r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Aplikacje w Androidzie vs Windows Phone - subiektywne porównanie

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Jakiś czas temu na łamach bloga użytkowników naszego serwisu mogliście zapoznać się z moją recenzją telefonu Nokia Lumia 720. Urządzenia moim zdaniem mocno niedocenianego, a oferującego za rozsądną cenę naprawdę sporo, a przy tym nie straszące ekranem z nienaturalnymi kolorami. Dla mnie test i dosyć spory czas posiadania tego smartfonu był dobrą okazją do tego, aby ponownie zderzyć się z platformą Windows Phone i przekonać się, jakie zmiany w niej zaszły od kiedy miałem okazję używać jej po raz ostatni. Wielu czytelników może mnie kojarzyć jedynie z materiałów dotyczących Androida, lecz weterani odwiedzający serwis od dłuższego czasu wiedzą, że moja przygoda ze smartfonami była burzliwa niczym potężne huragany odwiedzający w ostatnim czasie Europę.

Tak naprawdę pierwszym systemem skierowanym typowo do smartfonów i urządzeń z ekranami dedykowanymi z jakim pracowałem dłużej był… Windows Phone, jeszcze w wersji 7.5 Mango na modelu LG Optimus 7 (znanego także jako E900). Na telefon ten przesiadłem się po niecałym miesiącu przygody z Androidem na dosyć słabym urządzeniu i muszę przyznać, że system od Microsoftu zrobił na mnie wtedy bardzo dobre wrażenie. Tak dobre, że zostałem przy tym modelu ponad pół roku, aż do momentu gdy mogłem pozwolić sobie na sprawdzenie przedstawiciela serii Nexus. Przerwa trwała ponad rok, więc nic dziwnego, że naprawdę byłem zainteresowany WP8. W tym czasie miałem oczywiście okazję go używać, lecz tylko chwilami, znacznie zbyt krótko, aby w jakiś szerszy sposób ocenić zmiany w systemie i na samej platformie. Wspomniana Lumia pozwoliła mi na to, czym chciałbym się z wami podzielić. Jest to swoisty felieton, ocena mocno subiektywna, a więc nie każdemu musi się ona spodobać, bo nie każdy musi się zgadzać z moim zdaniem. Czy Windows Phone wyszedł w tym porównaniu zwycięsko? Stety lub niestety, ale dla mnie stanowczo nie.

Największy problem to sam system oferowany przez firmę Microsoft. Z jednej strony jest tu wiele wygodnych usług, z drugiej natomiast wydaje się, że połączenie między nimi jest co najmniej kiepskie. Wystarczy wspomnieć chociażby o Internet Explorerze, który nijak nie synchronizuje się ze swoją wersją desktopową. Jego konkurent, Chrome, to świetny przykład na to, jak ułatwić użytkownikowi życie: synchronizacja nie tylko historii, zakładek czy haseł (o ile ktoś jest tak nieroztropny aby używać managera z tej przeglądarki), ale również otwartych kart. Ta funkcja przydała mi się już wiele razy gdy mogłem kontynuować na telefonie lekturę jakiegoś artykułu rozpoczętą na komputerze. Nie wymagało to ode mnie dziwnych zabiegów takich jak wysyłanie linka na swoją skrzynkę. Po prostu otwieram Chrome na telefonie i od razu wiem, co mam otwarte na innych urządzeniach. To działa zresztą również w drugą stronę. Oczywiście trudno tu zapominać o innych możliwościach jak chociażby zintegrowany Google Translate. Microsoft ma ogromny udział ze swoją przeglądarką i moim zdaniem mógłby to wykorzystać o wiele lepiej… gdyby tylko chciał. Może i funkcje oferowane w tym wypadku przez Google nie są używane przez większość osób, ale dla mnie, osoby, która w tym miejscu je ocenia, wybór będzie tylko jeden.

r   e   k   l   a   m   a

Trudno mówić o jakiejkolwiek konkurencji gdy weźmiemy pod uwagę inne rzeczy, jak np. zaawansowane możliwości GMaila dostępne bezpośrednio z telefonu, synchronizację książek w ramach Google Books. Producent Androida tym co zbudował po prostu rozsmarowuje Microsoft… ten wygrywa chyba jedynie w wypadku obsługi YouTube, bo nieoficjalne aplikacje pokroju SuperTube pozwalają na znacznie więcej, niż oficjalny klient dla Androida. O wiele lepiej wygląda kwestia w wypadku samego konta i jego przenośności między różnymi platformami. Niedawno Outlook dorobił się wreszcie wsparcia dla IMAP, całość można również obsługiwać za pomocą Exchange, który na Windows Phone jest konfigurowany automatycznie, a na Androidzie wymaga tylko wprowadzenia kilku danych. Z kontem Google nie jest tak łatwo, bo o ile poczta od wieków wspiera różne otwarte standardy, o tyle producent dosyć mocno utrudnia inne kwestie: wystarczy przypomnieć przesiadkę na CalDAV, za zaraz potem ogłoszenie, że jednak za kalendarz będzie odpowiadało dedykowane Google Calendar API. Na szczęście implementacje zostały otwarte.

