Program tygodnia
GIMP 2.6.12

Ocena: 8,8
icon
Polecamy
Test ultrabooka Acer Aspire S3

Centymetr przyjemności
Dolina Charlotty

Freeware, shrink-wrap, public domain, open source, free software, trial, adware, shareware etc etc - o co tu chodzi?

archiwalny, Autor: Marcin Maruta, Kategoria: Prawo autorskie, licencjonowanie
 
 
 
 
Marcin Maruta

Radca prawny, współzałożyciel i wspólnik Kuczek Maruta i Wspólnicy Kancelarii Radców Prawnych, specjalizującej się w obsłudze sektora IT, współautor blogu o prawie IT - itlawpl.blogspot.com
Zamieszanie na rynku licencyjnym jest ogromne. Zarówno w zakresie (głównie anglojęzycznego) nazewnictwa, jak i metod udostępniania oprogramowania. Warto więc przyjrzeć się, co za poszczególnymi pojęciami stoi.

Prawo autorskie posługuje się ideą "monopolu twórczego". W wielkim skrócie oznacza to, że twórca i tylko twórca decyduje zarówno o fakcie udostępnienia, jak i zakresie udostępnienia swojego utworu. Przy czym ma kilka dróg do wyboru - może utwór sprzedać (a dokładnie sprzedać prawa majątkowe do niego - nie mylić ze sprzedażą nośnika, chodzi tutaj o sprzedaż praw), może na korzystanie z utworu udzielić licencji (w różnym zakresie wedle uznania, płatnej lub nieodpłatnej, przy czym istnieje domniemanie, że licencja jest płatna), może też "puścić" utwór w obieg bez zawierania żadnych umów (i wtedy użytkownik korzysta albo z koncepcji dozwolonego użytku osobistego albo - w odniesieniu do programów komputerowych - z tzw. licencji ustawowej z art. 75 ust. 1 prawa autorskiego). Metodę pierwszą pomijamy, gdyż nie występuje na rynku konsumenckim, trzecią też, bo wymaga odrębnego omówienia, skupmy się na licencjach.

Twórca ma (prawie) pełną swobodę kształtowania warunków licencyjnych. W praktyce można wyodrębnić trzy modele (podział mój): (i) licencje "pełne" (komercyjne), (ii) licencje nieodpłatne z ograniczeniami co do zakresu używania (z silnym monopolem autorskim), (iii) licencje nieodpłatne, bardzo szerokie co do zakresu korzystania (open source). Wszystkie jednak są licencjami, czyli złamanie warunków, na jakich zostały udzielone może skutkować odpowiedzialnością prawną.

Licencje "pełne" to umowy szczegółowo określające obowiązki stron, odpłatne, w obrocie profesjonalnym negocjowane i uzgadniane indywidualnie. W obrocie "end userskim" najczęściej spotykamy się z umowami adhezyjnymi - czyli tekstem jednostronnie narzuconym przez producenta (Microsoft, Adobe, wszyscy inni), który musimy zaakceptować w całości, aby móc korzystać z oprogramowania. Kiedyś umowy te były schowane w folii, której rozdarcie powodowało zawarcie umowy, stąd nazwa "shrink-wrap" wypierana obecnie przez internetowe "click-on" czy "click wrap". Czy takie "kliknięciowe" umowy też są ważne? Trudne pytanie - przyjmuję, że tak, ale z licznymi zastrzeżeniami - począwszy od klauzul konsumenckich (np. umowa musi być sporządzona w języku zrozumiałym dla konsumenta, nie może pozbawiać konsumenta pewnych praw przyznanych przez ustawy itp.), zagadnień prawa właściwego (który system prawa stosować przy transakcjach transgranicznych), jak i szeregu okoliczności faktycznych (otwarcie programu przez osobę nie mogącą skutecznie zawrzeć umowy, np. dziesięcioletnie dziecko). Poniekąd taką "pełną" umową jest shareware - jest to płatne oprogramowanie, z określonym czasem na jego przetestowanie, podobne w istocie do trial-a (wersji próbnej).

