Program tygodnia
GIMP 2.6.12

Ocena: 8,8
icon
Polecamy
Test Simraceway SRW-S1

Kierownica z Formuły 1
Dolina Charlotty

DaRMozjady – w zasadzie niegroźne?

archiwalny, Autor: Tomek Bryja (TomekB), Kategoria: Felietony
 
 
 
 

Tomek Bryja
(www.bryja.net)
redaktor naczelny portalu WSS.pl, inżynier systemów MCSE+S,
jeden z pierwszych polskich MVP
W końcu doczekałem się zapowiadanego w redakcji felietonu poświęconego DRM i zgodnie z wewnętrzną obietnicą - kilka słów innego spojrzenia, które gotowe było już od pewnego czasu i czekało na drobne poprawki dostosowujące do treści Ryana. Skradając się obok tej drobnej nieuczciwości chciałbym zaznaczyć, że jest to nie tyle polemika z autorem - którego mam przyjemność znać osobiście i którego bardzo sobie cenię - ale z zaprezentowanym spojrzeniem. Gdyby vortal dobreprogramy były gazetą, zamieściłby oba felietony po przeciwnych stronach rozkładówki pod hasłem "dwa bieguny".

Tak więc po pierwsze, primo, temat zabezpieczeń płyt CD, DVD i innych fizycznych nośników jest o tyle mało ciekawy, ze dni tych rozwiązań są policzone, a wszelkie dotychczasowe próby zabezpieczeń nośnika a nie formatu danych skończyły się totalną kompromitacją (pierwsze wysiłki Sony w tym zakresie zniweczył zwykły marker), więc nie tędy droga. W tej chwili muzyka to MP3, wideo to AVI i rozpaczanie nad naklejkami czy wrzutkami do płyt to - z całym szacunkiem - strata cennego wysiłku literackiego :-)

Daleko bardziej interesujący problem związany z DRM dotyczy technik i celów zabezpieczeń samych danych, bez względu na to, w jaki sposób docierają one w ręce odbiorcy - czy to na płycie, czy to przez Internet, przez pendrivea, radio, satelitę czy dzięki biletom na koncert. Każde bowiem, nawet najlepsze cyfrowe zabezpieczenie przed kopiowaniem danych boleśnie kapituluje przed techniką analogową - co z tego, w jaki sposób zabezpieczymy płytę czy plik, jeśli możemy odtworzyć go przez głośniki i przy pomocy mikrofonu zgrać do dowolnego formatu bez zabezpieczeń? Owszem, utracimy trochę na jakości, ale raz - zyskamy na kieszeni, dwa - technologie minimalizujące straty powstające w takim procesie rozwijają się nawet szybciej od DRM.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Koncepcja DRM jest bowiem dużo starsza niż powszechnie się wydaje i obecna jej implementacja - która jak widać już teraz budzi spore kontrowersje - jest jedynie rozwiązaniem przejściowym. W istocie rzeczy nie chodzi bowiem o kontrolę danych, a o kontrolę zachowania użytkownika - to dopiero daje przecież gwarancję, że pieniądze koncernów będą się mnożyć bez przeszkód. Brzmi jak spiskowa teoria dziejów?

Możliwe, ale moje 25 lat doświadczeń - i to z samego kraju nad Wisłą - pokazuje że życie potrafi pisać scenariusze, przy których bledną najlepsze powieści sensacyjne. Jeśli nie lubicie przyjmować niczego na wiarę, czas zainteresować się porozumieniem zawartym w 1999 roku przez takie korporacje jak Compaq, HP, IBM, Intel i Microsoft. W tej chwili sojusz ma już ponad dwustu członków i nazywa się TCPA (Trusted Computing Platform Alliance). Jego cele są bardzo złożone. Po pierwsze dąży do wdrożenia platformy TCP (Trusted Computing Platform) bazującej na zapleczu sprzętowym TPM (Trusted Platform Module) i odpowiednich rozwiązaniach softwareowych. Warto zwrócić uwagę, że te wymyślone w 1999 roku nazwy leżały uśpione przez niemal 6 lat w oczekiwaniu na odpowiedni moment. Najpierw światło dzienne ujrzało określenie podstawowej koncepcji DRM - nad którym rozwodzi się Ryan - natomiast w tym roku wraz z Windows Vista pojawi się kolejny element układanki, mianowicie sprzętowe komponenty Trusted Platform Module reklamowane przez Microsoft jako rozwiązanie z zakresu nie tyle DRM, co bezpieczeństwa. Nie wolno jednak zapominać, że pierwotna koncepcja tej technologii powstała w czasach, kiedy podejście do bezpieczeństwa definiowały standardy Windows 95. To, że w międzyczasie bezpieczeństwo stało się gorącym tematem który pozwolił ubrać TPM w eleganckie opakowanie nie znaczy, że pierwotne cele zostały zarzucone.