Niemały szok przeżyłem po uruchomieniu Spotify, od którego jestem uzależniony w zasadzie od momentu pierwszego zetknięcia się z tą usługą. O ile brak opcji obserwowania znajomych i dostępu do skrzynki odbiorczej w niczym mi nie przeszkadza, o ile pewien detal spowodował, że przestałem używać Lumii do słuchania muzyki. Gdzie jest radio ja się pytam? Nie ma to jak uruchomić je na bazie ulubionego wykonawcy, np. Mike Oldfielda i przez słuchanie czegoś podobnego odkrywać zupełnie innych, równie interesujących wykonawców. Niestety na Windows Phone tego nie doświadczymy. Jedyne co w tej wersji mi się podobało to wygląd. Trzeba przyznać, że interfejs modern i przesuwane ekrany panorama to naprawdę wygodne rozwiązanie. Dobrze, że przynajmniej na obie platformy są dostępne już aplikacje z całej "wielkiej trójki". Tak, także na Windows Phone oprócz Spotify znajdziemy Deezera czy WiMPa, choć i one wyraźnie odstają od swoich Androidowych odpowiedników. Dlaczego? Trudno to wyjaśnić, być może mniejsza popularność platformy oznacza dla producentów, że nie muszą starać się aż tak bardzo, jak w miejscach gdzie mają więcej klientów.

Ciekawie wyglądało porównanie komunikatorów. Muszę przyznać, że integrację z siecią społecznościową Facebook uważam na platformie Windows Phone za mistrzostwo. Tzw. people hub zapewnia nam błyskawiczny dostęp do wpisów znajomych bez instalowania jakiejkolwiek aplikacji. Wszystko zintegrowane z kontaktami, bardzo ładnie wykonane. Teoretycznie podobne zamierzenie przyświecało chyba przy tworzeniu aplikacji do zajmowania się wiadomościami, bo ta jest zintegrowana w takim wypadku z Messengerem. Wszystko byłoby naprawdę dobrze, gdyby to faktycznie działało. A kategorycznie nie działa jak powinno. Często status innych osób jest nieaktualny, a i ten ustawiany przez nas niekoniecznie trzyma się tego, co rzekomo ustawiliśmy. Także powiadomienia są dosyć skromne i czasami docierają z opóźnieniami, co nie zachęca do używania tego jako komunikatora, a kieruje raczej w kierunku skorzystania z dedykowanej aplikacji do tego serwisu. Nie wspominam nawet o braku oficjalnej aplikacji do Google+ i Hangoutów, no ale to definitywnie wina firmy oferującej te produkty a nie Microsoftu. Po prostu jak dla mnie, aktywnego użytkownika tych usług (tak, naprawdę tam jest ktoś więcej niż tylko duchy), jest to spora wada. Nie ważne przez co, po prostu nie mogę skorzystać z tego, czego używam na co dzień. Niezbyt ciekawie wygląda również sytuacja w wypadku polskiego Gadu-Gadu, które, choć ciągle umierające, to jednak żyje i nadal pozwala na to co najważniejsze, komunikację. Jest aplikacja, ale jej działaniu można zarzucić naprawdę sporo: niedochodzące wiadomości, samo wykonanie, problemy z powiadomieniami.

Co mamy tymczasem na Androidzie? Ostatnio wspomniane GG przeszło sporą metamorfozę, ale jak mnie pamięć nie myli i jak daleko próbuję w niej sięgać, tak nigdy nie było z nim problemów. Sam wygląd i sposób działania jest natomiast swoistym wzorem dla innych komunikatorów, które od GG mogą się po prostu uczyć. O ile wersja desktopowa jest… poprawnie politycznie powiedzmy słaba, o tyle mobilna dla Androida to majstersztyk. Co prawda jest to zależne od wersji, ale i Facebook Messengerowi nie można zbyt wiele zarzucić. Jego obsługa jest bardzo wygodna od kiedy wprowadzono dymki pozwalające na szybkie rozwijanie i zwijanie rozmów. Brak interfejsu Modern w tym wypadku nie spowodował żadnych problemów z czytelnością i prostotą. Jedyne co mogłoby być lepsze to integracja z innymi wiadomościami. Kiedyś i owszem, było to dostępne, ale teraz już nie jest. W zamian na coś takiego pozwalają Hangouty, choć im akurat wiele osób sporo zarzuca: mogłyby działać szybciej, a integracja SMS i czatu nie jest tak naprawdę zbyt sensowna (wątki prowadzone z jedną osobą na różnych kanałach komunikacyjnych są oddzielone). Gdyby nie problemy z samym działaniem, aplikacja wiadomości w Windows Phone byłaby czymś, z czego można brać przykład.