Licencje nieodpłatne, ale z silnym monopolem autorskim to wszystkie rodzaje freewaru. Nie musimy za nie płacić, ale nie mamy zbyt szerokich uprawnień - z reguły ogranicza się ono do "używania" programu (zwielokrotniania w pamięci operacyjnej), bez prawa do modyfikacji czy włączania do własnych prac. Licencje freeware mogą wprowadzać szereg innych ograniczeń, podobnie jak licencje "pełne", choć nadal są bezpłatne. Odmianą freewaru jest adware (uwaga - zdjęcie reklamy z takiego programu to załamanie warunków licencji!).

Najciekawszy jest open source - specyficzny rodzaj licencji (właściwie szeregu licencji o różnym stopniu uprawnień i zobowiązań), która zezwala na bardzo szerokie korzystanie z programu, w szczególności z prawem do jego modyfikacji i włączania do własnych rozwiązań bez opłat z tego tytułu. Ciekawostką są konsekwencje dla osoby modyfikującej open source oparty na tzw. modelu copy-left (przede wszystkim GPL i pochodne) - otóż jeśli chcemy dystrybuować zmieniony przez nas program lub włączamy w nasz soft rozwiązania oparte na GPL, to "wirus GPL" zaraża to zmodyfikowane, nowe oprogramowanie i musimy je w całości dalej rozpowszechniać wyłącznie jak GPL (czyli nieodpłatnie). Na rynku istnieje sporo autorskich projektów opartych na GPL, które istotnym nakładem pracy zostały przystosowane do określonych celów i są odpłatnie licencjonowane. Ich autorzy łamią prawo i - jak to się zdarzyło np. w Niemczech - mogą zapłacić z tego tytułu odszkodowanie. Open source nie oznacza pełnej wolności, to nadal jest licencja, w wielu aspektach zaskakująco restrykcyjna.

I jeszcze jedno w sprawie nazw - open source jest mieszany czasem z free softwarem (wolnym oprogramowaniem) - to trochę inne koncepcje filozoficzne (pierwsza nastawiona na optymalność techniczną kodu, druga na wolność jako taką), ale w dużej mierze zbieżne w efektach prawnych (zasadach licencjonowania).

Zostaje nam jeszcze jedno dziwo - public domain. Jest to koncepcja, w myśl której program nie podlega prawu autorskiemu, nikt nie ma do niego praw, nie ma żadnych ograniczeń w jego używaniu. Klasyczny przykład to utwory, których okres ochrony upłynął (obecnie 70 lat od śmierci twórcy), choć w przypadku programów nie ma to, póki co, zastosowania. Program teoretycznie mógłby znaleźć się w "publicznej domenie" jeśli autor zrzekłby się praw do niego. I tu mamy duży problem - polskie prawo nie przewiduje takiej możliwości (przynajmniej wprost, pomijam doktrynalną dyskusję). A więc "zrzeczenie się prawa" w praktyce jest wątpliwe - można osiągnąć podobny skutek udzielając bardzo szerokiej licencji (szerszej niż open source), tylko nie znam nikogo, komu by się chciało :) A jak "puści" się program bez żadnej licencji, nie oznacza to bynajmniej domeny publicznej - oznacza to, że zamiast licencji wejdzie w życie tajemniczy art. 75 ust. 1 prawa autorskiego. O czym kiedy indziej.

Komentarze (29)  

r   e   k   l   a   m   a
Avatar
Jan (niezalogowany) | 28.03.2007 18:02#1

Do autora: lic. GPL nie mowi nic o cenie, mowi tylko o sposobie redystrybucji oryginały i modyfikacji.

