Od wielu lat telewizja utożsamiana
jest w Polsce z ogłupiającą rozrywką niewymagającą myślenia, do
której w wyrafinowanym towarzystwie nie uchodzi się przyznawać. W
dobrym tonie staje się wręcz nieposiadanie telewizora, by nie
narazić się na choćby cień podejrzeń o styczność z Klanem, Plebanią
czy innymi tasiemcami dla milionów telewizyjnych zombie.
Nie jest to dziwne, zważywszy na
poziom polskiej telewizji. Rodzima produkcja to przeciętni aktorzy,
mierne scenariusze, amatorskie wykonanie, moralizatorskie treści,
żenujące programy rozrywkowe, a wszystko przerywane jeszcze
głupszymi reklamami podpasek i proszków do prania. Adopcje
produkcji światowych kompletnie nietrafione, bezwzględnie niszczone
złymi tłumaczeniami, z lektorem zabijającym połowę walorów
artystycznych, bez zrozumienia proponujące klasykę science fiction
jako bajki dla dzieci emitowane we wtorek rano. Koniecznie przed
dwunastą, kiedy to poziom musi wzrosnąć by zaadresować pasmo dla
gospodyń domowych i nieco później koło siedemnastej osiągnąć
apogeum w czasie przeznaczonym na wzmacnianie więzi rodzinnych.
Wieczorami coś dla twardego mężczyzny, a w święta Kevin sam w domu.
Wszystko to powoduje, że w polskim świecie obrazów ruchomych
dopiero kino, które też nie zaskakuje niczym szczególnym, zaczyna
być rozpatrywane w walorach sztuki i kultury.
Świat idzie jednak do przodu i nowe trendy zaczynają docierać także
do Polski - głównie za sprawą nowych technologii. Co konkretnie
zaczyna się zmieniać? Światowe produkcje telewizyjne stają się
coraz bardziej ambitne i prawdziwe perełki pojawiają się tam od
pewnego czasu częściej niż w kinie. Perełki te, po pierwsze,
przestają traktować widza jak ćwierćinteligenta. Po drugie, pod
względem technicznym przestają ustępować produkcjom pełnometrażowym
- efekty specjalne i postprodukcyjne wykonywane są na najwyższym
poziomie, a całość dostarczana jest użytkownikowi w wysokiej
rozdzielczości HDTV z pięciokanałowym dźwiękiem typu surround. Po
trzecie, w produkcję angażowane są coraz większe pieniądze - sam
pierwszy odcinek przeboju amerykańskiej stacji ABC, serii Lost,
pochłonął ponad 12 mln dolarów - co pozwala angażować zarówno
aktorów dużego formatu, jak i kreatywnych twórców. W efekcie
powstają nie tylko naprawdę atrakcyjne produkcje rozrywkowe, ale
także i refleksyjne miniserie jak Six Feet Under, które złożonością
odważnych i niekonwencjonalnych treści nokautują czytelnika niczym
książki Murakamiego.
Także i polskie stacje telewizyjne zaczynają dostrzegać to
zjawisko, efektem czego są ostatnie zakupy TVP i Polsatu praw do
emisji takich serii jak Lost (Zagubieni), Desperate Housewives
(Gotowe na wszystko) czy Battlestar Galactica. HBO i TVN już od
dawna emitują dla nieco bardziej wymagających widzów Sześć stóp pod
ziemią czy The Sopranos. To, co w efekcie tych zabiegów dostaje
polski widz, to jednak daleki krewny oryginału. Materiały te są
ucięte do formatu 4:3 (oryginały produkowane są w panoramicznym
formacie 16:9), z jakością obrazu ponad dwukrotnie gorszą niż
oryginały dostępne w rozdzielczości HDTV, z dźwiękiem w najlepszym
wypadku stereo (oryginalne ścieżki to 5.1), z tłumaczeniem czytanym
przez lektora nie dającego aktorom szansy na dotarcie do widza.
