostatni zacznie się pojawiać wówczas, gdy będziemy używać konsoli korzystać z konsoli już w trybie graficznym. Nie ma to większego znaczenia, po prostu przyjąłem taką regułę już na początku i starałem się jej trzymać do końca, dlatego wspominam o tym dla pełnej jasności, gdyby komuś nagle przyszło do głowy się o to zapytać. 

    Przygotowania.

Rzecz jasna w pierwszej kolejności musimy wejść w posiadanie dysku instalacyjnego Archa. Nie będę pochylał się nad tym etapem, ponieważ zakładam, że z tym zadaniem powinien sobie poradzić każdy czytelnik DP, zaś jeśli znajdzie się ktoś, kogo ta sztuka przerośnie, będzie to jednoznacznie świadczyło o tym, że dalszą lekturę taki delikwent może sobie po prostu darować.

Następnie wypalamy płytkę lub - tak jak ja to się stało z moim udziałem - przygotowujemy bootowalnego pendrive’a. W tym drugim przypadku można oczywiście skorzystać z jakiejś graficznej aplikacji, chociaż nie każdą bym polecał (dla Okienek tylko i wyłącznie z Rufus). Zamiast tego dla Linuksów lepiej wklepać następującą komendę w konsoli:

$ sudo dd bs=4M if=/home/boro/Pobrane/archlinux-2018.01.01-x86_64.iso of=/dev/sdb status=progress

gdzie “/home/boro/Pobrane/archlinux-2018.01.01-x86_64.iso” to ścieżka dostępu do ISO, zaś sdb to identyfikator dysku USB w moim przypadku. Dodatek “status=progress” można sobie darować, ale ja lubię widzieć, że w tle coś się dzieje, a nie czekać w napięciu, czy polecenie odniosło zamierzony skutek.

Tak przygotowany nośnik ustawiamy w BIOS/UEFI jako startowy i tutaj niestety za wiele nie pomogę, bo wszystko zależy od producenta płyty głównej (u mnie po wduszeniu klawisza F12 wywoływane jest menu rozruchowe bez konieczności grzebania w ustawieniach BIOS). W rezultacie naszym oczom ukaże się dość standardowy ekran wyboru czynności (patrz niżej), spośród których interesuje nas ta pierwsza, czyli “Boot Arch Linux”. Po odklikaniu tej opcji po chwili naszym oczom ukaże się czarny ekran z dobrze znaną zachętą do klepania komend, czyli root@archiso ~#.

    Command-line interface

KROK 1 Przygotowanie dysku.

Wprawdzie ten krok można sobie darować, natomiast pierwsze co zrobiłem, to sprawdziłem połączenie z zasobami światowej sieci, że tak się górnolotnie wyrażę, co by nieco podnieść rangę czynności, która w moim przypadku otwierała cały procesi. W tym celu wpisujemy banalne:

# ping - c x dobreprogramy.pl

gdzie x oznacza ilość paczuszek, które chcemy wysłać. Gdyby ktoś zapomniał o tym parametrze (-c x), to niech zakoduje sobie na tę okoliczność skrót lewy ctrl + c. Na moje szczęście wszystkie 3 paczuszki wróciły. Dzięki czemu mogłem przejść do etapu stawiania Archa na źródle moich ostatnich utrapień. W pierwszej kolejności przystępujemy do przygotowania struktury dysku. Oczywiście można użyć w tym celu jakiegoś programu działającego w trybie konsoli (typu fdisk), ale dla “klikaczy” zdecydowanie lepiej i prościej będzie skorzystać wcześnej z jakiegoś graficznego narzędzia odpalonego w trybie LiveCD. W moim przypadku wszystko było gotowe, ponieważ postanowiłem zastąpić na tym dysku wcześniej posadowionego ArchLabsa. Podział partycji wyglądał następująco:

  • sda1 (ext4) przeznaczony na katalog główny (root)
  • sda2 (ext4) przeznaczony na katalog domowy (home)
  • sda3 jako partycja wymiany (swap file)

Dla pewności wyczyściłem/sformatowałem wszystkie z nich przy pomocy komendy mkfs, czyli w moim przypadku było to:

#mkfs.ext4 /dev/sda1

#mkfs.ext4 /dev/sda2

Pliku partycję swap file już wcześniej sfomatowałem, ale dla pewności można wpisać #mkswap /dev/sda3

Na początku montujemy dysk systemowy (chodzi o ten opisywany symbolem “/”) przy pomocy komendy:

#mount /dev/sda1 /mnt

Następnie tworzymy katalog domowy, o ile mamy - chociażby jak ja - w zwyczaju wydzielać go na osobną partycję.:

#mkdir /mnt/home

i wówczas montujemy go poleceniem:

#mount /dev/sda2 /mnt/home

Warto sprawdzić, czy wszystko wygląda tak jak sobie życzyliśmy przy użyciu polecenia #lsblk

Krok 2 Instalujemy pakiety bazowe.