Skoro - jak widać - wszystkie obecne wydarzenia prowokujące autorów felietonów rysowane są ręką owego porozumienia z 1999 roku, warto przyjrzeć się co jeszcze znalazło się w celach TCPA. Kolejnym bowiem elementem planu sojuszu jest lobbing forsujący uchwalenie w USA zmian ustawy CBDPTA (Consumer Broadband and Digital Television Promotion Act), które miałyby zmusić rynek do wprowadzenia sprzętowych rozwiązań DRM i zabronić dokonywania aktów sprzedaży czy kupna produktów nie spełniających norm platformy opracowanej przez TCPA (pod karą pięciu lat więzienia lub grzywny w wysokości pół miliona dolarów). Brzmi groźnie i nierealnie? Kilka lat temu tak właśnie mówiło się o samych chipach...

Pierwsze przymiarki do poparcia rozwiązań technologicznych aktami prawnymi zostały już wykonane. W 2003 roku amerykański urząd federalny do spraw kontroli komunikacji (FCC) podjął kroki w celu zmuszenia producentów elektroniki użytkowej, w tym komputerów, do implementacji sprzętowych rozwiązań DRM do końca lipca 2005. Sprawa została jednak odsunięta w czasie, a eksperci jako powód podają przesunięcie pierwotnych planów premiery Windows Vista - będącego przecież jednym z kluczowych elementów całego systemu, który miał wprowadzić TPM jako aspekt bezpieczeństwa użytkownika a nie metody na ograniczenie jego wolności. W tej chwili wiadomo już, że do podobnych rozwiązań prawnych sojusz TCPA przekonuje nie tylko rząd USA, ale i Australii. Lobbing w innych częściach świata to zatem tylko kwestia czasu i pozostaje w tym miejscu szczerze podziękować Andrzejowi Lepperowi i spółce, która skutecznie pcha nasz kraj w bezpiecznym z tego punktu widzenia kierunku.

Wracając do tematu felietonu Ryana... Rootkit w oprogramowaniu Sony? Dylematy moralne przy zgrywaniu płyt do formatu MP3 na komputer mamy? Lament o prawa klientów? Hologramy i mafijne praktyki ZAiKSu? Przyznacie, że na tle tego co rozgrywa się za kulisami to dziecinne problemy, gra bowiem toczy się o znacznie większą stawkę. Biorąc bowiem pod uwagę to, że skuteczne rozwiązanie problemu ochrony własności intelektualnej połączyło wysiłki wielu wpływowych firm z branży czerpiących zyski z praw autorskich (rozrywka, oprogramowanie, biotechnologie), należy spodziewać się że obecne problemy to jedynie wierzchołek góry lodowej. Już widać, że kręcący z początku nosem na podobne praktyki sektor producentów sprzętu, dla którego sprawa jest kłopotliwa bo nie przekłada się znacząco na zyski, budzi za to nieufność - poddał się i klepnął całą sprawę. A gdy wszystkie elementy tego przemyślanego planu pojawią się na swoich miejscach, użytkowników nikt już wtedy nie będzie o nic pytał, tylko oznajmi nowe zasady.

Pytanie jednak, czy należy się tego obawiać? W krótkiej perspektywie - z pewnością będzie to rewolucja boleśnie atakująca nasze przyzwyczajenia. Warto jednak zastanowić się nad jej możliwymi skutkami. Obecna nieskrępowana wolność jest bowiem także pewnym wypaczeniem. Wypaczeniem, zapytacie? A jak inaczej nazwać sytuację, w której dwudziestokilkuletnia dziewczyna o kompletnie pustej głowie, wypromowana przez siedzących za kulisami bossów przemysłu medialnego, dziewczyna której jedynym wkładem własnym jest twarz i głos pasujący do aktualnie wykreowanego zapotrzebowania, wydaje miliony dolarów żeby kupować sobie w rezydencji na Malibu sedes wysadzany brylantami? Jest to możliwe, bo przy całym ubolewaniu przemysłu rozrywkowego nad upadkiem moralności rysującym widmo śmierci głodowej artystów, obecny nieograniczony dostęp do treści także kreuje olbrzymie trendy finansowe - czasami w wypaczony sposób. Studenci piracący oprogramowanie Adobe wpływają na późniejsze decyzje swoich pracodawców w zakresie zapewnienia im narzędzi do pracy. Urzędnicy przyzwyczajeni do pracy na pirackich wersjach Windows w domu przeciwstawiają się instalacji na komputerach w pracy nieznanego im Linuksa. I tak dalej, i tak dalej... Obecna skala piractwa jest istotnym elementem teorii wyboru konsumenta, która zniekształca wolny rynek czyniąc go podatnym na manipulacje.

