Program tygodnia
GIMP 2.6.12

Ocena: 8,8
icon
Polecamy
Test: Samsung 830 256 GB

Dysk SSD warty uwagi
Dolina Charlotty

DaRMozjady

archiwalny, Autor: Ryan, Kategoria: Felietony
 
 
 
 

Ryan jest zwykłym człowiekiem, tylko trochę zakręconym. W wolnych chwilach, których twierdzi, że nie ma, bo ciężko pracuje - rysuje albo czyta o rzeczach przeróżnych. Ostatnio w kręgu jego zainteresowań znajdują się publikacje o procesorach Cell i Xenon, implantacji piersi oraz treningu kulturystycznym. ;) Pragnie poznać Chucka i choć raz w życiu się wyspać.

Kto z Państwa słucha muzyki w formacie MP3, proszę podnieść przycisk i nacisnąć rękę. Dziękuję. Kto z Państwa w ostatnim miesiącu kupił płytę CD? Głosowania nie będzie, bo to vortal promujący wyłącznie legalne praktyki.

Nie twierdzę, że Czytelnicy to piraci, hipokryci czy złodzieje, nic z tych rzeczy. Chcę nawet napisać, że część z Państwa rozumiem. Przynajmniej jeśli chodzi o muzykę, bo sam jako klient czuję się oszukany. Z pewnością Czytelnikom bliski jest temat "zabezpieczeń" na płytach Sony-BMG, o którym pisaliśmy kilkukrotnie. Dla tych z Państwa, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają - krótkie przypomnienie.

Jesienią ubiegłego roku Mark Russinovich opublikował na swoim blogu informację o oprogramowaniu dostarczanym na niektórych płytach audio Sony. Oprogramowanie to udostępniało szereg mechanizmów ochrony danych przed nielegalnym kopiowaniem. To zabezpieczenie znane jako Digital Rights Management działało na kilku płaszczyznach: pasywnego zabezpieczenia treści (wykorzystującego różnice między działaniem napędów CD w komputerach i stacjonarnych odtwarzaczy) oraz aktywnego zabezpieczenia przy pomocy aplikacji dla systemu Windows. Wszystkie te zabezpieczenia mają w założeniu chronić interesy firmy. Przynajmniej wydaje mi się, że takie było rozumowanie Sony. Specjalne tłoczenie płyty tak, by oszukać komputery to nic nowego.

Samo oprogramowanie jednak to już "perełka". Instalowało się bez wiedzy użytkownika w systemie i kamuflowało tak, by odnalezienie było niezwykle trudne a próby usunięcia obfitowały w niespodzianki takie jak np. znikający napęd CD-ROM. Sprytne oprogramowanie, prawda? Czy takie "aktywne zabezpieczenie" nie przywodzi Państwu na myśl technik znanych ze spyware? Ależ oczywiście! Analiza oprogramowania znanego jako XCP oraz innego, podobnego systemu, którym nie tylko Sony raczyło użytkowników - MediaMax - wykazała, że oprogramowanie to w istocie jest szpiegunem. Oczywiście wbrew oficjalnym komunikatom Sony i producentów oprogramowania "zabezpieczającego" (First4Internet oraz SunnComm).