Co do restrykcyjność to polecam porównanie z MS EULA, gdzie mozna poznać prawdziwą restrykcyjnosc tego drugiego. Dziwne, ze ja jako autor programu musialbym zrzec sie wszelkich praw do przyszlych modyfikacji mojego dziela, a np. w takim MS EULA nie ma nawet mowy o jakiejkolwiek modyfikacji (np. w celu poprawienia irytujacego błędu, a takich jest sporo).

Avatar
Jan (niezalogowany) | 28.03.2007 18:04#2

Korekta do rozumowania autora: produkty opatrzone licencja GPL i podobnymi mozna sprzedawac i to za ile sie chce. Kupujacy moze wziąć produkt (a raczej ta czesc, ktora jest na GPL) i zrobic to samo.

Avatar
anonim (niezalogowany) | 28.03.2007 18:05#3

Porównanie GPL z MS EULA:

http://www.cyber.com.au/about/comparing_the_gpl_to_eula.pdf

Avatar
dotevo (niezalogowany) | 28.03.2007 19:24#4

Czy jest możliwe by jakiś projekt był na GPL i np. do celów komercyjnych była pobierana za niego opłata?

Chodzi mi np. o Crystal Space bo bardzo mi się podoba ten sposób zarabiania przez OpenSource'owe projekty

Avatar
eMul (niezalogowany) | 28.03.2007 19:44#5

A czy freeware można używać do komercyjnych celów. Np. w pracy.

Sprawa jest taka, że chciałbym zacząć wydawać swoje programy. Nie wiem jaką licencję im dać. Chcę zrobić coś takiego, że osoba uzywająca programu może używać go komercyjnie, ale nie moze go modyfikować, dekompilować itd. Jaka licencja do tego?

Avatar
Lelek (niezalogowany) | 28.03.2007 19:48#6

Ale Janie, o ile zrozumiałem, tu nie chodzi o sprzedawanie, tylko o opatrzenie programu "odpłatną licencją" - czyli - zablokowanie nabywcy możliwości rozpowszechniania - a tego - w odniesieniu do GPL - robić nie wolno...
Ale swoją drogą ciekawa perspektywa... około 2050 roku będę mógł legalnie, bez płacenia zainstalować windowsa 1.0. Ciekawe, czy znajdę odpowiedni komputer...

Avatar
Wojtas2008 (niezalogowany) | 28.03.2007 21:52#7

Gratuluję kolejnego świetnego artykułu. Szkoda, że taki krótki. Ale z niecierpliwością czekam na następny.

Avatar
atavus (niezalogowany) | 28.03.2007 22:00#8

he, widze ze nie jestem jedynym, ktory znalazl ten glupi blad :-)

Avatar
mm (niezalogowany) | 28.03.2007 22:45#9

gpl mowi o cenie i nie mozna GPL "sprzedawac" :) vide: "You must cause any work that you distribute or publish, that in
whole or in part contains or is derived the Program or any
part thereof, to be licensed as a whole at no charge to all third
parties under the terms of this License".

Avatar
szu (niezalogowany) | 28.03.2007 23:21#10

@Jan

pobierać opłaty można za własne modyfikacje (np. dodany własny moduł), za wdrożenia (np. instalacja oprogramowania u kogoś, kto tego nie potrafi), za koszty dostarczenia (np. wysyłka płyty z nietkniętym programem na takiej licencji), ale nie można sprzedawać samego, nietkniętego produktu na takie licencji.

Avatar
PIO (niezalogowany) | 29.03.2007 3:09#11

Jan: odpłatnie licencjonowane a sprzedawane za opłatą to różnica. Koryguj następnym razem coś, co rozumiesz. Chodzi o sytuację, w której ktoś dokonał zmian w OOS i sprzedaje licencję na nowy produkt bez udostępniania źródeł. Co więcej: nawet gdy udostępniasz źródła, ale wyłącznie tym, którzy kupują produkt - łamiesz GPL.

Jest wiele przykładów licence-breakerów wśród modów eMule. Za łamaczy uważa się nawet tych, którzy dystrybuują kod wyłącznie w "paczce" z programem.