Co stanie się, jeśli każdy będzie musiał zapłacić za to, co obecnie bierze za darmo? Po pierwsze, zaczniemy podejmować decyzje w sposób bardziej świadomy. Po drugie, to co w chwili obecnej kosztuje duże - zbyt duże pieniądze - stanieje, bo wzrośnie liczba odbiorców, a na dobra niewarte swojej ceny chętnych nie będzie. Przestaniemy być wtedy bierną masą, której serwując w umiejętny sposób papkę można zrobić wodę z mózgu i zarobić miliony, a zaczniemy dostawać to czego oczekujemy. Wprowadzenie skutecznych technik DRM może bowiem położyć kres nie tylko piractwu, ale przez indywidualizację odbiorcy także i kanałowemu serwowaniu treści, które jest jednym z czynników prowadzących do absurdów, o których pisze Ryan. I może w końcu zamiast z powodu kosmicznych cen kraść interesujące nas treści będziemy w stanie je kupić, dzięki czemu ich twórca będzie miał środki na to, by zaskakiwać nas kolejnymi produkcjami swojego autorstwa.

Bez wątpienia jednak w tym utopijnym modelu, w którym każdy byłby zadowolony - i klient płacący niewiele, i nie okradany artysta czy programista - jest spora rysa. A właściwie dwie. Po pierwsze - osiągnięcie takiej równowagi zajmie z pewnością lata, podczas których obecna patologiczna sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Co jednak ważniejsze, w tym modelu w bardzo istotny sposób ograniczona zostałaby przecież rola pośrednika. Czyli RIAA, ZAiKSów, BMG, Sony Music cośtam, Microsoftów, Applów i innych. Ale hej, zastanówmy się chwilę - przecież to te same firmy, które poprzez porozumienie TCPA realizują taki właśnie scenariusz. Czyżby więc sygnatariusze tego "paktu stabilizacji cyberświata" byli tak krótkowzroczni, by nie dostrzec w nim zagrożenia dla siebie? Z pewnością nie. O co więc chodzi? Być może o to, czego o TCPA jeszcze nie wiemy. I tego faktycznie, w odróżnieniu od hologramów ZAiKSu czy rootkitów w obecnych implementacjach DRM, można się obawiać...

Komentarze (19)  

r   e   k   l   a   m   a
Avatar
qazzy (niezalogowany) | 18.03.2006 13:42#1

cytując autora: "to co w chwili obecnej kosztuje duże – zbyt duże pieniądze – stanieje, bo wzrośnie liczba odbiorców"
masz (przepraszam za przejście na TY) na myśli np.system windows? chcesz powiedzieć że 1200 złotych za xp pro box jest niska? i na pewno nie stanieje bo coraz więcej firm wybiera o wiele tańsze rozwiązania linuksowe. za 1200 zeta raczej nie znajdzie się zbyt wielu chetnych. poza tym jakoś nie zauważyłem żeby kolejne wersje windows taniały (bo chyba nie powiesz, że liczba instalownych windowsów spada mimo iż statystyka pokazuje, że komputerów jest coraz wiecej). windowsów coraz mniej). porównuję do wersji pro gdyż kupienie oema nie ma sensu bo zmiana kompa = piractwo, poza tym home nie ma możliwości szyfrowania plików i kontroli praw dostępu do zbiorów.
a tak po drugie to odsyłam do słownika bo problem może mieć SEDNO, a nie jak napisałeś SETNO

Avatar
Oz (niezalogowany) | 18.03.2006 15:58#2

Qazzy... literowki sie zdazaja. Sam jestem dyslektykiem, dysortografem i jeszcze kilka dys-costam ;] Sam zrobie sporo bledow w tej wypowiedzi... Chce cos napisac... i mysle, ze ma to jakas wartosc, ale moge popelnic blad... wiec moze nie powinienem? Sam sobie odpowiedz na to :p