Dołączone na płycie oprogramowanie instalowało się korzystając z funkcjonalności Autostart systemu Windows. Wbrew prawu obowiązującemu w Stanach Zjednoczonych (gdzie znalazła się większość tak zabezpieczonych płyt) użytkownik "wzbogacał się" o nową aplikację bez wyraźnej zgody lub woli z jego strony. Przeważnie zgodą taką jest zatwierdzenie umowy licencyjnej, EULA. W przypadku aplikacji MediaMax pojawiała się ona, ale dopiero po automatycznej instalacji oprogramowania. Sama umowa oczywiście nawet nie wspomina o szpiegowaniu użytkownika. Brak potwierdzenia umowy nie usuwa aplikacji i dodatkowo owocuje wysunięciem tacki z płytą. Instalowane oprogramowanie uniemożliwia zgranie płyty do MP3 czy dowolnego innego formatu, gdyż monitoruje listę procesów systemu i gdy natrafi na program mogący dokonać zrzutu - reaguje. Do odtwarzania i kompresji audio można wykorzystać wyłącznie załączony program - brzydki i niezbyt przyjazny w użytkowaniu - który pozwala na wykonanie trzech kopii płyty (kopii nie można powielać - są zabezpieczone w analogiczny sposób, tyle że z całkowitym ograniczeniem możliwości duplikowania) a przy zgrywaniu do pliku opatruje muzykę certyfikatem DRM. Gdzie tu miejsce na szpiegowanie? Dołączony odtwarzacz komunikuje się z serwerem (zależnie od oprogramowania connected.sonymusic.com lub license.sunncomm2.com) w celu pobrania reklamy wyświetlanej użytkownikowi. Zapytanie opatrzone jest informacją o płycie i utworze odgrywanym, umożliwia zatem powiązanie adresu IP, utworu i daty odsłuchania w celu stworzenia bazy zachowań użytkownika i dobór reklam.

Ktoś mógłby powiedzieć, że użytkownik Windows sam jest sobie winien, ale to nie jedyny wymierzony przeciw klientowi proceder z którym niestety dane mi było się zetknąć. W Polsce według zapewnień wytwórni nie ma miejsca haniebny (czy też zdaniem wytwórni - niegroźny) proceder instalowania XCP, ale praktykowana jest automatyczna reinstalacja sterowników ACPI po włożeniu do napędu płyty, np. Ciara - Goodies zakupionej przeze mnie całkiem niedawno. Porównałem pliki z dostępnymi oficjalnie binariami i są identyczne, "bezpieczne". Można powiedzieć, że BMG wyświadczyło mi przysługę. Szkoda tylko, że nadpisano mi niestandardowe sterowniki ACPI, które miałem w systemie. Trudno. To co mnie tak naprawdę zastanawia to niewielka tabelka na odwrocie opakowania, z której można wyczytać:


CD Audio Home - Compatible; Others - < 100% Compatible; PC, min. Win 95/64MB RAM, Pentium II 233 - Compatible; Mac - Not Compatible; Others - Not Compatible.


Widnieje tam również adres do strony BMG poświęconej piractwu na której stoi napisane:

BMG jest (...) zobligowane do ochrony przyszłych publikacji poprzez wdrażanie systemu przeciwdziałania nielegalnemu kopiowaniu. (...) Jest to kradzież własności intelektualnej muzyków, autorów i kompozytorów. (...) W takiej sytuacji BMG wprowadzi rozwiązania techniczne przeciwdziałające kopiowaniu mediów cyfrowych, podobne do tych, jakie od dłuższego czasu stosuje się np. przy oprogramowaniu, grach video, czy DVD.

Iście dantejski obraz się maluje po tej lekturze. Wreszcie rozumiem, że wydawcom nie zależy na prawach klientów, zależy im wyłącznie na pieniądzach! Nie, nie jestem dziwakiem, który postuluje, by wszystko było za darmo, ale CD-DRM o którym piszę w żaden sposób wydawcom nie pomaga. W ogóle cała ta sytuacja jest chora, bo opisane zabezpieczenie nie chroni przed wypłynięciem muzyki do Internetu. Paczki z MP3 pojawiają się w sieciach P2P z chwilą premiery, czasem i przed nią (przecież pracownicy sklepów muszą mieć dostęp do płyt zanim ktoś je kupi, choćby po to, by ułożyć je na półkach sklepowych). Masowy proceder nielegalnego rozpowszechniania muzyki wcale dzięki zaimplementowanemu systemowi nie ucierpi, straci natomiast klient, który legalnie nabył muzykę i teraz nie może jej odsłuchać w swoim iBooku albo iPodzie. Co więcej - jest to jawne zachęcanie do zakupu muzyki w formie elektronicznej z legalnych źródeł (w tym wypadku ze sklepów online Sony), które ogranicza dochód firm tłoczących płyty. Firm które pewnie nawet nie wiedzą, że powielają muzykę w sposób, który potencjalnie może ich kieszeń uszczuplić.

