
Twórcy The Pirate Bay niedawno postawieni przed sądem zawsze twierdzili, że na działalności
serwisu mieniącego się największym trackerem torrentowym świata nie
zarobili zbyt wiele. Tymczasem okazuje się, że inny duży serwis
tego typu, Mininova, zarobił
w 2007 roku ponad milion euro.
Mininova.org to również ogromny serwis z bazą torrentów notujący
ponad 17 milionów odsłon dziennie. Mimo kontrowersyjnej, jak zwykle
w tej branży, działalności nikt tu nie kryje się z informacjami na
temat firmy, która stoi za serwisem. Siedziba znajduje się w
holenderskim Utrechcie, a wyniki finansowe publikowane są
regularnie dla każdego zainteresowanego, który zna niderlandzki i
zapłaci 9 euro za dostęp.
Tymi wynikami zainteresował się serwis Ars Technica, by przekonać się,
ile można zarobić na jednej z największych baz torrentów na
świecie. Okazuje się, że w 2006 roku przychody firmy wyniosły 600
tysięcy euro, by w 2007 roku wzrostnąć niemal dwukrotnie do poziomu
1,037 miliona euro. Niek van der Maas z Mininovy potwierdził
poprawność danych dodając, że źródłem przychodów są w przeważającej
większości reklamy w serwisie, ale także serwis Snotr.com i inne
akcje prowadzone z partnerami.
Nie ma co się oszukiwać - większość torrentów w bazie Mininovy
umożliwia pobranie treści chronionych prawem autorskim. Mininova w
przeciwieństwie do The Pirate Bay posiada jednak bardzo ściśle
określone procedury zgłaszania takich treści, ich weryfikacji i
usuwania. Niemniej w praktyce nietrudno się domyślić, że zgłoszenia
kończące się usunięciem pliku zdarzają się rzadko.
Jak zapewnia van der Maas, zyski Mininovy nie mają nic
wspólnego z naruszaniem prawa autorskiego. Powstaje jednak
pytanie, na które trudno jednoznacznie udzielić odpowiedzi - czy
faktycznie tak jest, skoro większość użytkowników generujących
odsłony i oglądających reklamy robi to w celu uzyskania chronionych
treści i złamania prawa? Choć z jednej strony wydaje się oczywiste,
ze Mininova czerpie zyski z piractwa, to jednak idąc tym tropem
można podobną tezę sformułować np. w przypadku Google i innych.
Sprawa jest więc bardzo delikatna, ale jedno jest pewne - gdyby
ktoś oficjalnie zakwestonował słuszność interesów Mininovy, firmie
na pewno nie zabraknie środków na ewentualną potyczkę sądową...