Dalej instalujemy pakiety bazowe. Oczywiście można wcześniej wzorem dokumentacji wybrać interesujące nas serwery. Pamiętając jednak o nadrzędnym celu, czyli jak najszybszym dotarciu do świata obrazkowego, można spokojnie tę część sobie darować. W moim wypadku pobranie całości zajęło około minuty, no może półtorej (pobierane było coś około 250 MB danych), oczywiście nie wliczając w to czasu potrzebnego na instalacją. W tym celu wpisujemy komendę:

# pacstrap /mnt base base-devel

Krok 3 Przygotowanie do pierwszego logowania w środowisku graficznych.

W kolejnym kroku tworzymy plik fstab (zapisywana jest tam informacja dotyczące tablicy systemu plików) przy pomocy polecenia:

# genfstab -U /mnt >> /mnt/etc/fstab

Dla weryfikacji, czy osiągnięty został pożądany efekt możemy wklepać

# cat /mnt/etc/fstab

w efekcie czego powinna się zobaczyć informację o dyskach (w tym UUID poszczególnych partycji).

W tym momencie dochodzimy do kluczowego etapu procesu instalacji tj. konfiguracji właśnie stawianego systemu. By sprostać temu zadaniu musimy skorzystać z instytucji chroota, która jak dotąd kojarzyła mi się (znałem ją głównie w teorii) wyłącznie z przypadkami reinstalacji gruba. By z niej skorzystać piszemy w konsoli:

# arch-chroot /mnt

Fakt skutecznego “zalogowanie” możemy stwierdzić po zmianie nazwy użytkownika przez znakiem zachęty “#”. W tym momencie przechodzimy od końcowych czynności związanych z uruchomieniem środowiska graficznego. Kolejność opisanych dalej komend jest dość przypadkowa, natomiast ja zacząłem od ustawienia hasła dla użytkownika root przy pomocy polecenia #passwd. Po jego wpisaniu procedura jest standardowa i raczej wszystkim dobrze znana tj. podajemy nasze hasło, następnie wpisujemy je ponownie w celu potwierdzenia jego poprawności i cieszymy się sukcesem. Warto się zastanowić w tym miejscu nad stworzeniem konta użytkownika, co w którymś momencie stanie się nieodzowne, ale w myśl zasady liczenia kroków zostawiamy to na później.

W tym momencie przeszedłem do instalacji pakietów związanych bezpośrednio z działaniem środowiska graficznego. Ja oczywiście zdecydowałem się na moje ulubione od kilku miesięcy rozwiązania oparte na Xfce. Ale najpierw pobieramy pakiety konieczne do jego obsługi, czyli serwer popularnych X-ów wraz z programem umożliwiającym jego inicjalizację:

# pacman -S xorg-server xorg-xinit

Komendę tę można było oczywiście rozbić na dwie osobne lub przeciwnie: można było złączyć dwie następne omówione w jedną, ale dla większej jasności zdecydowałem się na grupowanie w ramach pewnych całości.

Przy okazji pobierania paczek dla xorg-server może pojawić się w zależności od sprzętu możliwość wyboru pewnych opcji (tak jak w moim przypadku, gdzie było pytanie o wybór narzędzi dla NVIDIA), ale nie powinno się to stanowić większego problemu. W przypadku braku jakiegokolwiek rozeznania wybierajcie wariant domyślny.

Dalej instalujemy już paczuszki dla środowiska graficznego xfce wraz z dodatkami. 

# pacman -S xfce4 xfce4-goodies

Tu uwaga jak wyżej, ponieważ pojawi się możliwość wyboru elementów dla każdej z grup. Oczywiście można wybierać poszczególne elementy jak ktoś się czuje na siłach, ale osobom, do których kierowany jest ten wpis, proponuję nie kombinować i zainstalować wszystko.