Jeśli ktoś z Państwa myślał, że to wszystko, muszę niestety rozczarować - takie praktyki są też niezgodne z prawem. W USA obowiązuje zasada Fair Use - możliwość kopiowania muzyki na własny użytek pod kilkoma warunkami. Kopie muszą być sporządzone dla siebie lub osoby bliskiej, w ilościach, które nie zagrażają interesom twórców. Obostrzeń jest jeszcze kilka a każda sprawa o nadużycie, która trafia do sądu jest rozpatrywana indywidualnie. Można jednak swobodnie założyć, że wykonanie kopii płyty CD do samochodu i domku na wsi oraz zgranie do MP3 by posłuchać w czasie przebieżki po parku jest jak najbardziej ok. Podobne prawo funkcjonuje w Polsce, jego wykładnia jest jednak mętna (a co u nas jest jasne?) a świadomość konsumentów na temat jego istnienia znikoma. Kiedyś sądziłem, że nie wolono mi nawet zgrać Cichosza Grzegorza Turnaua do MP3 na komputerze mamy.

A skoro o płycie Grzegorza mowa - kupiłem ostatnio Turnau w "Trójce" i uderzyła mnie pewna rzecz - hologram ZAiKSu znajdował się na folii chroniącej opakowanie a nie na pudełku. Gdybym był właścicielem zakładu fryzjerskiego miałbym poważny problem, czy kupić tą płytę, bo jak udowodnię jej legalne pochodzenie bez hologramu? Zakładam oczywiście, że bycie legalnym interesuje mnie, bo płacę zarówno ZAiKSowi jak i STOARTowi za prawo do słuchania radia i odtwarzania muzyki z CD w celu poprawy jakości usług w moim zakładzie. Bo gdyby Państwo mieli wątpliwości - możliwość słuchania radia w zakładzie fryzjerskim jest nie lada luksusem i wymaga opłacenia abonamentu RTV, składki dla STOARTu chroniącego prawa artystów wykonawców i ZAiKSu, który chroni prawa autorów. Szkoda, że nie płacimy składki na Rzecznika Ochrony Praw Konsumenta, bo może wtedy ktoś zająłby się naszymi prawami.

Ta nalepka to drugi biegun innej radosnej praktyki - oblepiania okładek beznadziejnymi stickerami. Kupiłem przed kilkoma tygodniami płytę The Pussycat Dolls - PCD i muszę się pochwalić, że wymagało to nielada skupienia i wyostrzenia zmysłów technikami przekazywanymi wyłącznie szeptem przez Chucka Norrisa. Łatwiej chyba znaleźć tą płytę po zapachu niż na podstawie okładki, bo ta jest uroczo zasłonięta nalepkami. Czego tam nie ma! Można się dowiedzieć jakie hity znajdują się wewnątrz, że płytę poleca 4Fun.tv, Radio ESKA i że płyta ma ludzką cenę. Oczywiście do tego hologram i cenówka. Niestety nalepka z adresem WWW Universal Music Polska znajduje się na odwrocie, pewien jednak jestem, że to przeoczenie.