Co do taniego oprogramowania... Nie sadze, zeby ceny za windows spadly drastycznie... napewno troche spadna, ale... wiecie. Nie kazdy user wymaga szyfrowania danych, czy kontroli praw dostepu. Takie rozwiazania to chyba na jakis dobrze zabezpieczonyh serwerach chyba sie stosuje :p Dla przecietnego urzytkownika wazne jest to, zeby oprogramowanie dzialalo wlasciwie. A jesli zawiera cos z czego sie nie kozysta, to robi sie bardziej skomplikowane. Mysle, ze np. Edycja Home jest wlasnie Home... Grasz w gierki, cos tam napiszesz... ogladasz filmy, czy sluchasz muzy... To wszystko z czego kozysta jakis przecietny urzytkownik.

Nawet w wiekszosci firm wersja home wystarczy na stacje robocza... a jak czesto zmieniasz w firmie komputer?

Wersje OEM dla takich wlasnie przypadkow sa bardzo dobre... Kupujesz legalny system i nie jestes zlodziejem.

Co do Linuksa - jesgo popularnosc rosnie... Uwazam, ze jest rownie funkcjonalny jak Windows - nawet bardziej :D Jedyny problem jest taki, ze w szkolach glownie sa zainstalowane "okna" Malo kto patrzy na linucha jak na cos, co mozna wykozystac w codziennym zyciu. Wciaz istniej takie cos ze mowsz "uzywal linuksa..." to wszycy patrza na ciebie, i mowia haker itp. :]

Avatar
Snaker (niezalogowany) | 18.03.2006 17:03#3

"O co więc chodzi? Być może o to, czego o TCPA jeszcze nie wiemy." Ale możemy się domyślać po tym co te korporacje serwują nam obecnie... Już teraz nasz wybór odtwarzacza muzyki na komputerze staje się coraz bardziej uzależniony od pewnej firmy, której nazwa zaczyna się na literę "M". A dlaczego? - bo utwór którego chcemy posłuchać jest zabezpieczony. W jakim celu? - byśmy nie mogli go "bezprawnie" skopiować. Co to oznacza? - jeżeli mamy system operacyjny inny niż Windows to niestety będziemy musieli z tej piosenki zrezygnować. Do czego to prowadzi? - do monopolu firmy do której ten odtwarzacz należy. A skoro mamy monpol to po co obniżać ceny i doskonalić produkty?

Avatar
qazzy (niezalogowany) | 18.03.2006 22:24#4

to Oz: wiem, że literówki się zdarzają, ale wg mnie 99% tych "dyscośtam" wynika z lenistwa :P jakoś kiedyś te "dyscostam" nie były znane a ludzie jakoś potrafili się nauczyć pisowni. Poza tym takie pomyłki są właściwe dla ludzi których nazywam "dziećmi Internetu" gdzie pisze się często skrótowo lub wręcz fonetycznie. niestety czasami jak widzę np.na forach wypociny co poniektórych to krew mnie zalewa, bo chociaż trochę myślący człowiek nie zrobi 4 błędów w 4-literowym słowie (widziałem takie kwiatki jak np. rzuf = żółw). a od autora poważnego tekstu w poważnym wortalu chyba powinienem wymagać aby pisał bez błędów.
a wracając do meritum czyli windowsa: owszem, szyfrowanie nie każdemu jest potrzebne. podejrzewam, że 99% użyszkodników domowych posiadających wersję pro (w 99% niezupełnie legalnie) nigdy z tej funkcji nie korzystało (ba, 50% pewnie nie wie, że takowa istnieje). za to kontrola praw dostępu jest dosyc przydatnym narzędziem gdy nie chcesz żeby np.mama/żona/brat/znajomi na imprezie (niepotrzebne skreslić) instalowali "wygaszacze" lub grzebała w Twoich prywatnych plikach
i nie zgadzam się z teza, którą na końcu artykułu stawia autor. skoro to co nowe(TCPA) może być gorsze to nie znaczy, że kocham to co jest obecnie. ja nie życzę sobie gówien (przepraszam za słowo) instalowanych bez mojej wiedzy i broniących mi korzystania z legalnie nabytych treści (zapłaciłem za muzykę kupując płytę więc mam prawo jej słuchać wtedy kiedy chce i tak jak chcę, zapłaciłem za grę i wara producentowi od tego czy mam zainstalowanego daemon toola czy alcohola)

Avatar
avallash (niezalogowany) | 19.03.2006 12:03#5

Nie chcę wyjść na buca, ale czy autor felietonu, pomimo całkiem logicznego i dojrzałego podejścia do problemu zabezpieczeń, naprawdę żyje w utopijnym świecie, i uważa że ceny softu spadną?