Na koniec zostaje jeszcze przygotowanie menadżera logowania. W moim wypadku padło na LightDM. W tym celu klepiemy następującą komendę:

# pacman -S lightdm lightdm-gtk-greeter

następnie dodajemy go jako jeden z elementów odpalanych przy rozruchu systemd poprzez wpisanie komendy

# systemctl enable lightdm.service

Ostatnie polecenie wydane przed utworzeniem pliku rozruchowego grub dotyczyło będzie autostartu klienta dhcpcd, tak by dzięki niemu automatycznie pobierane były parametry do połączenia się z siecią. Nie jest ono obligatoryjne na tym etapie, ale i tak zdecydowania ułatwia życie po pierwszym logowaniu i dlatego warto już teraz wpisać:

#systemctl enable dhcpcd

Następnie pobieramy z repo Archa paczki dla gruba:

#pacman -S grub

Instalujemy go na interesującym nas dysku, czyli w moim wypadku sda (podajemy bez numerka): #grub-install /dev/sda

Na końcu uruchamiamy aktualizację pliku poleceniem:

#grub-mkconfig -o /boot/grub/grub.cfg

Jeśli ktoś siedzi w “rezerwacie” ubuntu to ostatnie polecenie jest odpowiednikiem update-grub, więc przy przejściu do rodziny Archa warto je sobie zapamiętać. Przy okazji uwaga, a właściwie uczulenie na kwestię, o której wspominał wyżej: w moim wypadku Archa stawiałem na urządzeniu, gdzie miał to być jedyny system. Jeśli ktoś ma zamiar postawić go obok już istniejącego OS, to powinien pobrać i skorzystać z programu os-prober.

W tym momencie wychodzimy z trybu chroot komendą #exit a następnie wpisujemy #reboot i wyciągamy nośnik z Archem. 

Świat obrazkowy

Nie potrafię opisać poczucia szczęścia i dumy, kiedy po wpisaniu loginu (root) i wcześniej ustawionego hasła moim oczom ukazał się dobrze znany pulpit. Najważniejsze, że teraz to już będzie tylko z górki - pomyślałem wówczas. Dlatego szybko postanowiłem odpalić Pamaca (graficzny instalator dla środowisk opartych na GTK+, więc jeśli ktoś wybrał KDE to powinien poszukać Octopi), by doinstalować wszystko czego potrzeba do w pełni działającego systemu. W tym momencie nastąpiło pierwsze zaskoczenie - okazało się, że moja definicja bazowego oprogramowania różni się zasadniczo od tego, co mają na myśli twórcy Archa, ponieważ Pamaca nie uświadczysz w tym momencie wśród zainstalowanych programów. Niezrażony tym faktem zacząłem klepać w konsolę $sudo pacman -S pamac, niestety bez sukcesu. Postanowiłem więc sięgnąć do przeglądarki, by sprawdzić, gdzie robię błąd. Okazało się, że głównie w tym, że w ogóle za tego Archa się zabrałem, bo na koncie SU (Super User) jest embargo na korzystanie z przeglądarki, czego oczywiście nie wiedziałem. Wróciłem do konsoli i stworzyłem użytkownika boro zapisując go na początek do grupy wheel oraz przypisałem mu dedykowane hasło:

# useradd -m -G wheel -s /bin/bash boro

# passwd boro

Coby jednak kolega boro mógł robić coś więcej niż uruchamiać aplikacje zainstalowałem program sudo, czyli:

# pacman -S sudo

Teraz zostało jeszcze tylko nadać mu uprawnienia do korzystania z tego narzędzia. W tym celu wchodzimy do pliku sudoers (ścieżka: /etc/sudoers) i dodajemy w pliku następujący fragment:

%wheel ALL=(ALL) ALL

Po czym nastąpiło szybkie przelogowanie, odpalenie przeglądarki i … kolejne zaskoczenie. W “standardowych” repozytoriach Archa ponoć są (czy chyba raczej były, bo chyba już nie są rozwijane), jakieś graficzne instalatory pakietów, ale akurat nie ma i chyba nigdy nie było poszukiwanego Pamaca. Można go pobrać wyłącznie z repozytorium AUR, które to - jak się dopiero w tym momencie dowiedziałem - nie jest wspierane w żaden sposób przez Pacmana. Jest oczywiście możliwość skorzystania z alternatywnego menadżera pakietów Yaourt, który PKGBuildami się nie brzydzi, ale on sam również jest - jak przynajmniej Internety donoszą - passe wśród archowej społeczności. Miało to ten niepocieszający dla mnie efekt, że w oficjalnych repozytoriach Archa go nie uświadczysz. Dało się to jednak dość łatwo obejść. Oczywiście można to samo osiągnąć za pomocą konsoli, ale jeśli to możliwe zawsze wybieram rozwiązanie dla "klikaczy". Dlatego wystarczy poszukać w katalogu /etc pliku pacman.conf (musimy to robić na prawach SU) i doklejamy tam następujący wpis:

[archlinuxfr] 

SigLevel = Never 

Server = http://repo.archlinux.fr/$arch

Oczywiście zapisujemy tę zmianę, wracamy do konsoli i aktualizujemy bazę pacmana:

$ sudo pacman -Syyu 

i po tym pozostaje nam już pobranie Yaourta, czyli: $ sudo pacman -S yaourt

Nie wychodząc z konsoli wpisujemy jeszcze poniższą komendę:

$ sudo yaourt -S pamac-aur

Po 2 czy 3 potwierdzeniach, o które zostaniemy poproszeni (będzie też pytanie/sugestia o edytor tekstowy w celu zaprezentowania zależności czy też struktur pliku PKGBuild, ale można to sobie podarować i klepnąć po prostu enter) oraz odrobinie oczekiwania na skompilowanie aplikacji, będzie mogli cieszyć się Pamacem. Nie oznacza to końca “zabawy” z dostosowywaniem Archa - ta zapewne raczej nigdy się nie kończy - ale teraz już powinno być z górki w większości przypadków. Dlatego w tym miejscu mógłbym uznać moją misję za zakończoną, zwłaszcza że ten tekst i tak powstawał zdecydowaniu dłużej niż zajęła mi pierwsza udana próba postawienia Archa. Natomiast kończąc wspomnę o 3 kwestiach: dźwięku, grafice oraz polonizacji. Reszty szukajcie już sami. 

Jak już wcześniej wspominałem w mojej czarnej skrzyneczce umiejscowionej pod telewizorem bije graficzne serduszko wyprodukowane gdzieś w tajnych kazamatach NVIDIA. By móc skorzystać z jego pełnych możliwości trzeba zainstalować dedykowane sterowniki, bo Nouveau niespecjalnie radzą sobie z ich obsługą. W tym celu w pierwszej kolejności musiałem pobrać paczkę linux-headers, tak by następnie sterowniki NVIDIA uczynić jednym z modułów jądra. A potem wybieramy już interesującą nas wersję z sterowników nvidia z dopiskiem dkms. W moim wypadku było to nvidia-340XX-dkms.

Na potrzeby obsługi dźwięku wystarczy zainstalować dwie paczuszki (będzie ich więcej, ale te wskazujemy bezpośrednio w Pamacu, a reszta pobierze się automatycznie), czyli pulseaudio oraz pavucontrol.

Polonizacja wymaga zabawy na plikach konfiguracyjnych. W pierwszej kolejności otwieramy w pilk locale.gen dostępny w katalogu /etc/ i usuwamy symbol komentarza “#” przez wpisem pl_PL.UTF-8 UTF-8, ewentualnie wpisujemy dokładnie ten ciąg z palca. Zmiany oczywiście zapisujemy i zamykamy plik. Pozostając w tym samym katalogu tworzymy nowy plik o nazwie locale.conf, a następnie wklejamy do niego treść widoczną niżej (ja ją zerżnąłem żywcem z Manjaro posadowionym na moim laptopie). No i musimy się jeszcze przelogować i to tyle z praktycznych wskazówek.

LANG=pl_PL.UTF-8

LC_ADDRESS=pl_PL.UTF-8

LC_IDENTIFICATION=pl_PL.UTF-8

LC_MEASUREMENT=pl_PL.UTF-8

LC_MONETARY=pl_PL.UTF-8

LC_NAME=pl_PL.UTF-8

LC_NUMERIC=pl_PL.UTF-8

LC_PAPER=pl_PL.UTF-8

LC_TELEPHONE=pl_PL.UTF-8

LC_TIME=pl_PL.UTF-8

ZAMIAST PODSUMOWANIA ...

W zasadzie to zazwyczaj wiem, kiedy nie jestem mile widziany i staram się nie prowokować takich sytuacji. Przystępując do instalacji Arch Linuksa nie do końca czułem, czego się spodziewać i nie chodziło tu o obawy, że nie podołam, choć chyba podskórnie przeczuwałem, że chemii między nami nie będzie. By lepiej zobrazować moje obecne odczucia pozwolę sobie na niewielką dygresję.

