r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Internet Rzeczy nie należy do nas – tego się nie kupuje, a jedynie wypożycza

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Zapewne czujnik dymu bez pełnego stosu sieciowego, czy też zmywarka do naczyń bez czterordzeniowego procesora z 4 GB RAM to dziś w erze Internetu Rzeczy coś niepełnowartościowego. Większość spośród tych wypchanych elektroniką po brzegi urządzeń ma jednak pewien problem – i nie, nie chodzi o to, że są nadmiernie skomplikowane. Problem polega na tym, że nawet jeśli je kupicie, to wcale to nie znaczy, że należą do was. Wy tylko kupiliście licencję na ich używanie.

Konglomerat Alphabet Inc. jest właścicielem nie tylko dobrze wszystkim znanej firmy Google, ale też i wielu mniejszych spółek. Wśród nich jest firma Nest Labs, specjalizująca się w produkcji sprzętu do „inteligentnych domów” – jej pierwszym produktem był samouczący się termostat, potem pojawiły się bystre czujniki dymu i tlenku węgla, w końcu zaś kamera telewizji przemysłowej. Jednocześnie Nest zaczęło kupować inne firmy z branży – w 2014 zdołało przejąć m.in. Revolv, który produkował system sterowania oświetleniem pod tą samą nazwą.

Revolv był był całkiem fajnym gadżetem. Sprzęt wielkości szpuli na płyty CD pozwalał na koordynowanie drogą radiową pracy całej gamy włączników, sensorów i siłowników w inteligentnym domu. Udostępniał też swój interfejs w sieci, pozwalając właścicielowi na zdalne sterowanie tym całym sprzętem za pomocą smartfonowej aplikacji. Producent sprzedawał to za 299 dolarów, obiecując przy tym dożywotnie darmowe wsparcie (free lifetime service subscription) oraz darmowe przyszłe aktualizacje firmware, pozwalające podłączyć nowe urządzenia.

r   e   k   l   a   m   a

Dzisiaj Revolv, należąc do Nest Labs (które należy do Alphabetu) nic już nie ma do powiedzenia w kwestii swojego produktu. Obiecywane dożywotnie wsparcie właśnie się kończy, i to nie tylko w tym sensie, że nie pojawią się żadne aktualizacje. Jest znacznie gorzej. Umbrella Corporation Alphabet Inc. celowo zepsuje urządzenie. 15 maja zakupiony za 300 dolarów hub sterowania inteligentnym domem zostanie wyłączony. Aplikacja już się nie uruchomi, hub nie będzie bez niej działał. Zebrane przez Revolv dane zostaną skasowane. A co z dożywotnim wsparciem?

To dość zabawne, mamy bowiem do czynienia ze sprytną sztuczką. „Lifetime service subscription” nie oznacza życia właściciela. Oznacza „życie” urządzenia, które się właśnie skończyło, natomiast sama gwarancja obejmowała tylko rok od zakupu. Tak więc z tego punktu widzenia dożywotnie wsparcie było świadczone.

Dziękujemy za wasze wsparcie i wiarę w nas; szkoda nam, że to koniec Revolva, ale to nie jest koniec połączonego domu. To jest początek – piszą Tim i Mike, założyciele firmy. To miłe, że powstrzymali się od zaproszenia do kupienia produktów Nest Labs, w które obecnie wkładają całą swoją energię.

Afera wokół tej sprawy w amerykańskich mediach zrobiła się dość głośna, bo i sytuacja jest bezprecedensowa. Do tej pory porzucenie produktu oznaczało tyle, że wciąż mamy sprzęt, z którego korzystamy na własną odpowiedzialność – jak się popsuje, sami go sobie musimy naprawić. Teraz widać, że wchodzimy w erę sprzętu, który po zakończeniu okresu wsparcia staje się niczym więcej, niż przyciskiem do papieru. Użytkownik nic nie może zrobić, zamknięte, własnościowe firmware nie ma żadnej alternatywy. Aaron Parecki, stojący za imprezą IndieWebCamp dla branży webdeweloperskiej, skomentował to na Twitterze dosadnie: bez otwartych standardów my nie kupujemy sprzętu do inteligentnych domów, tylko go wypożyczamy.

Gdy wczoraj czytałem o tej sprawie, dotknęło mnie to, że od niedawna korzystam z pewnego urządzenia, nad którym nie mam jakiejkolwiek kontroli. To Chromecast 2, wyprodukowany przez należące do Alphabet Inc. Google. Sprzęt naprawdę miły i wygodny w użytkowaniu, jednak tak bardzo zamknięty, jak to jest tylko możliwe – do tej pory nikomu nie udało się przełamać jego zabezpieczeń. Urządzenie jest całkowicie zależne od infrastruktury Google'a, bez dostępu do Sieci nawet nie chce się uruchomić, automatycznie się aktualizuje – i jeśli kiedyś Google uzna, że już Chromecastem nie jest zainteresowane, po prostu przestanie działać. Będzie po prostu kiepskim przyciskiem do papieru.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.