Avatar
sphinx (niezalogowany) | 29.03.2007 4:17#12

moglby mi ktos wskazac konkretny punkt w licencji gpl ktory mowi o tym ze nie mozna sprzedawac programu na tej licencji? bo o ile wiem to mozna pobrac za darmo software na gpl i pozniej go sprzedawac pod warunkiem ze udostepnia sie rowniez kod zrodlowy tego softu

Avatar
sphinx (niezalogowany) | 29.03.2007 4:24#13

do Marcina Maruta
cytat:
musimy je w całości dalej rozpowszechniać wyłącznie jak GPL (czyli nieodpłatnie)

prosze o wskazanie mi podstawy prawnej na ktorej oparte jest stwierdzenie ze gpl oznacza nieodplatnie

cytat:
Ich autorzy łamią prawo i – jak to się zdarzyło np. w Niemczech – mogą zapłacić z tego tytułu odszkodowanie.

prosze o dokladniejsze informacje na ten temat ( jaka firma i za co dokladnie zostala ukarana)

Avatar
wilczekl (niezalogowany) | 29.03.2007 10:38#14

Interesuje mnie sprawa wersji Trial. Przez 30 dni mogę korzystać w mojej firmie z oprogramowania wartego powiedzmy ok. 10000zł. Po 30 dniach formatuje dysk instaluje wszystko od nowa i korzystam znów przez 30 dni. Czy łamię prawo?

Avatar
Wolnosciowiec (niezalogowany) | 29.03.2007 11:11#15

[Czy takie "kliknięciowe" umowy też są ważne? Trudne pytanie – przyjmuję, że tak]

Tak, trudne pytanie, to prawda i zarazem brak odpowiedzi, to "przyjmuję" jest narzucone przez silowe organy panstwa na skutek dzialania silnego lobbingu, czyli daleko daleko daleko poza rynkiem.. Umowe dobrowolnie moga podpisac tylko wlasciciele lub przedstawiciele wlascicieli i nalezy pamietac jeszcze o jednym, wlascicielami sa OBIE!!! strony umowy. Jezeli prawo twierdzi, ze wlascicielem jest tylko strona sprzedajaca to prawo pisal jakis zwykly bendzwal.

[rozpowszechniać wyłącznie jak GPL (czyli nieodpłatnie)]

Notabene, licencje GPL pisali Wolnosciowcy:), ja rozumiem, ze jest skomplikowana dla prawnika z rezimu stalinowskich sadow i prawa, ale nie do takiego stopnia. Oczywiscie mozna rozpowszechniac za dowolna cene. Licencje GPL mowi o wolnosci, a nie wartosci.

Avatar
Wolnosciowiec (niezalogowany) | 29.03.2007 12:35#16

#wilczekl | IPHASH : LM-3I-3L-T9 | 29.03.2007, 10:38

gdyby firmy szanowaly swoja wlasnosc to po tych 30 dniach juz nigdy bys takiej mozliwosci nie otrzymal:), zgodnie z umowa, a tak mysle, ze moga skoczyc Ci na...., bo ja udowodnia, ze uzywasz dluzej niz 30 dni?. Trial to jest w ogole wynalazek czasow ograniczania wlasnosci (czyli czasow poszerzania praw ochrony wlasnosci intelektualnej)

Oczywiscie wszyscy chcieliby abys nie uzywal dluzej jak te 30 dni, sam z siebie:), co jest absurdalne, bo de facto nigdzie takiej umowy nie zawarles...

Avatar
Krzysztof Siewicz (niezalogowany) | 29.03.2007 15:24#17

@sphinx - informacje na temat ścigania naruszeń GPL i wynikającego z tego odszkodowania można znaleźć pod gpl-violations.org.