Co w tym złego? Cena wcale nie jest ludzka, bo 40zł za płytę z wkładką bez tekstów, na marnej jakości papierze i za opakowanie, które nie było ofoliowane i przez to jest całe porysowane to zdecydowanie za dużo. Pewnie zdaniem producenta to nie cena jest zbyt wysoka, tylko ja za mało zarabiam (halo, redaktorze naczelny!?) - jeśli tak to polecam zejść na ziemię albo nadal błądzić z głową w chmurach i przekwalifikować się. Najlepiej na sprzedawcę bananów w Afryce Równikowej - zbyt wśród szympansów powinien być olbrzymi. Nalepka z logiem radia lub telewizji to kolejna wielka enigma, bo przepraszam, ale nie rozumiem po co ona tam jest. Jeśli ma mnie zachęcić, to odnosi skutek odwrotny do zamierzonego. Ale chyba nie o to chodzi. Żyjemy w czasach, kiedy liczą się pieniądze - co do tego chyba nikt nie ma już wątpliwości. Jeśli logo radia ma na celu zwiększyć atrakcyjność płyty, to chyba czas zmienić ludzi odpowiedzialnych za marketing, którzy płacą za możliwość wykorzystania logotypu rozgłośni. Ceny płyt są dla większości z nas zaporowe, więc jeśli już decyduję sie kupić jakąś, to nie dlatego, że poleca ją ktoś lub coś na pomarańczowej nalepce a dlatego, że słyszałem ją już i zachwyciła mnie lub czytałem skrajnie pozytywną recenzję w wiarygodnym periodyku. Jeśli jednak faktycznie większość dochodów przemysłu fonograficznego w Polsce pochodzi z nieplanowanych, spontanicznych zakupów ("O, Moje Ulubione Radio poleca tą płytę - biorę!"; "Fajna żółta nalepka, biorę trzy") to najwyższa pora zastanowić się, dlaczego rynek w Polsce jest taki chory. Jeśli nie jest tak (w co naprawdę chcę wierzyć) - o zmianie marketerów już pisałem. Istnieje wszak i druga opcja - mamy do czynienia z handlem wymiennym i radio promuje "dobrą" muzykę w zamian za promującą radio nalepkę. O etycznym aspekcie takiego procederu chyba nie muszę pisać, bo dla mnie jest to takie samo kłamstwo jak artykuł sponsorowany, przy którym nie ma wyraźniej informacji o jego charakterze. I pewnie nie przeszkadzałyby mi te nalepki, gdyby nie to, że są przymocowane zjadliwym klejem, który pozostaje na pudełku i to, że hologram nalepiono częściowo na tej paskudnej nalepce informującej o (tfu!) ludzkiej cenie.

Wracając jednak do DRM, wiąże się z tym skrótem wyraz cynizmu stosujących go firm. DRM znaczy mniej więcej tyle co System Zarządzania Prawami do Danych Cyfrowych (Digital Rights Management). Ciężko nie zauważyć, że DRM nie zapewnia nam żadnych praw (choćby i wspomnianego Fair Use) a nakłada na nas malownicze ograniczenia. Czy zastąpienie słowa "prawo" słowem "obostrzenie" (Digital Restrictions Management) nie byłoby bliższe prawdzie? Nie jestem przeciwnikiem DRM, nie jestem anarchistą, który uważa, że każdy powinien mieć prawo do wszystkiego. Ba! Na pewne luksusowe dobra mnie nie będzie nigdy stać i nie zamierzam z tego powodu uciekać się do kradzieży. Tylko czy słuchanie muzyki jest luksusem? DRM powinien być stosowany jako pomoc w egzekwowaniu istniejącego prawa a nie tworzeniu nowego i wymuszaniu żenujących restrykcji, które nie są z prawem zgodne. Jeśli odpowiedzialni za przemysł fonograficzny zastanawiają się dlaczego istnieje proceder nielegalnego kopiowania muzyki, odpowiadam: dlatego, że w równaniu zysków zapomnieliście o kliencie i o jego prawach. To nie my, tłuści panowie w garniturach, jesteśmy DaRMozjadami, tylko Wy! Dbajcie o klienta a nie jego przepuklinę wywołaną zbyt ciężkim portfelem. Ładnie proszę.