Jeżeli uda się wprowadzić odpowiednie zabezpieczneia które na jakiś czas zablokują piractwo, to niejaki Bill G. powie "ok chłopaki, mamy 2 razy większy rynek odbiorców. Obniżmy cenę 2 razy, bo ja wcale nie chcę 2 razy większych zysków i jak każdy businessman zadowolę się mniejszą kasą i mniejszym zyskiem" ?

Muzyka także nie stanieje, a stawiam diamenty przeciw żołędziom że pojdzie w górę - jeżeli nie ma możliwości spiracenia tych nagrań, to nie musimy się martwć o konkurencję- na tego artystę mamy monopol, a więc możemy dowolnie kształtować cenę...

Jeżeli przejdzie im ta ustawa w USA (a wiedząc jakie kretyńskie ustawy przechodzą w stanach ostatnio, sądzę że z tą nie będzie więksdzych problemów), to w konsekwencji, w jakimś czasie reszta świata bedzie musiała (niestety) także sie do tego dostosować. Czarnow widzę los konsumentów w nadchodzących czasach...

Avatar
grammaton cleric 1st class (niezalogowany) | 19.03.2006 12:48#6

Tylko jedna uwaga odnośnie "... w końcu zamiast z powodu kosmicznych cen kraść interesujące nas treści ...". Skoro cena jest kosmiczna to kopiowanie tej treści NIE JEST KRADZIEŻĄ. Dlaczego ? To bardzo proste: jeżeli Cię nie stać, to nie kradniesz, ponieważ nie ma mowy o zysku utraconym, więc niczego nikomu nie zabierasz.

Avatar
mako (niezalogowany) | 19.03.2006 13:49#7

Autor tego artykułu albo jest niepoprawnym optymistą albo infantylnym naiwniakiem ;) (na szczęscie poprawił się pod koniec ;>). Rozwiązania, które przedstawił prowadzą do monopolizacji rynku mediów i generalnie mysli i twórczości ludzkiej przez wielkie korporacje. Jeśli powstaje monopol to NIKT nie będzie obniżał cen bo użytkownicy są skazani na kupienie produktu tak czy inaczej. Wielką naiwnością jest myślenie o tym, że korporacje są w stanie zaspokoić swój głód pieniądzą. Dla nich im wiecej tym lepiej i nikt w tych firmach nie będzie miał absolutnie żadnych dylematów moralnych mogąc wydoić coraz więcej ludzi. A, że tak właśnie jest pokazują to praktyki tych firm. Zamiast obniżać cenę produktu, stosować ulgi dla legalnych userów itp. i w ten sposób walczyć z piractewm poprzez zwalczanie żródeł to one wolą wywalać szmal na stosowanie root-kitów, lobbowanie wśród polityków, prawników, straszaków itd. Każdy sposób jest dobry żeby zarobić a tracą na tym tak naprawdę właśnie DOBRZY WYKONAWCY i LEGALNI UŻYTKOWNICY. Pierwsi bo z zarobionych ze sprzedaży ich płyt pieniędzy pompuje się silikonowe gwiazdki dla nastolatków a drudzy bo ograniczane są ich prawa! Ciężko jest osiągnąć złoty środek, tak żeby i wykonawca był zadowolony i kupujący ale jest to możliwe o ile nie będzie się w to za bardzo mieszał pazerny pośrednik (który zarabia w tym momencie najwięcej) czyli banda zaklamanych oblesiów z sonów, zaiksów i całej reszty darmozjadów. Życzę wszystkim żebyśmy walczyli o nasze i wasze prawa czyli o prawa rozsądnych wykonawców i legalnych użytkowników.