Avatar
xaliemorph (niezalogowany) | 29.03.2007 15:37#18

> Klasyczny przykład to utwory, których okres
> ochrony upłynął (obecnie 70 lat od śmierci
> twórcy)

Co to za absurd? Dlaczego akurat nie 500 lat? To liczba wzięta z palca która na dodatek skutecznie hamuje rozwój intelektualny społeczeństwa. Do czasu życia twórcy jeszcze na siłę zrozumiem, gdyż ma prawo on korzystać/zarabiać z tego co wymyślił. Ale dla mnie to i tak absurd, bo dlaczegożby jakieś durne i idiotyczne plumkanie i przysłowiowoe "darcie ryja" ma być chronione tak absurdalnie długim okresem natomiast daleko bardziej cenne rzeczy jak patenty mogą być chronione maksymalnie 20 lat, czy choćby w przypadku medykamentów 25 lat od daty opatentowania a nie śmierci twórcy. To jest dla mnie istna paranoja i własność intelektualna różnego plumkania, twórczości itd. powinna być maksymalnie tak długo chroniona jak maksymalnie długo mogą być chronione patenty czyli owe 25 lat. To że mamy istotny ABSURD, debilizm i głupotę w prawie świadczy tylko o prostytucji polityków którzy za kaskę przepachali taki a nie inny wydźwięk ustawy. To jest żadna wolność bo gdy rzeczy z lat 20-50'tych będą z wolna uwalniane, oczywiście znów lobby megakorporacji da łapóweczkę politykom i w prawie znajdzie się zapis np. o 150 latach.

CZYSTY IDIOTYZM !!!

Avatar
Subversive (niezalogowany) | 29.03.2007 15:53#19

Wielkie dzięki za artykuł. Trochę zrozumiałem wreszcie te odpłatne licencje.

Avatar
Adalbert (niezalogowany) | 29.03.2007 17:01#20

Artykuł mimo że nie najgorszy, to jednak dość krótki i nie wyczerpuje tematu. Lepiej byłoby się skupić na konkretnych paru popularnych licencjach i o nich artykuł napisać.

Avatar
arecki (niezalogowany) | 29.03.2007 21:10#21

tak głupiego artykułu jeszcze nie przeczytałem, radca prawny, który nie potrafi zachować żadnej struktury czyli przejrzystości w swoim tekście, zgadzam się z poprzednikiem że artykuł jest za krótki a opis licencji GNU GPL jest po prostu żenujący. kiedyś był taki dowcip: siedzi facet i naprawia autobus - nie wie co się
zepsuło -- > podchodzi "głupi" i krzyczy: -- ja wiem ja wiem!!! co się zepsuło! -- no co? -- pyta facet -- na to "głupi" : autobus się popsuł :D mniej więcej tak Pan prawnik odpowiedział na problem.

Avatar
Paweł (niezalogowany) | 30.03.2007 12:55#22

Autor wykazał się wyjątkową nieznajomością albo niezrozumieniem licencji GNU/GPL. Otóż licencja ta zezwala na DOWOLNE rozpowszechnianie oprogramowania. Jest to jedna z czterech wolności idei tej licencji. W opisie licencji (komentarzach) wręcz zachęca się do sprzedaży oprogramowania, jako czynnika mającego wpływ na dużą dystrybucję. Zawsze jednak osoba przekazująca oprogramowanie w dowolny sposób - jest zobligowana do dostarczenia na żądanie kodu źródłowego danej wersji programu, lub odnośnika do takiego kodu, w ciągu dwóch lat od jego przekazania stronie. Niedostarczenie kodu źródłowego łamie warunki licencji. CHROŃ mnie Panie boże przed takimi prawnikami. Licencja GNU/GPL jest prosta i czytelna. Jeżeli poruszamy ważne tematy związane np. z licencjami to warto troszkę poczytać i i nie wprowadzać internautów w błąd.