Komentarze (31)  

r   e   k   l   a   m   a
Avatar
gustaw (niezalogowany) | 17.03.2006 20:23#1

Jak najbardziej się zgadzam! Wszystkie te zabezpieczenia tylko utrudniają życie. A co do nalepek to też racja. Ostatnio kupiłem płytę i zdarłem folię wraz z nalepką. Potem był mały problem ze sprzedażą płyty na Allegro! :)

Avatar
anonim (niezalogowany) | 17.03.2006 20:34#2

Fajny tekst.
A jeszcze fajniej by bylo, gdyby imć Ryan zainteresowałby się zabezpieczeniem Starforce.
Zapraszam:
http://www.glop.org/starforce/

Avatar
magda (niezalogowany) | 17.03.2006 20:45#3

Nie wiem czy ktokolwiek z decydentow fonograficznych przeczyta kiedykolwiek ten lub podobne mu artykuly... Mam nadzieje, ze jesli juz, to nie poszuka sobie odpowiedniego 'dobrego' reprezentanta spoleczenstwa polskiego w sejmie (bedacego poza ukladem!) i nie dostosuje prawa do swoich potrzeb. Przeciez nie mozna wbrew prawu tak traktowac klientow! Zmienmy zatem prawo! ;)

Avatar
lk (niezalogowany) | 17.03.2006 22:15#4

zgadzam się, walić w trąbę wytwórnie.

Avatar
Sechster (niezalogowany) | 17.03.2006 23:32#5

Polecam radia internetowe - darmowe, dobre, nie wymagaja duzej przepustowosci a czasami mozna nawet dodawac ulubione piosenki do playlisty.

Avatar
Ginda (niezalogowany) | 17.03.2006 23:34#6

Można się produkować ale "DaRMozjady" i tak na to leją.... więc póki cena jest wysoka wiekszość ludzi nie pójdzie do sklepu kupic płyte.Jak zauważył autor artykułu komercha robi sie juz naprawde wkurzająca wszędzie tylko nalepki i reklamy ;/

Pozdrawiam

Avatar
Zrozpaczony (niezalogowany) | 17.03.2006 23:42#7

Tak... zabezpieczenia płyt nie przeciwdziałają piractwu. Tylko utrudniają normalnym ludziom życie. Kupując oryginał za 150 zł chciałbym sobie zrobić kopię użytkową by móc ją "zajechać" w napędzie CD. Bo przy 3 osobach do kompa i bardzo gęstej żąglerce płytami w napędzie taki oryginał za 150 zł wygląda tragicznie po miesiącu. Potem są problemy z odtwarzaniem itp. A tak posiadając kopię użytkową mógłbym ją wywalić do kosza, zrobić kopię nr 2 i ją zajechać i spać spokojnie, że moje ciężko zarobione pieniądze nie pójdą w błoto. Bo wydawca płyty napewno nie da mi drugiej oryginalnej płyty bo pierwszą zajechałem.

Drugą sprawą jest, że mnóstwo kasy idzie na: napisanie, przetestowanie i wykupienie licencji na programy zabezpieczające. Te koszta są wliczone w cenę płyty. Kto za to płaci? Użytkownik uczciwy!! A nie stosowanie takich zabezpieczeń napewno by obniżyło cenę płyty i zyskało by to większe grono uczciwych kupców. Ja zamiast kupić sobie 3 gry po 50 zł w ciągu roku kupuję 1 za 150 i zabezpieczoną. Ludzi którzy zajmują się marketingiem często przestają być ludzcy. Chyba się tym zarażają od ludzi którzy stają się politykami. bleeee...

Avatar
Sechster (niezalogowany) | 18.03.2006 10:55#8

Jeszcze raz ja - badania wykazaly wieksze zuzycie baterii odtwarzaczy przenosnych o ok. 25% na ktorych odtwarzane byly zabezpieczone utwory - trzeba je przeciez jakims kosztem rozkodowac ;).

