r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Lewiatan, czyli człowiek w maszynie. Jak pracownicy Amazona walczą o lepsze życie?

Strona główna AktualnościBIZNES

Niestabilność, anonimowość, brak kontroli nad własnym życiem – ludzie pracujący na najniższych szczeblach hiperskalowych biznesów internetowych nie mają lekko. Stanęli w obliczu niemożliwej niegdyś optymalizacji procesów biznesowych, wszechobecnej maszynowej kontroli, a w przyszłości nawet utraty pracy na rzecz wydajniejszych maszyn. Mogłem w tym tygodniu porozmawiać z tymi ludźmi twarzą w twarz, gdy ich związek zawodowy zorganizował w jednej z wrocławskich księgarni spotkanie o nazwie Twarzą w twarz z gigantem. Jak organizują się pracownicy Amazona. Wrażenie osobliwe, jakby XIX-wiecznej narracji w realiach XXI wieku. Ale jak mogłoby być inaczej? Człowiek i jego potrzeby nie zmienił się przecież od początków rewolucji przemysłowej, choć świat go otaczający zmienia się szybciej, niż człowiek jest w stanie to znieść.

Dla nas w Polsce pojęcie „związek zawodowy” długo było synonimem partii politycznej. Nie zapomnieliśmy jeszcze przecież „Solidarności”, z jej osobliwym narodowo-patriotyczno-katolickim przekazem, tak mało mającym wspólnego ze związkami zawodowymi na świecie. Spotkanie z przedstawicielami OZZ Inicjatywa Pracownicza może być więc zaskoczeniem.

Ruch robotniczy w erze hiperkapitalizmu

Żadnej salonowej polityki, żadnych partyjnych liderów, żadnych historii o społecznym dialogu. Klimat jak z początków ruchu socjalistycznego, gdy myśl marksistowska inspirowała do walki o prawa pracownicze. Zamiast narodowych idei prawdziwy internacjonalizm, wsparcie i wymiana doświadczeń z towarzyszami robotniczego trudu z innych krajów. Tacy właśnie ludzie rzucili wyzwanie Amazonowi, firmie która swój sukces zbudowała na biznesowej elastyczności, optymalizacji procesów do granic możliwości i śmiałemu wykorzystaniu nowych osiągnięć techniki (a nawet śmiałemu popychaniu tej techniki naprzód).

r   e   k   l   a   m   a

Pozostający w sporze zbiorowym z Amazonem związek zawodowy, korzystając z determinacji swoich działaczy i kompetentnemu korzystaniu zarówno z instrumentów prawnych jak i środków protestu (tu nikt nie boi się strajków) sporo najwyraźniej osiągnął w ciągu tej swojej działalności. Z opowieści przedstawionych podczas spotkania można się było dowiedzieć, że w porównaniu do pierwszych miesięcy działalności w Polsce amerykańskiego giganta e-commerce, sporo się zmieniło na lepsze – przynajmniej z perspektywy pracowników.

Wsparcie związku utrudniło bezpodstawne zwolnienia, udało się polepszyć nawet sytuację pracowników zatrudnianych nie przez Amazon lecz przez agencję pracy tymczasowej, groźba referendum strajkowego zmusiła nawet firmę Jeffa Bezosa do rozdania bonusów i zmniejszenia presji na wyrabianie „norm”. Członkowie związku zapłacili za to swoją cenę, z ich słów wynika, że firma stosuje inteligentną formę szykan za działalność związkową, czy też takie zarządzanie ich stanowiskami pracy, by w razie czego byli możliwie najmniej przydatni kolegom.

Z przedstawionych przez związkowców Inicjatywy Pracowniczej perspektywy wyłania się obraz firmy, w której ludzie są jedynie nieprzyjemną koniecznością – i która gdyby mogła, chętnie by się ich wszystkich pozbyła – gdyby miała na to jakiś sposób. To nawet nie o to chodzi, że ludzcy pracownicy są kosztem, z kosztami szkoleni w amerykańskiej doktrynie kapitalizmu menedżerowie umieją sobie radzić. Problem jest w tym, że z jednej strony ci ludzie nie są dość elastyczni (co gorsza, nie chcą być elastyczni), z drugiej zaś – ich nieodzowność w procesie produkcyjnym oznacza kłopoty, takie jak choćby konieczność liczenia się z prawami pracowniczymi poszczególnych krajów.

Etap przejściowy: robot obok robotnika

Sprawy pracownicze i związkowe pozostawię pracownikom i związkowcom. Waszą uwagę zwrócę na nowy, ciekawy głos w dyskusji o przyszłości pracy w zrobotyzowanej gospodarce. Mówi się, że roboty miałyby zastąpić ludzi, szczególnie w tych wszystkich względnie prostych, fizycznych pracach. Czekać by nas miało bądź ogromne bezrobocie, zakończone intensywną depopulacją Ziemi (wersja kapitalistyczno-ekologiczna) bądź też upowszechnienie bezwarunkowego dochodu podstawowego, w którym państwa opłacałyby życie swoich obywateli z podatków zebranych z właścicieli zrobotyzowanych środków produkcji (wersja humanitarno-socjalistyczna).