Miałem taki okres na studiach, że wraz z koleżeństwem sympatycznym tkwiliśmy tygodniami nad egzegezą fragmentów Fenomenologi ducha. Było to iście traumatyczne doświadczenie, gdzie długimi chwilami próbowaliśmy przełożyć jakiś niezbyt obszerny fragment (często jedno zdanie) na coś zrozumiałego dla pospólstwa - zazwyczaj bez efektów. Co ciekawe w ramach innych zajęć jakiś czas później poznałem kawałki innych pism tego okropnego Niemca. Okazało się, że w Wykładach z historii filozofii Hegel przedstawiał bliźniaczo podobne tezy, co w pierwszym z wymienionych przeze mnie pism, ale robił to z taką swadą i prostotą, że trudno było sobie wyobrazić, że mogła to pisać ta sama osoba. Oczywiście doskonale już wówczas zostaliśmy wyedukowani, że Hegel chcąc wyłożyć tak rewolucyjne tezy, musiał na potrzeby Fenomenologii przygotować stosowną aparaturę pojęciową, bo tradycyjny język nie był w stanie spełnić tej funkcji. Osobiście mimo wszystko coś mi tutaj nie grało, jednak prowadzący zajęcia sam zwrócił na ten fakt uwagę i choć nie pamiętam na ile serio wygłosił tę tezę, ale zasugerował, że Fenomenologia została przez Hegla tak rozmyślnie udziwniona, gdyż zależało mu, by wśród jej czytelników znalazły się osoby z odpowiednimi przymiotami intelektualnymi oraz właściwą motywacją (wielkimi pokładami samozaparcia).

I takie właśnie mam obecnie skojarzenia z tą dystrybucją, czy szerzej społecznością wokół niej skupioną, zwłaszcza jeśli czytam dość lekceważące komentarze na temat Yourt czy wszystkiego, co jakoś próbuje uciekać od świata konsoli. Od samego początku stawiane są tutaj relatywnie duże oczekiwania względem użytkownika i być może po przekroczeniu pewnego punktu krytycznego trudno będzie myśleć o innym sposobie pracy z komputerem niże ten "archowy". Ja do tego punktu - o ile w moim przypadku on w ogóle istnieje - nie doszedłem i trochę mnie zmęczyły niespodzianki, na które co rusz trafiałem (jak choćby ostatnio przy próbie odpalenia RetroArcha z flatpaka). Dlatego mając z tyłu głowy, że nie wpisuję się raczej w profil typowego użytkownika Archa i idąc za głosem natury "klikacza" wróciłem do ArchLabsa, który na tym niewielkim pudełeczku działa równie szybko co jego "protoplasta", ale jednocześnie jest zdecydowanie - dla mnie oczywiście - bardziej przewidywalne. Mimo to wszystkim chętnym do skorzystania z tego "poradnika" życzę więcej szczęścia czy też może samozaparcia niż to było udziałem piszącego te słowa. Dla pozostałych pozostaje zaś cała mas różnych dystrybucji do eksploatacji.

    ================================================================================================

1. # mount /dev/sda1 /mnt

2. # mkdir /mnt/home

3. # mount /dev/sda2 /mnt/home

3.1 # lsblk

4. # pacstrap /mnt base base-devel

5. # genfstab -U /mnt >> /mnt/etc/fstab 

5.1 # cat /mnt/etc/fstab 

6. # arch-chroot /mnt

7. # passwd

8. # pacman -S xorg-server xorg-xinit

9. # pacman -S xfce4 xfce4-goodies

10. # pacman -S lightdm lightdm-gtk-greeter

11. # systemctl enable lightdm.service

12. # systemctl enable dhcpcd

13. # pacman -S grub

14. #grub-install /dev/sda

15. #grub-mkconfig -o /boot/grub/grub.cfg

16. #exit

17. #reboot

GUI:

18. # pacman -S sudo 

19. # useradd -m -G wheel -s /bin/bash nickname

20. # passwd nickname

21. Wchodzimy do pliku sudoers - /etc/sudoers i dodajemy 

%wheel ALL=(ALL) ALL

22. Do pliku /etc/pacman.conf wklejamy ten tekst:

"[archlinuxfr] 

SigLevel = Never 

Server = http://repo.archlinux.fr/$arch"

23. przelogowyjemy się

24. sudo pacman -Syyu 

25, sudo pacman -S yaourt

26. yaourt -S pamac-aur  

linux
reklama

Komentarze