Avatar
avallash (niezalogowany) | 18.03.2006 13:39#9

Zabezpieczanie płyt nie ma sensu. Dlaczego?

Jeżeli mamy do czynienia z osobą która ma dostęp do oryginalnej płyty, którą mozna skopiować, to jest to najczęściej legalny posiadacz legalnej płytki. Jeżeli by kopiował na własny użytek, to ma do tego prawo. Jeżeli by kopiował żeby puścić w obieg nielegalną kopię, to i tak (najprawdopodobniej) zna się na zabezpieczeniach na tyle, żeby poradzić sobie z każdym syfiastym zabezpieczeniam.

Jeżeli mamy do czynienia z osobą posiadającą nielegalną kopię, to i tak jest już po ptokach, bo zabezpieczenia są już złamane.

O ile zabezpieczenia płyt nie będą w formie smutnego pana w czarnym garniturze i czarnych okularach, pracującego dla BMG albo Sony, stojącego przy odtwarzaczu i reagującego na nasze działania, to zabezpieczenia będą łamane, i piracki soft i muza będą trafiały do obiegu. A zwykły, uczciwy użytkownik bedzie wyklinał na legalny soft i muzę, i coraz częściej spoglądał w stronę pirackiego horyzontu... niestety...

Avatar
WODZU (niezalogowany) | 18.03.2006 16:34#10

Jestem przeciwny piractwu ale nie w przypadku gdy jesteśmy traktowani jak dojne krowy, które kupią płytę reztgnując w zamian z innych ważnych wydatków. Płyta audio to nie "towar luksusowy" drodzy panowie z wytworni fonograficznych. Może wytwórnie opublikowałyby koszty wyprodukowania płyty? Na szczęście karty dźwiękowe posiadają wyjścia i wejścia cyfrowe :)

Avatar
Kszych (niezalogowany) | 19.03.2006 9:51#11

Zawsze pozostaje wybór - nie kupuję. Może wtedy szukając przyczyny "ktoś" trafi na DaRMozjady i znajdzie przyczynę. Trafny opis.

Avatar
ja (niezalogowany) | 20.03.2006 9:24#12

Piratami należy nazwać najpierw KONCERNY, które łupią z nas skórę sufitowymi cenami CD/DVD!!!!!!

Avatar
grammaton cleric 1st class (niezalogowany) | 20.03.2006 22:26#13

@Zrozpaczony:
Mam dla Ciebie dobrą wiadomość - w Polskim prawie jest tak, że jeżeli płyta ma zabezpieczenia, dzięki którym nie możesz jej sobie skopiować (dozwolony użytek), to masz prawo żadać od producenta wydania kopii bez tego zabezpieczenia (źródło: http://www.idg.pl/news/89013.html).
Easy!

Avatar
ludeczek (niezalogowany) | 31.03.2006 23:09#14

A pomyslal ktos o tym, ze gdyby cena byla sensowna poprostu nie oplacalo by sie " piracic "plyt? Jesli cena plytki oryginalnej to np 15 zlotych i mam okladke, dobre tloczenie itp to nie kupie podrobki za 12-15 zlotych. Koszt tloczenia jest tak niewielki ze zysk bedzie (to dla tych . ktorzy powiedza ze koszta itd) Oczywiscie nie wyeliminuje to calkiem piractwa ale wielu poprostu kupi oryginalna plytke bo roznica w cenie niewielka a i wydanie ladniejsze i nikt sie nie przyczepi

Avatar
Mieszek (niezalogowany) | 27.04.2006 15:05#15

świetny artykuł Ryan
piracenie wtedy co pisze ludeczek by cokolwiek zarobić musiałoby sięgać tysięcy egzemplarzy z niezłą "wytwórnią domową" a to znaczy,że taki kram badnycki policja łatwo by namierzyła
i pytanie: kto wypala pirackie płytki, jesli hologram jest zgubiony a koleś jakis co chce kupić płytkę twierdzi,że posiadamy pirata bo nie ma hologramu nieszczęsnego :))
otóż problem mamy jak widać z biurokracja a nie produkcją
to nasz główny problem: prawo i jego interpretacja