Z tego co mówią pracownicy Amazona, wyłania się obraz trzeciej drogi, nie mniej ciekawy, nie mniej niepokojący. Cybernetyka jako nauka o procesach i sterowaniu nimi miała początkowo fatalną prasę w Związku Radzieckim, do takiego stopnia, że określano ją jako burżuazyjną pseudonaukę, której celem jest przekształcenie robotnika w dodatek do maszyny. To czym straszyła 60 lat temu Wielka Encyklopedia Radziecka, dzisiaj staje się losem ludzi, którzy trafili do wysoce zautomatyzowanych miejsc pracy. Maszyna nie zastępuje człowieka. Maszyna używa człowieka do maksymalizacji swojej wydajności. Proces produkcji zostaje przeprojektowany tak, by na ludzkie dłonie i oczy zrzucić tylko te operacje, w których człowiek wciąż jest bardziej opłacalną inwestycja od robota, a wszystko inne zostaje oddane maszynie.

Tego właśnie boją się dziś pracownicy e-commerce'owego giganta – trafić na dział, w którym będą pracowali „ramię w ramię” z robotem, bez spowolnienia, w morderczym tempie, pod pełnym nadzorem zapewnionym przez czujniki Internetu Rzeczy. Takie działy już powstają – i choć dzięki wyższej produktywności pracownicy zarabiają tam więcej, to i zarazem zostają skuteczniej „wyciśnięci” z sił. Redukcja ludzkiej pracy do prostych, szybkich do przyuczenia czynności pozwala tych wyciśniętych szybko zastąpić nowymi.

Ktoś może powiedzieć, że nie ma przymusu pracy, niezadowoleni mogą się zwolnić, ale jest to dość naiwne ujęcie sprawy. Przewaga konkurencyjna, jaką dysponują te hiperskalowe internetowe sklepy, jest miażdżąca. Eksperymenty, jakie Amazon i eBay prowadzą z dostarczaniem zamówionych towarów w ciągu tego samego dnia likwidują ostatni atut zwykłych sklepów – natychmiastową gratyfikację po zakupie. Za kilka-kilkanaście lat nie będzie innej pracy fizycznej dla ludzi, niż ta wspomagana maszynami – a jak twierdzą ci, którzy jej doświadczyli, jest to praca naprawdę wyniszczająca.

Ku automatycznej hurtowni: ludzie mogą się zwolnić

Ludzkie przewagi są szczególnie zauważalne w chwytaniu, klasyfikowaniu i lokowaniu obiektów. Przeciętnemu pracownikowi Amazona potrzeba na to 5-10 sekund. Tymczasem z takim nieustrukturyzowanym chwytaniem roboty wciąż radzą sobie kiepsko. Rok temu firma Jeffa Bezosa ogłosiła więc pierwszy konkurs w tej dziedzinie, Amazon Picking Challenge, w której zespoły robotyków z całego świata rywalizowały o to, który zbuduje maszynę najszybciej i najlepiej chwytającą przedmioty. Wyniki nie oszałamiały, roboty nie potrafiły zejść poniżej półtorej minuty.

Przełom w tej dziedzinie przynieść może europejska platforma APPLE (Autonomous Picking and Palletizing). To samosterowny podnośnik, wyposażony w ramię z dwoma czułymi „palcami” do chwytania, który podnosi przedmioty w ciągu 24 sekund. Wciąż to wolniej, niż ludzki pracownik, ale znacznie szybciej, niż dotychczasowe roboty, testowane przez Amazona. Co ciekawe, APPLE jest zaprojektowane tak, by pracować w środowisku przystosowanym do potrzeb człowieka, więc ewentualne zastąpienie nim ludzkich pracowników nie wiązałoby się z koniecznością modyfikowania procesów produkcyjnych.

Jak twierdzą wynalazcy, komercyjne wersje APPLe mogą pojawić się na rynku za jakieś 5 lat – ale już teraz budzą wielkie zainteresowanie hurtowników, nie skąpiących pieniędzy na finansowanie tych badań. Uzupełnienie robotów transportowych maszynami zdolnymi do chwytania i selekcjonowania pozwoliłoby stopniowo redukować ludzką załogę, tak by docelowo na hali pozostało tylko kilku techników, reagujących w razie awarii maszyny.

Zamiast zmagania się ze związkami zawodowymi, Amazonowi zostałoby wówczas tylko zmaganie się z błędami w oprogramowaniu swoich robotów. A co na to sama Inicjatywa Pracownicza? No cóż, oni mają bardziej namacalne problemy tu i teraz. Jednak gdy już dojdzie do robotycznej rewolucji przemysłowej, chyba nie zechcą się po prostu poddać i położyć pod płotem, patrząc jak Jeff Bezos zarabia kolejne miliardy. Na swoich związkowych koszulkach noszą przecież napis – „Bez walki nie licz na lepsze życie”.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.