Wszystko to serwowane z olbrzymim, przy uwzględnieniu obecnej
rzeczywistości internetowej, opóźnieniu. Opóźnieniu które powoduje,
że łatwo można przeczytać w sieci informacje psujące efekt
zaskoczenia lub natknąć się na same odcinki - obecnie niemal
wszystkie ciekawe rzeczy emitowane w USA pojawiają się w sieciach
P2P takich jak BitTorrent w kilkanaście minut po premierze.
Godzinny odcinek w nieporównywalnej z niczym innym jakości zajmuje
jedynie 700 MB i uwierzcie, że ściągnięty w ten sposób materiał
HDTV z dźwiękiem 5.1 rzucony przez komputer na plazmę lub projektor
i zestaw kina domowego wielokrotnie przebija jakością telewizję
analogową, cyfrowe platformy satelitarne, DVD i wszystko, co można
w Polsce kupić. Jakościowo porównywalny jest jedynie standard
HDDVD, który prędko się u nas nie zadomowi. Pierwsze urządzenia
Toshiby zdolne do odczytu fizycznych nośników zapisanych w tym
formacie zaprezentowano podczas tegorocznej konferencji CES 2006 w
Las Vegas. Podczas gdy Microsoft dopiero zapowiada wypuszczenie
odpowiednich czytników do Windows Media Center Edition 2005 i Xbox
360, a pierwsze płyty HDDVD z filmami pełnometrażowymi pojawią się
nie wcześniej niż w połowie tego roku, użytkownicy Internetu którym
nie przeszkadzają kwestie legalności mogą oglądać w tym formacie
programy z amerykańskiej telewizji nowej generacji w kilka godzin
po ich emisji za wielką wodą. Świat stanął na głowie? Ciężko
powiedzieć, w każdym razie w tej chwili na świecie to właśnie
telewizja zaczyna proponować widzom najciekawsze treści w
najbardziej innowacyjnej technologicznie oprawie.
I faktycznie - fenomen nowej jakości w treściach telewizyjnych
zaczyna być widoczny nawet u nas, skoro te dostępne dla polskiego
widza TVP czy Polsatu marne 30% oryginalnego doświadczenia jest w
stanie spowodować zauważalne drgnięcie w liczbie oraz przekroju
widzów i zmusić polskie stacje do bardzo wyraźnej konkurencji na
tym polu (czasy emisji hitów zakupionych przez TVP i Polsat
częściowo pokrywają się). Natomiast fenomen nowej jakości w samym
przekazie dotarł do nas dużo wcześniej. Wcześniej nawet niż
wszystkie gadgety elektroniczne zdolne taki przekaz wyemitować -
dostępne w sieciach P2P materiały z telewizji HTDV z wielokanałowym
dźwiękiem, mimo że dużo większe, już od prawie roku zaczynają
konkurować pod względem liczby zainteresowanych odbiorców z
materiałami standardowymi. A "standard" w tym przypadku to plik 350
MB, w którym mieści się niemal godzina wideo w rozdzielczości HDTV
z dźwiękiem stereo i całkiem przyzwoitym współczynnikiem kompresji.
Jeśli mamy na czym to wyświetlić, obraz DVD budzi przy tym uśmiech
politowania. O dostępnej u nas telewizji, nawet tej satelitarnej,
nie wspominając...
Sytuacja ta sprawia, że światowy przemysł rozrywkowy zaczyna coraz
mniej niechętnym okiem patrzeć na branżę IT jako na dostawcę
contentu. Do tego tanga trzeba jednak trojga. Trio uzupełniają tu
producenci sprzętu projekcyjnego zdolnego te możliwości wykorzystać
- od przenośnych odtwarzaczy iPod z ekranami LCD, przez telewizory
LCD, projektory cyfrowe, telewizory plazmowe... W efekcie czego
telewizję można teraz w sieci już nie tylko piracić, ale i kupować.
