Logitech G Pro Wireless Gaming Mouse — oręż zawodowców!

Choć Logitech G Pro Wireless pojawiła się na rynku dwa lata temu, to nadal warto o niej wspomnieć kilka słów. Jest jedną z dwóch symetrycznych, bezprzewodowych myszek w ofercie Logitech G. Druga to G903, jednak ta nie należy do serii PRO, która dedykowana jest przede wszystkim dla zawodowych/profesjonalnych graczy.

Na pierwszy rzut oka, G Pro Wireless Gaming Mouse wygląda jak mysz sprzed dekady. Prosta, niewyróżniająca się zupełnie niczym, wręcz ascetyczna budowa. Jednak Logitech potrafi zaskoczyć :)

Przede wszystkim musimy pamiętać, że jest to sprzęt dla profesjonalistów — graczy FPS, więc wszystko ukierunkowane jest pod ten charakter rozgrywki. Mysz musi być lekka, szybka i precyzyjna.

Jak już wspomniałem, bryła myszki jest prosta. Takie mydełko, o wymiarach 125 x 63,5 x 40 mm, wykonane z czarnego-matowego tworzywa sztucznego, które zdobi podświetlane logo Logitech G na grzbiecie i trzy małe lampki informujące o aktualnym ustawieniu DPI. Mysz jest pozbawiona jakichkolwiek innych artystyczno-stylistycznych motywów. Wszystkie elementy obudowy są idealnie spasowane. Łączenia są wręcz niewidoczne.

Dwa główne klawisze posiadają sporej wielkości łopatki, w każdych odległość wymagana do aktywacji jest niewielka o zrównoważonej głośności kliku. Zastosowane wewnątrz przełączniki to oczywiście sprawdzone Omrony D2FC-F-K, które stosowane są w praktycznie każdej, liczącej się myszce dla graczy.

W Logi G Pro Wireless możemy wykorzystać jeden, dwa, trzy lub cztery klawisze boczne. Producent pozwolił użytkownikowi wybrać ile fizycznych, dodatkowych klawiszy (maksymalnie po dwa z obu stron) ma posiadać myszka. Nieużywane możemy zdemontować i zaślepić. Przez takie podejście otrzymujemy myszkę dla każdego gracza, zarówno prawo-, jak i leworęcznego. Jeśli uznamy, że w ogóle nie potrzebujemy dodatkowych klawiszy, też da się zrobić. Cały proces demontażu jest niezwykle szybki i prosty. Polega on na wyciągnięciu tylko nasadki przyciski i zastąpienia go zaślepką — lub na odwrót. Nasadki/zaślepki przytrzymywane są przez malutkie magnesy, które zapewniają dobre mocowanie, a także szybką wymianę.

Już nie pierwszy raz rolka w logitechach mnie urzeka. Pracuje bardzo lekko, przeskok jest delikatnie zaakcentowany, ale odczuwalny. Precyzyjna i cicha. Przycisk, umiejscowiony w rolce, także dobrze się sprawuje.

Aby go aktywować, potrzebujemy użyć dużo większej siły, niż w przypadku pozostałych klawiszy. Co ciekawe, jego aktywacja jest możliwa na dwa sposoby: wciskając rolkę lub odchylając ją delikatnie w prawo. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy takie zachowanie, to nie czasem błąd konstrukcyjny.

W zestawie z myszką znajdziemy również 1,8-metrowy przewód, który nie tylko służy do naładowania akumulatora w Pro Wireless, ale także zmienia go w przewodowego gryzonia. Kabel jest powleczony elastyczną gumą. Tak, brak gamingowego oplotu. Końcówka przewodu, którą podłączymy do myszki, zakończona jest dwoma widełkami, które zabezpieczają gniazdo microUSB przed przeciążeniami (uszkodzeniami), gdy wybierzemy rozgrywkę po kablu.

Na podwoziu Logitech umieścił pięć ślizgaczy, z których jeden otula optyczny sensor. Poza tym znajdziemy przesuwany włącznik myszki i przycisk DPI. Logi G Pro Wireless to kolejna mysz, którą recenzuję w ostatnim czasie, gdzie klawisz zmiany współczynnika rozdzielczości znajduje się na spodzie.

