r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Jak uniknąć dynamicznych cen Ubera? Nie daj się złapać na monitoring i psychologiczne sztuczki

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Polacy naprawdę polubili aplikację Ubera, ale niekoniecznie naprawdę polubili mechanizm „cen dynamicznych” („surge pricing”), który pozwala operatorowi tej usługi transportowej podwyższyć opłatę za przejazd w zależności od aktualnego zapotrzebowania na auta. Widzimy wówczas informację, że przez najbliższy czas stosowany będzie mnożnik o podanej wielkości, który jak niektórzy twierdzą, może sięgnąć nawet 50 (choć zwykle nie przekracza 2-3). Oczywiście nikt nie musi skorzystać z takiej oferty – chyba że musi. Pojawiły się doniesienia, że Uber stosuje nieciekawe sztuczki wobec swoich użytkowników, aby wywrzeć na nich presję do skorzystania z cen dynamicznych.

W niedawno nadanym podcaście radia NPR pt. This is Your Brain on Uber, wystąpił Keith Chen, szef badań ekonomicznych Ubera. Ujawnił on dwa fakty, które każą przyjrzeć się bliżej działaniu cen dynamicznych.

Jak zapewne zauważyliście, praktycznie się nie zdarza, by zastosowany mnożnik był wyrażony liczbą całkowitą. Niemal zawsze to są ułamki dziesiętne, np. 2,1 albo 3,4. Czy uzasadnia je rachunek ekonomiczny? Być może – przede wszystkim jednak uzasadnia je psychologia. Stosowane są one dokładnie z tego samego powodu, dla którego większość sprzedawców zmusza nas do oglądania cen w rodzaju 99,95 zł, mimo że przecież 100 zł wyglądałoby znacznie bardziej przyzwoicie. Zdaniem badaczy, okrągłe ceny mają świadczyć o tym, że sprzedającemu się spieszy, że jest zdesperowany – a nikt nie da desperatowi zarobić. Ceny wyliczone „co do grosza” sugerują, że to wynik racjonalnej ekonomicznej kalkulacji, i tak po prostu ma być.

r   e   k   l   a   m   a

Gdyby więc Uber poinformował, że cenę w najbliższym czasie mnoży przez 2, wielu klientów powiedziałoby, „nie ma mowy, pewnie chcą mnie naciągnąć tylko dlatego, że akurat pada”. Informując, że cena będzie mnożona przez 2,1, sugeruje klientom, jakoby za decyzją stał złożony algorytm, który akurat wyliczył taką stawkę dla danego obciążenia usługi.

Drugim sekretem Ubera jest monitorowanie stanu naładowania akumulatora smartfonu. Operator usługi odkrył, że ludzie są znacznie bardziej gotowi zapłacić ekstra stawkę, gdy ich telefon jest na granicy rozładowania. Nie ma w tym nic zaskakującego – jeśli komuś zostało 10 minut działania urządzenia, chętniej wezmie auto teraz po wyższej cenie, niż za 20 minut, gdy ceny wrócą do normalności.

Keith Chen stwierdził później w rozmowie, że firma wcale nie wykorzystuje tej informacji do narzucania mnożnika cen, ale dlaczego mielibyśmy w to wierzyć? W takim Androidzie nie ma wydzielonego uprawnienia, które pozwoliłoby aplikacjom ograniczyć dostęp do informacji o stanie baterii – klasa BatteryManager daje programistom do tego pełen dostęp. Sprawą banalną jest informowanie usługi internetowej o tym, jaki jest więc aktualnie stan naładowania urządzenia.

Jak uniknąć dynamicznych cen?

W zeszłym roku informatycy z bostońskiego Northeastern University przeprowadzili własne badania nad algorytmem dynamicznych cen Ubera. Założyli w tym celu 43 nowe konta, zamawiając przez cztery tygodnie auta na Manhattanie i w San Francisco. Udało im się ustalić, że dynamiczne ceny żyją krótko i obejmują niewielkie obszary. Ich wprowadzenie wcale zaś nie ułatwia przywołania auta – czasem jest wręcz przeciwnie, wielu kierowców Ubera ma uciekać ze stref objętych podwyżką, zdając sobie sprawę, że znacząco obniżają one ich szanse znalezienia klienta.

Zdaniem badaczy, z tego powodu nie warto płacić podwyższonych stawek. Sprytni klienci mogą sporo zaoszczędzić, albo czekając te kilka minut, albo idąc pieszo kilkaset metrów dalej. To, jak podzielone są miasta na strefy cen, pozostaje tajemnicą Ubera – były jednak wypadki, że użytkownicy stojący kilka metrów obok siebie otrzymywali zupełnie różne mnożniki cen. Jest spore prawdopodobieństwo, że na innej ulicy mnożnik nie będzie działał.

Dodajmy do tego kwestię monitorowania stanu baterii – warto w miarę możliwości nie zamawiać Ubera przez prawie rozładowany telefon, jeśli to tylko możliwe skorzystać z banku energii lub choćby najbliższego dostępnego gniazdka USB, tak by aplikacja „wiedziała”, że nie ma co liczyć na zdesperowanego klienta.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.