Apple w swoim sklepie internetowym iTunes od pewnego czasu nieśmiało sprzedaje produkcje telewizyjne NBC
Universal, Sci Fi Channel, USA Network, ABC czy Disneya (dzięki
czemu można nabyć tam między innymi odcinki Losta, Battlestar
Galactica czy Stargate, a kwestią czasu jest pojawienie się tam np.
Boston Legal). Ceny zaczynają się od 1,99 USD. W ślad za Apple Google ogłosił właśnie plany szybkiego
uruchomienia Google Video - sklepu, gdzie będzie można kupić
telewizyjne, filmowe i amatorskie materiały wideo. Na początek w
ofercie znajdą się produkcje CBS, czyli między innymi seria Crime
Scene Investigation (CSI) czy Star Trek. Microsoft nie zostaje w
tyle i lada moment wypuści nową wersję Windows Media Player 11,
która według zapewnień zaoferuje niespotykane dotąd możliwości w
zakresie odtwarzania, kupowania i streamowania wideo z Internetu.
Podczas CES 2006 ogłoszono już partnerstwo Microsoft z MTV, a kolejni dostawcy
contentu zaczynają ustawiać się w kolejkach.
Każdy z trzech pionierów zapewnia, że kwestie prawne uniemożliwią z
początku zaoferowanie tych samych treści wszystkim odbiorcom -
podobnie jak w przypadku telewizji czy DVD, dostępność produkcji
nadal zależeć będzie od regionu świata użytkownika. Podobnie jakość
materiałów dostarczanych z początku w ramach podobnych usług
pozostawiać będzie trochę do życzenia tym, którzy już teraz
przywykli do możliwości nielegalnego pobierania wszystkiego w
jakości przewyższającej możliwości emisji niejednego starszego
komputera. To jednak dopiero początki. Pozycja regionalnych stacji
telewizyjnych i dystrybutorów - którzy ograniczają producentom
możliwości manewru umowami gwarantującymi pierwszeństwo lokalnej
emisji w ich przestarzałych technologicznie kanałach - będzie maleć
z miesiąca na miesiąc, aż w końcu producenci, internetowi dostawcy
oraz użytkownicy zostaną od nich całkowicie uwolnieni. To, że
presja staje się namacalna, widać po atakach - już nie tylko na
sieci P2P dostarczające materiały do krajów, w których do niedawna
żaden z dystrybutorów nie był nimi zainteresowany i które mogą być
tam przekazane w pełnej jakości tylko kanałem nielegalnym. Ostatnio
u nas w kraju podniesiony został oprócz tej kwestii także problem
powstawania tłumaczeń - serwisy udostępniające amatorskie napisy
znalazły się na medialnym świeczniku i zauważono, że oprócz
oczywistych tłumaczeń do pirackich kopii filmów pełnometrażowych
działają tam też społeczności fanów wykonujące w desperacji napisy
do wspomnianych zagranicznych treści telewizyjnych, których szansa
na dotarcie na polski rynek była do niedawna praktycznie
zerowa.
Wszystko to, co stało się na przełomie roku - działania Apple,
Google i Microsoft, pierwsze eksperymenty polskich stacji
telewizyjnych, zainteresowanie polskich dystrybutorów tym co dzieje
się w Internecie - daje szansę na to, że po bolesnym okresie
przecierania szlaków przez pionierów także i u nas przed amatorami
ruchomych obrazów otworzą sie drzwi do całkiem nowego świata.
Świata ambitnych treści telewizyjnych w zapierającej dech w
piersiach jakości, możliwych do legalnego nabycia przez Internet
bez względu na ograniczenia geograficzne. Może to i brutalne, ale
wcale nie będzie mi szkoda, kiedy ta synteza telewizji, kina
domowego i Internetu spowoduje, że za kilka(naście, dziesiąt...?)
lat nad zakurzonym telewizorem z dziwnym wejściem antenowym
pochylać będziemy się z równym namaszczeniem, z jakim obecnie
oglądamy adapter winylowych płyt muzycznych...
"Denny Crane."
Kontakt z autorem możliwy jest pod adresem tomek(NA)wss.pl