Szef firmy Yosuke Matsuda przyznał w jednym z ostatnich wywiadów, że pogoń za popularnością za oceanem źle odbiła się na interesach Square Enix. Graczom zaoferowano wiele tytułów na konsole stacjonarne, kieszonkowe, PC i urządzenia przenośne, nie umiejąc jednak wyczuć rynku zupełnie innego od japońskiego. Odchodząc od pewnej skośnookiej mentalności pogubiono się zupełnie przy niektórych projektach, ostatecznie nie potrafiąc zadowolić nawet wiernych fanów w kraju z czerwonym słońcem na fladze, o szerszym gronie odbiorców nie wspominając. Bravely Default pozwoliło się twórcom ocknąć. Mają zamiar bardziej trzymać się swojej wyjątkowości przy robieniu gier, zamiast praktycznie ślepo podążać śladem globalnych trendów.
Matsuda przyznaje, że takie rozdwojenie między tym, co firma chciała robić, a co myślała, że musi, przyniosło trochę utratę kontaktu z rzeczywistością. Tymczasem była ona taka, iż na całym świecie są miliony fanów jRPG, pragnących tylko położyć ręce na konkretnej jakości produkcie tego typu. Ten gatunek to nie żadna nisza, a jego miłośnicy nie boją się sprowadzać wypatrzonych tytułów nawet z Japonii, w wersji z krzaczkami. Od tej pory więc Square Enix zapowiada nastawienie się na porządne, mięsiste, przesycone unikatowym klimatem projekty na modłę kultowej serii Final Fantasy.
Gdy firma patrzy na problemy rynkowe Hitman: Absolution czy Tomb Raidera jest przekonana o słuszności zmiany kierunku rozwoju. Pragnie wrócić do korzeni, co pewnie z radością przywitają jej miłośnicy, którzy z biegiem lat stracili wiarę w dawny geniusz. Nie po to jednak nabyto Eidos, by teraz rezygnować z popularnych marek. W tym przypadku producenci skupią się na wyjściu naprzeciw fanom poszczególnych z nich, a nie próbach spodobania się byle komu. Tylko tak widzą sens dalszego ich rozwijania.