Rozwój usług oferowanych przez Google
w ostatnim czasie powoduje, że nawet najwięksi sceptycy podobnych
rozwiązań zaczynają zastanawiać się, czy aby na pewno ich obawy nie
są wynikiem przyzwyczajeń i zwykłego lęku przed nowościami. Okazuje
się jednak, że powierzenie Google organizacji swojej pracy czy
życia osobistego - poprzez chociażby Google Mail, Google Calendar,
Google Docs & Spreadsheets - mimo że na pierwszy rzut oka
wydaje się istotnie niezwykle kuszące (wszystko w jednym miejscu,
niezależnie od komputera, bez obawy o kopie zapasowe, "nie sortuj
tylko wyszukuj" itd...) faktycznie niesie ze sobą zagrożenia, które
wychodzą dopiero w praniu.
I tak, na blogu prowadzonym przez
"Rebellin Woman" można przeczytać trzyczęściową historię (1, 2, 3) która
nie ma jeszcze finału, a już w tej chwili daje wiele do myślenia.
Zaczyna się od tego, że użytkownik siedząc przy komputerze dostaje
maila z eBay informującego o zmianie hasła i tzw. sekretnego
pytania umożliwiającego jego odzyskanie. Po chwili użytkownik
zostaje wylogowany z Google Mail i tu sytuacja się powtarza - ktoś
wchodzi w posiadanie starego hasła, zmienia je wraz z tajnym
pytaniem i przechwytuje dwa lata prywatnej komunikacji. Jak
brutalnie by to nie brzmiało - wiadomo, zdarza się. Rzecz
najprawdopodobniej nie jest wynikiem technicznej słabości systemu
Google, a zwykłym przypadkiem kradzieży tożsamości. Problem jest
jednak inny...
...i jest nim uzależnienie od reakcji na zdarzenie. Gdy czujemy, że
ktoś włamał się na nasz komputer - zawsze możemy odłączyć go od
sieci, przeanalizować sytuację i powziąć jakieś kroki zaradcze. W
opisanym przypadku niestety mija właśnie trzeci dzień, a użytkownik
dalej zdany jest na łaskę hakera. Telefon do Google okazał się
bezskuteczny - tej formy wsparcia technicznego firma nie świadczy,
nawet dla nagłych przypadków. Użytkownik 10 razy wypełniał
formularz zgłoszenia naruszenia, mailował na adresy obsługujące
zgłoszenia problemów bezpieczeństwa, nadużyć i wsparcia
technicznego. Bezskutecznie próbował skontaktować się z kimkolwiek
z działu obsługi nadużyć i po dwóch dniach bezsilności zostawił
wiadomość głosową adresowaną do Sheryl Sandberg - wiceprezesa
Google odpowiedzialnego za wyszukiwanie i doświadczenia
użytkowników. Efekt? Trzeciego dnia nastąpił pierwszy kontakt
zwrotny z działu wsparcia technicznego z żenującym pytaniem o adres
skrzynki której dotyczy problem. Obecnie sprawa wisi na tym, że
Robert Scoble - topowy blogger utożsamiany z technologiami
Microsoft - próbuje na łamach swojego bloga zwrócić uwagę Matta Cuttsa - topowego bloggera Google, by ten
zrobił coś w sprawie opisanej kompromitacji.
Jak poważna może być to sytuacja - oceńcie sami. To, co było
największą zaletą oferty Google okazało się dla jednego z
użytkowników powodem tragedii niemałych rozmiarów. Zanim więc idąc
za nowym trendem powierzycie swoje dane komukolwiek poza własnym
komputerem - czy będzie to Google, czy jakakolwiek inna firma -
warto rzucić okiem na zawartość swojego dysku za ostatnie dwa lata
i pomyśleć, jak poczulibyście się w podobnej sytuacji...
Aktualizacja
Czwartego
dnia nastąpił przełom - konkretna reakcja działu wsparcia
technicznego Google, który zablokował konto. Warto zauważyć, że
podobna operacja zajmuje pracownikom eBay godziny. Problem jednak
dalej pozostaje poważny - konto zostało bowiem zablokowane, ale
Google nie jest w stanie potwierdzić tożsamości pierwotnego
właściciela skrzynki, który zdesperowany dalej nie ma dostępu do
swoich danych i wszystko wskazuje na to że będzie mu bardzo trudno
ten dostęp odzyskać. Sytuacja wydaje się więc patowa, przy czym
użytkownik nie poddaje się - śledzenie dalszych jego losów
pozostawiamy już jednak tylko zainteresowanym...