W wypadku Windows Phone tragicznie przedstawiała się bardzo popularna aplikacja do szybkiego korzystania z forów dyskusyjnych jaką jest Tapatalk. Co prawda i na Androidzie nie było z nią idealnie, bo po wypuszczeniu nowej wersji producent wypiął się na użytkowników dotychczasowej i po prostu kazał sobie jeszcze raz płacić za poprawki błędów i zmiany w interfejsie, niemniej już od dawna oferowała ona bezproblemowe korzystanie z forów. Oczywiście do tego celu można by wykorzystać przeglądarkę internetową, ale nie każde forum posiada dedykowaną wersję mobilną, a i nawet w takim wypadku nie można tego uznać za coś naprawdę wygodnego. Tapatalk stanowi pośrednika, bardzo dobrze spełniającego swoje zadanie, pozwalającego na oszczędzanie transferu, a także skupienie się na tym co najważniejsze, a więc treści dyskusji. Aplikacja nie była dostępna dla Windows Phone bardzo długo, użytkownicy mogli korzystać jedynie z nieoficjalnego klienta, który działał delikatnie mówiąc koszmarnie. Gdy ta w końcu pojawiła się w Marketplace, również okazała się sporym niewypałem. Dopiero kilka aktualizacji pozwoliło jej pod względem stabilności i szybkości działania osiągnąć akceptowalny poziom. A to ponoć na Androidzie mamy do czynienia z ogromną ilością problemów na każdym kroku, prawda?

Gdy korzystałem jeszcze z LG z Windows Phone gdzieś w markecie odkryłem aplikację Nextgen Reader, którą nawet swego czasu opisałem na łamach bloga. Muszę przyznać, że nie mogę się obyć bez klienta RSS, a po zamknięciu Google Reader pałeczkę przejął oczywiście Feedly. Tutaj naprawdę nie ma na co narzekać, bo ta aplikacja ciągle się rozwija i stanowi sztandarowy przykład jak powinno się robić aplikacje na WP. Spore możliwości personalizacji, integracja z innymi usługami, kilka animowanych kafelków z najważniejszymi informacjami czy wreszcie możliwość przeglądania wcześniej pobranych materiałów bez dostępu do internetu. Te cechy sprawiają, że Nextgen jest liderem w swojej klasie i pokazuje, że również na Windows Phone da się zrobić coś naprawdę interesującego. Szkoda tylko, że w tym samym kierunku nie idzie tak wielu producentów jakby mogło iść. W wypadku Androida od dłuższego czasu używam gReadera Pro, który spisuje się równie dobrze. Nie ma jednak tak wygodnego interfejsu a i pobieranie artykułów w tle ciągle nie działa idealnie. W tym wypadku muszę powiedzieć juz niego remisie, ale nawet pewnej dominacji ze strony WP. Oczywiście nie mam zamiaru oceniać tu oficjalnych klientów np. Feedly czy aplikacji pokroju Flipboard, bo są to aplikacje ładnie wyglądające, ale definitywnie nadające się do niedzielnego przeglądania jedynie niewielkiej ilości kanałów.