Avatar
fifi (niezalogowany) | 22.05.2006 13:10#16

świetny artykuł -- chciałbym tylko zwrócić uwagę ta taki ciekawy termina który ostatnio pojawił się, a mianowicie, ze przestępstwem jest łamanie "SKUTECZNYCH ZABEZPIECZEŃ" -- no moment jak by było skuteczne to bym nie skopiował.

Avatar
Yoile (niezalogowany) | 08.06.2006 13:16#17

chciałbym dodac swoje 2 grosze do tych komentarzy . a wiec wytwórnia nagrywa płytke na 20 pln reszta to jest marża hurtowni + marża sklepu . tylko nie pytajce sie skąd wiem . poza tym tak jak podkreslił autor tekstu .zabezpieczenia obejmuja zazwyczaj ( ale nie zawsze ) tylko napędy w kompie , ale są rónież nagrywarki wolnostjące w wieżach albo mozna dokupic jako osobny deck . i na takich nagrywakach mozna robic ile sie chce kopii muzyki . jak nie kijem go to pałką

Avatar
nrpl12a (niezalogowany) | 13.07.2006 23:20#18

Yoile mie zgrywam się ale gadasz bzdety. Skoro płytka nagrana na moim kompie kosztuje 1 zł, to czemu wytłoczona miałaby kosztować więcej? Człowieku gdzie tu logika. Zawsze jest tak że gdy produkujesz więcej to jest taniej!

Avatar
papudrun (niezalogowany) | 18.07.2006 1:33#19

@nrpl12a: 20 pln to nie koszt produkcji 1szt CD ale tyle bierze wytwórnia.

Avatar
mam megaśmieszne pytanie odp. sobie sami:) (niezalogowany) | 16.08.2006 12:52#20

Tak sobie w pracy siedzę, na legalnie oprogramowanym komputerze i w zasadzie powiem tak krótko. Firmy "oszukują" nas cenami, my "oszukujemy" firmy piractwem. Kazdy ma inne zdanie, fakt że i tu i tu są jakieś wykroczenia a jedno ciągnie za sobą drugie. Ale nie wnikając w to zawsze nasuwa mi się śmieszne pytanie, ciągle mnie to bawi. Zakładam że będę kupować wszystko oryginalne. Więc ile będziemy musieli czekać żeby to wszystko w końcu staniało?? A poza tym może wyjdę na dach wieżowca i krzyknę (jak ze szczytu Mount blanc :):) że ludzie na 3 4 kupujemy wszystko oryginalne, uzdrowimy rynek i wszystko będzie tanie. No a jeśli nam nie przeszkadza piractwo tylko szanownym firmom (pośrednikom - bo autor od nas nawet 10zł nie dostanie :/ ) to niech te firmy może najpierw obniżą ceny do poziomu np. 15zł za fajną płytę CD audio. Troche to ryzykowny krok marketingowy :):):) A przecież świat stoi na pieniądzach niestety, ale kto na tym teraz traci? a właśnie - ci którzy najbardziej ten stan rzeczy podtrzymują. Ojoj :)

Avatar
gort (niezalogowany) | 31.08.2006 16:38#21

Powiem już na wstępie, że zgadzam się z autorem, a wam drodzy koledzy i koleżanki powiem jedno:
Ilu z was kupi fajną płytę jeśli będzei kosztować powyżej 30zł, a ilu z was kupi fajną płytę jeśli będzie kosztować do 15zł.
Strzelając mogę tylko przypuszczać że w tym drugim przypadku będzie 4-6 razy więcej osób.
Mam osobiście duuuużo mp3 (tylko na własny użytek), ale myślę, że podobnie jak ja, wiele osób chętnie zamieniło by to na duuużo oryginalnych tanich płyt z tą samą muzyką.