Avatar
Tomek1983 (niezalogowany) | 01.04.2007 0:56#23

Na rynku dostępny jest Pakiet OpenOffice jest dystrybuowany przez firmę Ux Systems na zasadzie podwójnej licencji: GNU Lesser General Public License (LGPL), lub Umowy Licencyjnej Użytkownika. Ta druga jest płatna i podobno zgodna z polskim prawem. Szukałem na różnych forach ale nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy mogę używać tego pakietu na licencnji GNU Lesser General Public License (LGPL) w firmie? Czy będzie to zgodne z prawem polskim?

Avatar
JIK (niezalogowany) | 02.04.2007 15:05#24

@Paweł, bredzisz. Poczytaj sobie tekst i wymóg "no charge" proszę

Avatar
Migg (niezalogowany) | 03.04.2007 13:57#25

Ja trochę spóźniony bo teraz to zauważyłem. programy per2per mają to do siebie, że jeden folder jest bazą ściągniętych plików, a zarazem z tego folderu są te pliki udostępniane. Przecież można ściągnąć plik i zaraz go przenieść z tego foldery, tak że program nie ma plików do wysłania. Czyli ściągamy, ale nie udostępniamy jednocześnie. Czy w tym momencie jesteśmy legalni ??? Serdecznie pozdrawiam wszystkich którzy przyczynili sie do powstania tego artykułu. Bardzo proszę o odpowiedz na moje pytanie

Avatar
u96 (niezalogowany) | 01.05.2007 17:01#26

@wilczekl

[Interesuje mnie sprawa wersji Trial. Przez 30 dni mogę korzystać w mojej firmie z oprogramowania wartego powiedzmy ok. 10000zł. Po 30 dniach formatuje dysk instaluje wszystko od nowa i korzystam znów przez 30 dni. Czy łamię prawo?]

Ponowne użycie "triala" - o ile nie próbujesz omijać zabezpieczeń technicznych (np. crackować, kombinować z datą - reinstalacja systemu jest IMHO normalną czynnością eksploatacyjną) NIE podpada ani pod "nielegalne uzyskanie oprogramowania" ani pod często stosowany w praktyce artukuł o "paserce". Tak więc NIE powinny Ci grozić z tego tytułu żadne konsekwencje karne czy zainteresowanie policji.

Natomiast nie wyklucza to oczywiście odpowiedzialności cywilnej za naruszenie warunków umowy licencyjnej (jak każdej umowy w handlu). Z tym że to raczej problem czysto hipotetyczny - nie tylko ze wzgledu na trudności natury dowodowej. Powiem tak - ani ja ani moi znajomi prawnicy nie słyszeli o przypadku wygranej sprawy tego typu w Polsce. Dlatego dystrybutorzy/producenci softu jak ognia boją się wnoszenia takich spraw do sądu np. M$ po przegranych procesach w Niemczech nigdy nie wniósł w Polsce sprawy o naruszenie warunków swoich licencji OEM, mimo straszenia rzekomymi konsekwencjami. I chyba dlatego tyle firm bez żadnych konsekwencji używa do pracy wersji trial, edu itp. - naruszających może licencję, ale w 100% legalnych w świetle polskiego prawa.

Pozdrawiam

Avatar
mpprojects (niezalogowany) | 04.05.2007 1:29#27

Dobrze że w linuksie nie ma żadnych triali i temu podobnych programów.

Avatar
Xxxxxx (niezalogowany) | 03.10.2007 13:29#28

Ten program z pewnościa nie jest dobry. Mi tak szczerze mówiąc się nie podobał i nie sprawdzil się!!!!!!

Avatar
szy93 (niezalogowany) | 15.11.2009 18:11#29

Zadanie 3
Wykorzystując serwis htttp://dobreprogramy.pl znajdź i wypisz trzy programy reprezentujące poszczególne rodzaje licencji. Sprawdź w opisie, na co zezwala i do czego zobowiązuje licencja.

GNU –

Public Domain –

JAK TO ZNALEŚĆ??????????????

Dodaj komentarz

Zasady publikowania komentarzy
Autor
Treść