Zapłacą 99 mln dol. Pozwolą naprawić ciągniki bez oficjalnego serwisu
John Deere zawarł ugodę w wieloletnim sporze o prawo do naprawy i przeznaczy 99 mln dol. na fundusz dla powodów. Jak opisuje "Car and Driver", porozumienie obejmuje też dostęp do oprogramowania potrzebnego do diagnozy i serwisu maszyn.
Spór wyrósł z praktyki, która od lat irytowała rolników. Właściciele maszyn John Deere twierdzili, że firma zmusza ich do korzystania z sieci dealerów, choć przy żniwach i krótkim oknie pogodowym liczy się szybka, samodzielna naprawa sprzętu. Momentami linia obrony firmy sięgała nawet po argumenty dotyczące nielegalnego słuchania muzyki w maszynach.
Sytuacja dotyczy pojazdów, które kosztują setki tysięcy złotych, a ceny autoryzowanego serwisu opiewają na tysiące i dziesiątki tysięcy złotych. Nie dziwi więc, że rolnicy ze Stanów Zjednoczonych uciekali się do modyfikacji oprogramowania ciągników. Z drugiej strony John Deere stał na stanowisku, że po zakupie maszyny nie stajemy się jej właścicielem, a jedynie ją licencjonujemy, niczym gry w wirtualnych sklepach.
Statek Orion nie potrzebuje silników! I tak wróci na Ziemię
John Deere pójdzie na rękę rolnikom. Naprawy będą łatwiejsze
Sprawa wniesiona przez Federalną Komisję Handlu dotyczyła prawa do naprawy. Sąd Federalny w stanie Illinois wypracował z firmą kompromis. W ramach ugody spółka nie przyznała się do winy, ale wpłaci 99 mln dol. do funduszu dla powodów. Pieniądze mają pokryć szkody związane z zawyżonymi kosztami obsługi dealerskiej w autoryzowanych serwisach. Rekompensaty dotyczą opłat naliczanych nawet od 2018 r.
Równie ważna część porozumienia dotyczy dostępu do narzędzi cyfrowych. John Deere zgodził się udostępniać oprogramowanie diagnostyczne, potrzebne do napraw, diagnozy usterek i zwykłej obsługi. Ugoda nadaje temu zobowiązaniu formę prawną na 10 lat.
To istotna zmiana zwłaszcza dla mniejszych gospodarstw. Zamiast czekać na wsparcie producenta lub autoryzowanego punktu, będą mogły samodzielnie serwisować część maszyn albo korzystać z lokalnych warsztatów obsługujących różne marki sprzętu rolniczego.
Sprawa może wyjść poza sektor rolniczy. Wraz ze wzrostem roli elektroniki i oprogramowania podobne pozwy mogą stać się argumentem także w sporach o prawo do naprawy w branży motoryzacyjnej i technologicznej oraz do dostęp do rozwiązań, które są częścią sprzedawanego produktu, ale nie są dostępne ze względu na ograniczenie oprogramowania.
Łamanie zabezpieczeń fabrycznego oprogramowania bywa dziś równie trudne jak fizyczna modyfikacja pojazdu. Dlatego ugoda John Deere może stać się ważnym punktem odniesienia dla kolejnych spraw o dostęp do narzędzi serwisowych poza siecią dealerów.