r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Bez dyskusji: w 2015 roku z graczy dalej robi się satanistów i narzędzia w rękach diabła

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Kiedy człowiek kończy partyjkę w ulubioną grę i odkładając pada od najnowszej konsoli wygląda przez okno, dostrzegając wszędobylski postęp technologiczny, z ogromnym niedowierzaniem przychodzi mu patrzeć na brednie ciągle publikowane w Internecie. O ile o problemie złego wpływu gier na młode umysły da się wreszcie w sposób rzeczowy podyskutować, podpierając różne tezy nawet konkretnymi badaniami, tak są pewne środowiska na siłę chcące udowadniać, że gry to zło. Nie w przenośni. Tak dosłownie.

Grasz w gry? Uważaj, gdyż pewnie jesteś satanistą i narzędziem w rękach diabła. Tak właśnie próbuje się w w obecnych czasach otworzyć nam oczy na jednym bardzo znanym portalu katolickim. Oczywiście zamieszczony tam dość krótki materiał w większości składa się z tytułów produkcji, które absolutnie nie powinny dostać się w czyjekolwiek ręce. Listę przepisano z publikacji sprzed 5 lat, a i tak wtedy musiała być ona stara. Mało kto już pamięta, o co chodziło w Elvirze, przygodówkach z serii Gabriel Knight, Devil Inside czy akurat naprawdę świetnie udźwiękowionym Messiah. Wymienia się także nieźle mącącego w głowie Dungeon Keepera, Dooma, Quake'a czy Hexena, nie zapominając przy tym o Diablo. Co ciekawe, w 2010 roku zadebiutowała również gra Dante's Inferno, z piekłem w nazwie, grzechami pod podszewką i roznegliżowanymi demonicami atakującymi prosto z kroku. Tej brak. Za to jest RollerCoaster Tycoon jako projekt zawierający elementy satanizmu oraz okultyzmu. Śmiać się czy płakać?

Inna sprawa, że wytypowane jako piekielne pułapki projekty to rzecz jasna przede wszystkim propozycje dla dorosłych, a więc w pełni wykształconych emocjonalnie jednostek. Tymczasem osoba odpowiedzialna za nierzetelną publikacje ostrzega raczej młodych chłopców (bo przecież wszyscy wiedzą, że dziewczynki nie grają...) przed zagrożeniami wynikającymi z wchodzenia w wirtualną domenę złego, mającą zniewolić ich dusze na niekiedy nawet setki godzin, potrzebnych na ukończenie gry. Jeżeli próbowano zrobić wstęp do dyskusji nad potrzebą sprawdzania przez rodziców oznaczeń PEGI na pudełkach, zdecydowanie zabrano się do tego od bardzo złej strony.

r   e   k   l   a   m   a

Tyle się ciągle mówi o zagrożeniach bezpośrednich, wynikających z trafiania gier do niewłaściwego odbiorcy (przemoc, agresja, izolacja), a tak niewiele o grach w związku z duchowością. Gdyby tylko ktoś kompetentny i godny zaufania podjął się prac nad takim tematem, wyszłaby z tego publikacja niezwykła, która faktycznie mogłaby rzucić nowe (kto wie, może i anielskie) światło na pewne sprawy. Zamiast wstępu do merytorycznej dyskusji dostaliśmy tymczasem przepisane banały, podparte tak wytartymi i zwyczajnie starymi markami, że jedyne, nad czym można się po lekturze tekstu zastanawiać, to kto mądry inaczej to pisał... Szkoda, że graczy bierze się znów szybciutko na widły, zamiast porozmawiać z nimi, zrobić rozeznanie i dopiero przedstawić ciekawie cały „problem”.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.