Solidnie rozbawiło mnie starcie ze SkyDrive. O ile pakietowi Office w wersji mobilnej nic zarzucić nie można, o tyle SkyDrive na Windows Phone to swoistego rodzaju… porażka? Ledwie bardzo podstawowe opcje zarządzania danymi w samej chmurze. A gdzie możliwość uploadu lub pobierania potrzebnych nam w danej chwili plików? Wrzucić możemy jedynie coś z galerii, czyli zdjęcia... Czy to oby nie za mało jak na coś, co nazywamy smartfonem? Oczywiście wynika to z ograniczeń systemu i braku managera plików, no ale gdy spojrzymy na Androida wygląda to co najmniej komicznie: mamy tutaj kilka pakietów Office, w tym także i ten oficjalny od Microsoftu (choć ten nie działa na tabletach, o co pretensje należy kierować do samego producenta), więc pod tym względem problemu nie ma. Do obsługi SkyDrive mamy tak oficjalną aplikację jak i cały szereg innych. Większość managerów plików, zarówno tych darmowych jak i płatnych oferuje możliwość dodania różnego rodzaju zasobów sieciowych z FTP i usługami przechowywania plików w chmurze na czele. Dla przykładu korzystam z polskiego Solid Explorera, w którym mam dodane konta do Dropboksa, Google Drive i SkyDrive. Mogę pliki kopiować na telefon czy tablet, mogę wrzucać na wymienione usługi, mogę wreszcie przerzucać je między nimi. Czy to nie jest wygodne? Ktoś może powiedzieć: dobra, ale w zasadzie po co takie coś? No właśnie już kilka razy miałem okazję się przekonać, że na pendrive nie zawsze znajdowało się to, co powinienem na nim umieścić… Zwykłe życiowe sytuacje, zapominalstwo, problemy techniczne i tego typu sprawy. Wtedy sytuację ratowała możliwość szybkiego pobrania danych z chmury. Niejednokrotnie uratowało to również dane, które przepadłyby przez moje różne eksperymenty.

W moim wypadku ponowne użycie platformy Windows Phone okazało się dosyć… frustrującym zajęciem. Wcześniej zetknąłem się z nią po bardzo krótkiej przygodzie z Androidem, do tego na naprawdę słabiutkim modelu (LG P500), więc nic dziwnego w tym, że szybko mnie przyciągnęła szybkością działania czy stabilnością. W miarę zapoznawania się z kolejnymi urządzeniami przekonałem się jednak, że Android może być nie tylko stabilny, ale także bardzo szybki. W niektórych zastosowaniach nawet zauważalnie szybszy niż urządzenia z Windows Phone, choć trzeba tu przyznać, że te ostatnie nie są wyposażone w takie mocne specyfikacje techniczne jak konkurenci spod znaku robota. Najważniejsze to jednak bogactwo aplikacji, które co by nie mówić, w wielu przypadkach pod względem jakości są już na naprawdę wysokim poziomie. Nie chcę nawet myśleć, jak więc wygląda porównanie z iOS, który z tego co wiem prezentuje pod tym względem jeszcze wyższy poziom (za mało go używałem, aby móc to ocenić). Już same usługi oferowane przez Google stanowią pewien klej na wiele osób. Czy łatwo oprzeć się temu, że wykonuję jakiś zapis w Keep na telefonie, a potem szybko kontynuuję go na tablecie, czy dowolnym komputerze? Tego typu przykłady można mnożyć, a popularność Chromebooków w Stanach Zjednoczonych pokazuje, że nie jest to kwestia, którą można bezmyślnie ignorować.

Artykuł ten pierwotnie chciałem inaczej zatytułować. Górę miały wziąć emocje, które kazały rzucić pytaniem: mógłbym przesiąść się na Windows Phone, tylko po co to robić? Zastanawiałem się, szukałem odpowiedzi i prawdę mówiąc, nie znalazłem jej. Na co mi to, skoro to samo i o wiele więcej mam w Androidzie? Sam Microsoft oferuje wszystkie aplikacje, dzięki czemu mogę używać jego usług bez konieczności wykorzystywania urządzenia sygnowanego jego logo… Szkoda, że to nie wygląda tak dobrze w wypadku Google. Oczywiście każdy użytkownik musi sobie odpowiedzieć na takie pytanie samodzielnie, bo wielu osobom platforma Microsoftu w postaci smartfonów przypadła do gustu i jest dla nich w zupełności wystarczająca. Dla mnie w chwili obecnej już niestety nie. Może za bardzo wrosłem w system Google, może za bardzo dałem się porwać niektórymi usługami… a może jednak Android po prostu stał się na tyle dojrzały, ażeby móc go z powodzeniem używać? Niemałą rolę odgrywa tu jednak cena. Taka Lumia 520 sieje istne spustoszenie na rynku tanich smartfonów i uważam, że to dobrze, bo w tej cenie dobrego Androida jeszcze się nie kupi… Jeszcze, bo ostatnie testy jakie miałem okazję przeprowadzać pokazują, że coraz tańsze urządzenia są wyposażone w coraz lepszy sprzęt. Tymczasem nowy Android 4.4 KitKat również działa tak dobrze, jak nie działał jeszcze nigdy, co potwierdzają użytkownicy portów na inne, starsze urządzenia. Windows Phone musi się pilnować, bo o ile wygrywa w kwestii relacji wydajności do ceny, tak przyszły rok może zniwelować tę różnicę.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.