Avatar
pazkooda (niezalogowany) | 20.03.2006 20:33#8

Mam trochę mieszane uczucia. I coś mi w tym felietonie nie pasuje. Zacznijmy tu: "... takie korporacje jak Compaq, HP, IBM, Intel i Microsoft..." zajęły się TCPA, które według autora (przejaskrawiając co nie co) prowadzi do "sprzętowego DRM" - wiem to DUŻE uproszczenie. Ale...

przecież o ile mi wiadomo przynajmniej trzy w w/w firm (IBM, HP, Intel) "inwesują" w systemy OpenSource i promują otwarte standardy.
Ja to tak trochę widzę w TPM takiego DRM-owego demonka. Nie sądzę aby IBM, czy HP "pędziły" w stronę sprzętowego DRM, ale gdyby nawet zaczeły ją wdrażać to pojawia się jeszcze ciekawsza sytuajca:

(przepraszam za brak stosownych linków, ale nie mam czasu szukać)

Otóż, już istnieją procesory, wymyślone i _stworzone_ w Rosji, które swobonie można umieścić zamiast AMD lub Intela (mają stosowne podstawki), tworzony jest projekt "otwartej" karty graficznej, to co za problem stworzyć kartę dzwiękową i w przysłości płytę główną.

Jeżeli IBM, HP itp. zostaliby "zmuszeni" przez super-USA-law do "sprzętowego DRM" to może zacząć rodzić się rynek "wolnego", poza-USA-owego sprzętu, bo mogłoby dojść do sytuacji braku możliwości linuksa, bsd na tak spreparowanym TPM-lubnym sprzęcie.

Jaki z tego wniosek - poplątanie z pomieszeniem, czyli cytując: "O co więc chodzi? Być może o to, czego o TCPA jeszcze nie wiemy.". Pozostaje czekać jak będzie wyglądało TCPA w wydaniu największego obecnie "konkurenta" MS tj. IBM. Czas pokaże.

A ja idę szukać informacji o postępach w tworzeniu "otwartej karty graficznej" ;)

Avatar
malarz (niezalogowany) | 21.03.2006 23:42#9

Witam. Pierwsze co rzuciło mi się "w oczy" i mocno ubodło to stwierdzenie że "przy większym zapotrzebowaniu na softy ich ceny spadną". Pomyślałem " czy fen facet (z 25-cio letnim doświadczeniem w kraju nad Wisłą)jest tak niepoprawnym optymistą, czy raczej robi sobie jaja z ludzi którzy czytaja Jego felieton. Po przeczytaniu innych komentarzy nic więcej dodać nie mogę. Cieszę się że są jeszcze realiści w tym pięknym kraju(nad Wisłą).
P.S: A dokładając do tego stwierdzenie o Lepperze i spółce, to wie Pan co Panie Tomku........jaja, normalne jaja.

Avatar
papa (niezalogowany) | 26.03.2006 22:04#10

Jak zauważyłem u przedmówców żaden nie korzysta z legalnie nabytej przeglądarki zaimplementowanej w ich legalny windows, (wyłączając z tego pazkooda który używa linuksa) , co rodzi obawy o jakość ich legalnego co bądź produktu. Nie dziwi zatem wprowadzanie DRM przez "m" gdyż wkrótce użytkownicy powyżej mogą zechcieć zrezygnować z podstawowego produktu firmy "m" i nadal normalnie użytkować komputer.

Avatar
DRM sucks (niezalogowany) | 19.04.2006 17:32#11

As usual with DRM, the customer is always wrong.
http://www.eff.org/IP/DRM/guide/

Avatar
Uzytkownik (niezalogowany) | 24.04.2006 7:27#12

Gdzieś musi być sygnał cyfrowy na analogowy (w głośniku nie ma znaczenia gdzie). Czy ktoś wierzy, że średnio zdolny student techniki I roku nie byłby w stanie odzystać dzwięku?
A chyba nie zabronią nagrywania własnego glosu/piosenek?

Pozdrawiam

Avatar
Michal (niezalogowany) | 26.05.2006 12:49#13

Nie odkryje Ameryki mowiac, ze tu przeciez chodzi tylko i wylacznie o ogromna kase. Ale zauwazcie jedno. Najkrwawsze wojny i powstania były o wolnosc. Dochodzimy do sytuacji, kiedy pieniac w majestacie prawa staje sie wyzsza wartoscia niz owa wolnosc.
Dlatego *** (przepraszam za wyrazenie, ale poprostu nie moge...) Microsoft, RIAA i temu podobne.
Ja bojkotuje MS. Nawet moja mama, 7-letnia siostra i tesciowa uzywaja linuksa (bo im zainstalowalem i wywalilem Windows).

