USA zachęcają sojuszników do blokady Huawei – ten cios odczujemy także w Polsce

Strona główna Aktualności
image
Stacja bazowa z depositphotos.

O autorze

Jedna z wojen, jakie prowadzi administracja Donalda Trumpa toczy się przeciw korporacji Huawei, a w zasadzie przeciw każdemu chińskiemu producentowi elektroniki, który mógłby czy to uszczuplić udziały amerykańskich projektantów (bo przecież nie producentów), czy to podsłuchać to i owo, by republika rządzona Xi Jinpinga rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Według źródeł The Wall Street Journal, Biały Dom chce otworzyć w tej wojnie nowe fronty i zniechęcić do Huaweia także swoich sojuszników.

Według Kate O’Keefee z The Wall Street Journal, Amerykanie zainaugurowali kampanię, która ma zachęcić sojuszników do zaprzestania wykorzystywania urządzeń Huawei w administracji publicznej. Nie chodzi tu jedynie o smartfony, ale także urządzenia sieciowe oraz całą infrastrukturę. Szczególne zaangażowanie w zniechęcaniu sojuszników do chińskich produktów ma rzekomo miejsce w krajach, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze, a zatem między innymi w Japonii, we Włoszech, ale też po sąsiedzku – w niemieckiej bazie lotniczej Ramstein.

W informacjach dostarczonych przez O’Keefee znajdujemy wiele związków z Polską. Przede wszystkim Polska z całą pewnością aspiruje do grona bliskich sojuszników USA – ot, ulizany prymus na kolanach Wujka Sama, który mimo że pochodzi z biednej rodziny, to w swej szczodrości i chęci przypodobania się seniorowi potrafi wygrzebać 2% PKB na zbrojenie. W takiej relacji trudno oczekiwać po Polakach, że będą się chcieli Amerykanom postawić. To zaś prowadzi nas w linii prostej do sporych problemów Huawei nad Wisłą – w najbardziej optymistycznym scenariuszu może to doprowadzić do zakazu korzystania z chińskich urządzeń przez polską administrację, w najczarniejszym – storpedować rozwój infrastruktury 5G.

W przeciwieństwie do czupurnych (w optyce amerykańskiej, rzecz jasna) sąsiadów zza Odry mamy także tendencję do bezkrytycznego małpowania decyzji Donalda Trumpa, czego najjaskrawszym jest zaproponowany przez Annę Fotygę zakaz używania oprogramowania Kaspersky’ego w europejskiej administracji, który PE zatwierdził w czerwcu. Gdzie w tym wszystkim jest granica pomiędzy jednym z frontów nowej zimnej wojny (czy też starej, lecz rozgorzałej na nowo po chwilowym uśpieniu) a wojną handlową, jaką Donald Trump wręcz obiecał swoim wyborcom i konsekwentnie tę obietnicę spełnia?

Potężna fala wznosząca, na której Huawei surfuje od dobrych dwóch lat na pewno dla wielu jest powodem do obaw. Z grona producentów peletonowych korporacja przesunęła się do ścisłej czołówki, zaś według wewnętrznych prognoz do roku 2021 wysunie się na prowadzenie. Mowa tu tylko o smartfonach, a przecież to także producent urządzeń sieciowych i dostawca infrastruktury. To właśnie chińska korporacja przoduje w tej chwili w testach sieci 5G, które w partnerstwie z Orange trwają także w Polsce. Nie ma zatem wątpliwości, ze Chińczycy mają wszystko czego im potrzeba, by najczarniejsze wizje doradców Donalda Trumpa się ziściły. A najpewniej wkrótce będą mieć jeszcze więcej.

Sytuacja wyglądałaby dla Huawei korzystniej, gdyby nie szereg pomniejszych decyzji i zabiegów, które mogą budzić jeszcze większą podejrzliwość Zachodu. W maju ogłoszono decyzję, że Huawei nie będzie pozwalał na odblokowanie bootloaderów. Nie ma już zatem mowy o tym, by zainstalować sobie na „własnym” smartfonie oprogramowanie ciekawsze czy bardziej konfigurowalne niż EMUI. Jak w takim kontekście wierzyć Chińczykom, że smartfony, którymi zalali cały świat nie „dzwonią do domu”? Podobne pytanie w kontekście Alexy i głośników Echo zadałem niegdyś jednemu z przedstawicieli wyższej kadry kierowniczej w Amazon. Otrzymałem odpowiedź, że to „kwestia zaufania”.

Co do jednego możemy być przekonani – troska o bezpieczeństwo czy narracja oparta na strachu przed wszystkowidzącym okiem Chin to dla Amerykanów świetny sposób, by konsekwentnie realizować swoje interesy. Tam gdzie pojawia się propozycja embargo, tam pojawia się oferta sprzedażowa. Tak tę grę prowadzi imperator-kupiec, który przemierza świat, sprzedając blichtr i rakiety Patriot. Tak tę grę podejmuje Czerwony Smok. Europę zaś stać tylko na bojaźliwe spoglądanie w górę, gdyż wszystko dzieje się wysoko nad jej głową.

© dobreprogramy