Pozdrowienia dla kieszeniopijców

Avatar
Może wprowadzić takie prawo? (niezalogowany) | 28.11.2006 21:03#22

Skończyć ze złodziejskimi cenami płyt cd oraz innymi produkcjami (tv, etc.) oraz wprowadzić prawo, że autor dostaje 51% ceny produktu, a Zaiks daje Autorowi 51%;) Zaiks to swoją drogą też bandzior.

Avatar
ignacy007 (niezalogowany) | 25.06.2007 9:22#23

Bardzo dobry tekst, świetnie ukazujący problem. Podpisuje się pod nim swoimi brudnymi, niegodnymi łapskami ;)

Avatar
juarez (niezalogowany) | 17.07.2008 9:49#24

Ciekawe ze plyta ktora kosztuje prawie 40 zl w empiku, na stronie artysty kosztuje niecale 14 zl. Roznica taka ze w empiku jest na niej pelno naklejek.

Avatar
Darkiii (niezalogowany) | 31.10.2008 14:37#25

No tak jak kiedyś w CD-A Pisali przy analogicznych zabezpieczeniach do gier typu starforce itp., że nie zwalczają piractwa, a nawet może zwiększyć piractwo, bo tylko na tym cierpi uczciwy klient. Nie tędy droga. A co do tej nalepki... ostatnio kupiłem płyte Master of Puppets w Empiku i tez ta nalepke zaiksu mialem na folii :/

Avatar
lider 51 (niezalogowany) | 30.11.2008 18:59#26

Kupiłem ostatnio kilka płyt żeby zapłacić artystom których lubię za ich muzykę i czuję się oszukany,bo mój sprzęt nie odtwarza płyty DIDO i nie mogę zgrać jej do MP3.Najczęściej muzyki słucham wdrodze do pracy i dlatego to jest chyba ostatnia płyta jaką kupiłem

Avatar
lider51 (niezalogowany) | 08.12.2008 20:32#27

dzisiaj oddałem płytę DIDO z zabezpieczeniami BMG i dostałem zwrot pieniędzy w Galerii Centrum w Szczecinie .Natychmiast poszukałem normalnej płyty i kupiłem ją za 6zł więcej i wszystko jest OK

Avatar
dezoo (niezalogowany) | 05.05.2009 9:53#28

Święta racja!!! Święta prawda!!!! Szkoda tylko, że prawie żaden z tych "bosów" fonograficznych tego nie przeczyta. Oni naprawdę zapominają o grubości portfela przeciętnego POLAKA.

Avatar
lonflash (niezalogowany) | 16.06.2009 15:50#29

Zgadzam się z autorem tekstu, a już szególnie z komentarzem @ludeczek. Piractwo się szerzy nie dlatego że są między nami samiludzie nieuczciwi i złodzieje lecz dlatego, że cena takiej płyty zamiast 15-20zł kosztuję 50 lub 70zł. A to już jest jawne złodziejstwo...

Avatar
Sztudent (niezalogowany) | 11.11.2009 18:34#30

Wychodzi na to, że koncernom bardziej opłaca się sprzedać 10 tysięcy płyt za 50 zł niż 100 tysięcy płyt za 15 złotych. Wysoka cena to niestety też wynik marży sklepów - jakieś 25-30%. Zauważyłem, że w przypadku gier i programów jest lepiej - starsze wersje można kupić razem z czasopismami komputerowymi. Wtedy za kilka czy kilkanaście złotych dostajemy gazetę plus ciekawe aplikacje.

Avatar
siurek (niezalogowany) | 20.11.2009 11:20#31

żal .pl kropka com

Dodaj komentarz

Zasady publikowania komentarzy
Autor
Treść