Jako użytkownik nie rozumiem tego podejścia. W końcu DPI zmieniam w zależności od czynności. Potrzebuję niższych wartości, kiedy pracuję w programie graficznym i czyszczę fotki do recenzji, a innej, gdy gram w shootery. W tym przypadku przycisk na górze bardziej byłby przydatny. Jednak przypomnę, że G Pro Wireless Gaming Mouse, jest dedykowana dla profesjonalistów, a ci podczas meczów nie zmieniają dpi, więc klawisz na górze jest zbędny.

Dodatkowo na spodzie myszy znajduje się mały, zdejmowany panel. Służy on do schowania adaptera USB, dzięki czemu możesz potencjalnie używać myszy, jako myszy podróżnej.

Waga myszy, jak na bezprzewodową, jest bardzo mała — zaledwie 80 gramów. Ponadto możemy ją jeszcze odchudzić, pozbywając się panelu zakrywający schowek, o którym pisałem wyżej.

Logitech w komitywie z PixArtem stworzyli sensor HERO, do którego używania ma wyłączność tylko ten pierwszy. Czujnik charakteryzuje się natywną rozpiętością od 100 do 16 000 DPI, co zapewnia, że żadna z ustawionych wartości nie jest interpolowana. DPI możemy ustawiać z 50 jednostkową dokładnością. Częstotliwość próbkowania to standardowe 125/250/500/1000 Hz (konfigurowalne w aplikacji). LOD, to 0,6 mm niezależnie od powierzchni. Jeśli chodzi o zjawiska niepożądane, tu nie występują. Możemy zapomnieć o jitterze, akceleracji pozytywnej i negatywnej. Także brakuje „wsparcia” dla perdykcji — w końcu to sprzęt dla profesjonalistów. Dlatego inny sensor trafić tu nie mógł.

O oprogramowaniu Logitech G HUB nie zamierzam się rozpisywać z tego względu, że przedstawiałem je przy okazji recenzji Logitech G502 i dla recenzowanego modelu oferuje dokładnie te same funkcjonalności — tylko reder myszki jest inny. Ustawimy w nim między innymi: animacje podświetlenia, przypisanie klawiszy, profile czułości i wspomnianą już częstotliwość próbkowania.

WiO: wnioski i ocena

Od lat, praktycznie przy każdej recenzji, powtarzam, że nie przepadam za niskimi i niewyprofilowanymi pod dłoń myszkami. W końcu używam ich nie tylko do gry, ale także i pracy. Tu dla mnie liczy się przede wszystkim komfort. Jednak myszek dla graczy nie mogę oceniać przez ten pryzmat. One mają zupełnie inne zadanie niż te, tak zwane, biurowe.

Przesiadka dla samego gammingu nie była jakimś wielkim wyzwaniem. Dłoń się dobrze na niej układa w chwyt „fingertip”. Jest lekka, optymalnych rozmiarów i nie stawia żadnego oporu, co przekłada się na mniejsze zmęczenie dłoni, choć podczas dłuższych sesji zaczęło mi brakować gumowanych boków, które by polepszyły nieco chwyt.
Dokładności i responsywności sensora nie można nic zarzucić. Po prostu czujnik HERO sprawdza się kapitalnie podczas rozgrywki. Nie zaobserwowałem różnicy w grze między opcją przewodową a bez -, choć sam Logitech wspomina o jednomilisekundowym opóźnieniu przy użyciu połączenia przez Wireless LIGHTSPEED. Dlatego też kabel poszedł w odstawkę.

W PRO Wireless Gaming Mouse zastosowano baterię o pojemności 240 mAh, która w zależności od ustawień (częstotliwość raportowania, RGB) i intensywności użytkowania może wystarczyć na około 60 godzin pracy. Tyle w teorii. Mnie zdarzało się ładować myszkę mniej więcej raz na półtora tygodnia, przy czym używałem ją do 8 godzin dziennie! Oprogramowanie gryzonia bardzo restrykcyjnie podchodzi do oszczędności, po kilku minutach braku aktywności ze strony użytkownika, zarówno sensor — jak i podświetlenie, zostają wyłączone. A gdy już poziom naładowania baterii spadnie do minimum, to poinformuje nas o tym jedna z diod DPI — mrugając na czerwono.
Według mnie G Pro Wireless jest znakomity. Logitech wykonał niesamowitą robotę, tworząc tę mysz, która jest mała i lekka, a jednocześnie bardzo wygodna w użyciu. A co najważniejsze można ją dostosować dosłownie dla każdego gracza — zarówno lewo- jak i prawo- ręcznego. Tylko ta cena…