Avatar
anonim (niezalogowany) | 27.05.2006 2:17#14

Z druga czescia ciezko sie zgodzic, raz bo argumentacja ze stanieje jest raczej watpliwa, najlepeij popatrzec jak przemysl wylicza straty z piractwa szacuje liczbe kopii i nastepnie mnozy przez cene rynkowa, z zalozenia bledne podejscie bo pewnie z polowa jak nie wiecej i tak by tego nie kupilo ( niektorzy maja takie ilosci filmow czy muzyki ze nigdy nawet ich raz nie przejrza) po drugie, jesli popatrzec co stalo sie na ryknu towarow tzw "firmowych", pomijam podroby. Przenosza produkcje do coraz tanszych krajow, jakosci juz nikt tak naprawde nawet nie probuje utrzymac (bo sie to nie oplaca, co to za adidasy co wytrzymaja 5 lat jak dawniej bylo, to zle adidasy bo sie szybko drugich nie sprzeda) a skuteczna reklama pozwala na podnoszenie cen do niebotycznych poziomow. I ostatnie, byc moze najistotniejsze, dopoki nie narzuci sie w jakis sposob standaryzacji dla "KAZDEGO" formatu i nie bedzie sie scigalo producentow za to ze w produktach konkurencji nie da sie ich odtworzyc to bedziemy skazani na wieczna drozyzne, dzisiejsze patenty, alianse firmi i roznorodnosci formatow (poprzerabianych "delikatnie" przez producentow na swoj uzytek i przez to juz niekompatybilnych) skutecznie zalatwia nas konsumentow, cenami rzecz jasna, chyba ze nagle na rynku zrobila by sie ostra konkurencja, a tego nie widac microsoft jeszcze porzadzi a jak ktos go probuje "dostosowac sie do jego formatow" to odrazu patentami go ustawia w szyku) Jakos nikt nie zauwaza ze producenci zaczynaja byc az bezwstydnie pazerni, i pod haslami ochrony autorow realizuja tylko swoje interesy. A co do bojkotu windows, nie da sie, dostep do niektorych serwisow jest mozliwy TYLKO za pomoca IE lub aplikacji pracujacych tylko pod windows, i nie mam tu na mysli rozrywki czy erotyki, lecz powazne firmy komercyjne.

Avatar
hfuti (niezalogowany) | 29.05.2006 2:03#15

a propos wypowiedzi przedmówcy / ów
- nie ma przeciwskazań przed zainstalowaniem ie na innym systemie niż windows
- większość aplikacji windows daje się uruchomić na innych platformach
- dopóki nie mamy do czynienia z zaawansowanym szyfrowaniem, dane cyfrowe nie za bardzo różnią się od analogowych( w końcu to i tak tylko byty w pamięci )
- jeśli chodzi o płyty audio to nie będą przez przynajmniej najbliższe 10 lat szyfrowane bo nie dało by się ich odtworzyć, a więc nikt by ich nie kupił
- aplikacje otwierane w autostarcie - autostart mozna wyłączyć i odtwarzać muzykę w formacie audio w ulubionym odtwarzaczu z ulubionymi kodekami
- jeśli chodzi o niechęć do linuksa - miłość do windowsa - to jest ona zakorzeniona w rzeszy ludzi, którzy informatyką zajmują się profesjonalnie, tak więc trudno żeby userzy nagle zmienili biegun sami z siebie ( taka anegdota - pytanie - jak sądzicie ile zwykłych userów nie odróżni debiana od windowsa xp? osobiście znam przynajmiej 3)

Avatar
Theo (niezalogowany) | 16.02.2007 10:51#16

Wszystko to pięknie wygląda, ale gdzie miejsce dla Open Source? Gdzie wolne rozwiązania?

Avatar
anonim (niezalogowany) | 23.03.2007 23:03#17

theo --> niestety, miejsca na wolne rozwiazania nie ma, bo pozwalaja na zbyt wiele, utrudniajac dojenie kasy od uzytkownikow ;) (i bynajmniej nie chodzi mi o to, by wszystko dla wszystkich bylo za darmo - to juz prawie jak komunizm, ktory jest zly i nalezy tepic).

