r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Internetowy system nazw domen już w przyszłym roku ma być całkowicie niezależny od USA

Strona główna AktualnościINTERNET

Narzekania na nadmierny wpływ administracji USA na Internet słychać od lat, i nie można powiedzieć, by były one całkowicie bezpodstawne. Globalny system nazw domen, zarządzany od 1998 roku przez Internetową Korporację ds. Nazw i Numerów (ICANN), w każdej chwili może być przejęty przez Departament Handlu, który ICANN-owi władzy jedynie użyczył w ramach umowy, której obowiązywanie zakończy się w 2015 roku. Amerykanie najwyraźniej mają już dość narzekań i gotowi są całkowicie zrezygnować z władzy nad Internetem. Przynajmniej oficjalnie.

Narodowa Administracja Telekomunikacji i Informacji (NTIA) jest tym właśnie wydziałem Departamentu Handlu, który formalnie odpowiedzialny jest za działanie strefy root systemu nazw domen. Teraz urząd chce z tym skończyć, eliminując Waszyngton z procesu decyzyjnego w tej dziedzinie. NTIA oficjalnie zwróciło się do ICANN-u, by Internetowa Korporacja, w porozumieniu ze swoimi udziałowcami – rządami państw, prywatnymi firmami i internetową społecznością – przygotowała plan przejęcia odpowiedzialności za cały system nazw domen.

Władze Stanów Zjednoczonych zapowiedziały chęć sprywatyzowania systemu nazw domen już w 1997 roku, jednak sytuacja polityczna znacząco spowolniła ten proces – pierwsze kroki realnie podjęto dopiero w 2006 roku, gdy USA zrozumiały, że albo zrezygnują z kompletnej kontroli nad Internetem, albo Internet rozpadnie się na krajowe czy regionalne sieci, kontrolowane przez miejscowe władze.

r   e   k   l   a   m   a

Do dzisiaj w tej dziedzinie zrobiono już sporo. System nazw domen nie jest już ograniczony tylko do alfabetu łacińskiego, uruchomione zostały nowe krajowe domeny najwyższego poziomu oznaczone pismem chińskim, arabskim czy cyrylicą. Przy Internetowej Korporacji utworzono komitet doradczy, w skład którego wchodzą przedstawiciele rządów 111 państw i kilkunastu organizacji międzynarodowych, a jego wpływ dał się mocno odczuć podczas prac nad poszerzeniem przestrzeni nazw domen najwyższego poziomu (uruchomieniem końcówek takich jak .SPORT czy .LONDON). Jak można się domyślać, wiele krajów, szczególnie islamskich, nie było zachwyconych perspektywą uruchomienia domen takich jak .ISLAM, .GAY czy nawet .HOT.

NTIA, w swojej propozycji oddania ICANN-owi całkowitej władzy nad systemem nazw domen, postawiło kilka wymogów. Przygotowana propozycja przejęcia odpowiedzialności musi wspierać i rozszerzać obecny model wielu udziałowców, zapewnić bezpieczeństwo, stabilność i odporność DNS-u, wypełnić potrzeby i oczekiwania globalnych partnerów i klientów, a przede wszystkim zachować otwartość Sieci. NTIA nie zaakceptuje propozycji, w której zastąpiłaby ją jakaś forma organizacji rządowej czy też międzyrządowej.

Tymczasem Fadi Chehadé, obecny dyrektor zarządzający ICANN-u, oficjalnie już zaprosił rządy państw, sektor prywatny, stowarzyszenia i fundacje oraz inne organizacje internetowe do współpracy, deklarując, że wszyscy udziałowcy ICANN-u na równych prawach zasługują na głos w zarządzaniu Internetem.

Czy jednak uda się zachować otwartość Internetu w organizacji, w której znaczącą pozycję otrzymają zwolennicy cenzurowania Sieci? Mimo wszystko amerykański Departament Handlu był do tej pory dobrym gwarantem względnej wolności słowa i niezależności Sieci. Organizacja, w której wiele do powiedzenia będą mieli przedstawiciele takich krajów jak Chiny czy Iran może mieć z zagwarantowaniem choćby utrzymania obecnego status quo spore problemy.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.