Jeden z miłośników tematu finansowania społecznościowego wziął pod lupę w sumie 366 pozytywnie zakończonych akcji i wyszło mu, że raptem co trzeci projekt trafił na czas w ręce fundatorów. Jeśli zastosować taryfę ulgową, czyli wziąć pod uwagę jakąkolwiek formę udostępnienia dzieła osobom, które się do niego dołożyły (pierwsza część projektu, zestaw mini-gierek na przeczekanie itp.) to mimo wszystko w dalszym ciągu wypatrujemy dopiero połowy z tego, do czego dołożyliśmy cegiełkę. Patrząc po tych dziełach, które miały pojawić się do końca zeszłego roku, dostaliśmy 2 z 5 z 2009, 7 z 21 z 2010, 21 z 69 z 2011 oraz 33 z 207 z 2012. Ogólnie 2,8 procenta sfinansowanych gier ostatecznie skasowano, a nad 2,2 procenta wstrzymano z jakiegoś powodu prace.
Jak to się przekłada na pieniądze? 119 wypuszczonych projektów za blisko 17 milionów dolarów odpowiada 149 wciąż niewydanym za prawie 22 miliony. Zanim więc z falą nagłego optymizmu zdecydujemy się zainwestować swoje wolne środki w grę na Kickstarterze, o której od lat okazuje się marzyliśmy, weźmy pod uwagę, że sukces zbiórki to jeszcze nie wszystko i lata na swoje przyjdzie w większości przypadków poczekać. Projekty po prostu nie trafiają w pierwotnie zakładane daty premier, a czasem można ich wypatrywać i wypatrywać... Gdyby ktoś chciał pogdybać w samotności, zgromadzone na potrzeby analizy dane zostały udostępnione do wglądu dla każdego.