do Autora --> nie bardzo rozumiem, dlaczego niby miala by wzrosnac liczba odbiorcow rozwiazan komercyjnych w przypadku uniemozliwienia ich nielegalnego rozpowszechniania, i dlaczego niby wtedy ceny by spadly. Niestety, ale realia pokazuja zupelnie cos innego. Wystarczy spojrzec na rynek gier - kiedys byly koszmarnie drogie. I gdyby nie piractwo, to nic by sie w tym temacie nie zmienilo. Dopiero koniecznosc walki o klienta zapewnila obnizke cen do poziomu akceptowalnego dla znacznie wiekszej liczby odbiorcow. I o dziwo gry w dniu wydania moga byc 2x (i wiecej) tansze niz kilka lat temu, a i tak wszystkim sie to oplaca. A nalezy zauwazyc, ze 2x tansze wg wartosci nominalnych. Jesli do tego uwzglednimy wplyw inflacji i inne czynniki ekonomiczne, to wyjdzie ze gry stanialy jeszcze bardziej. Niestety tyczy sie to tylko gier na pc - gdzie jak juz wspomnialem zagrozeniem jest piractwo. Gry konsolowe, jako "lepiej" zabezpieczone, sa nadal kosmicznie drogie i nic nie zapowiada zmiany tego stanu rzeczy, pomimo tego, ze sprzedaz zarowno konsol jak i gier na nie z roku na rok rosnie, poszerza sie wiec grono odbiorcow.
Odnoszac sie jeszcze do tekstu - gdyby kazdy uzytkownik prywatny (bo tak naprawde to o nich chodzi i o ich znajomosc rozwiazan oprogramowania) musial zaplacic za kazdy program, ktory obecnie ma za free, to okazalo by sie faktycznie, ze odbiorcy by sie szybko uswiadomili, i zapewne sektor oprogramowania open source przezylby rozkwit. Tyle tylko, ze jak sam Autor zauwazyl, uswiadomiony uzytkownik ma dosc znaczny wplyw na to, co kupuje pracodawca, co imho skonczylo by sie na tym, ze wzrosloby rowniez wykorzystanie open source do zastosowan komercyjnych, zatem sprzedaz zamnietego/platnego oprorgamowania by spadla, a to oznaczaloby z pewnoscia wzrost cen, zwazywszy na duze (i stosunkowo stale) koszta powstawania nowych wersji, ktore rozlozone zostalyby na mniejsza ilosc sprzedanych licencji. Chcialoby sie rzec, ze to dobrze ale niestety nie da sie - swiat zmonopolizowany zarowno przez rozwiazania platne, jak i darmowe/otwarte bedzie tak samo zly, gdyz kazdy monopol i brak przeciwwagi jest zly i na dluzsza mete niekorzystny dla wszystkich oprocz monipolisty.

hfuti --> moze i wiekszosc aplikacji windowsowych da sie uruchomic na innych platformach. Niestety jest jeden znaczacy wyjatek - kategoria gry. Tak sie sklada, ze od pewnego czasu planuje przerzucic sie w domu na linuxa (czekam az bede mogl nabyc nowy dysk) i z rozeznania jakie do tej pory zrobilem wynika, ze wiekszosc moich ulubionych tytulow bedzie ciezko uruchomic (jesli w ogole) na linuxie (tak, wiem co do wine i cedega - stwierdam to na podstawie informacji o kompatybilnosci, jakie znalazlem w necie w odniesieniu do tych projektow). Oznacza to ni mniej ni wiecej, tylko to, ze kazdy gracz, nie chcac rozstawac sie z ulubionym tytulem, bedzie skazany na zakup licencji ms windows, i propagowanie w ten sposob wszystkich trustowych rozwiazan :/ No chyba ze producenci gier zechca laskawie przerzucic sie na produkcje rozrywki w opengl, by bez wiekszych problemow mozna bylo wydawac ten sam produkt na windows i linux.

Avatar
juarez (niezalogowany) | 16.07.2008 10:00#18

A ja jestem przekonany ze piractwo ma dobre strony. Nie mówię tu o sciaganiu gigabajtow, nagrywaniu tego i sprzedawaniu. Jesli jakis produkt jest wart kupna to warto go kupic. Sciagnalem plyte zespolu B.E.T.H. i okazala sie boska. Kupilem oryginal, posluchali tego moi znajomi i teraz zamawiam 15 plyt tego zespolu bo znajomi chca. Tak samo mialem z zespolem hunter. Sciagnalem ich plyty. I uwazam ze zespol jest na tyle swietny ze kupilem sobie wszystkie plyty tego zespolu. Mialem pirackiego wina xp. Spodobal mi sie. Wiec popracowalem i z wyplaty kupilem sobie oryginal. I niech mi kurcze nikt nie powie ze piractwo jest zle!

Avatar
Paweł S (niezalogowany) | 16.11.2008 13:58#19

Po drugie, to co w chwili obecnej kosztuje duże – zbyt duże pieniądze – stanieje, bo wzrośnie liczba odbiorców - niestety to naiwność

Dodaj komentarz

Zasady publikowania komentarzy
Autor
Treść