Internet to jednak potęga, nie
spodziewałem się aż takiego odzewu. Podumałem nad Waszymi uwagami i
napisałem kilka słów komentarza. Mam nadzieję, że wyjaśnienia będą
przydatne - jeśli nie, będziemy walczyć do skutku.
Oburzenie na system prawa
Duża część z Was oburza się na istniejące rozwiązania i prowadzi
dyskusje nie tyle o przepisach i wątpliwościach z nimi związanych,
ile o imponderabiliach i kwestiach wręcz filozoficznych. Moim celem
i zadaniem było skupić się na próbie opisanie obecnych rozwiązań.
Czy nam się to podoba czy nie, prawo obowiązuje, i nawet
najbardziej płomienne wypowiedzi na forum internetowym nie zmienią
faktu, że - w razie naruszenia przepisów - czekają nas sankcje,
cywilne lub karne. Aby rozumieć i bronić naszych praw musimy mieć
wiedzę - i propagacji tej wiedzy służy projekt zainicjowany przeze
mnie i vortal dobreprogramy. Tak więc uchylam się, póki co, od
dyskusji na temat czy powinno się pozwalać na szerszą "wolność",
ostrzej karać za "kradzież", dopuścić wprost legalność
rozpowszechniania przez Internet etc etc. Możemy to kiedyś
spróbować omówić w osobnym artykule. Warto tylko zaznaczyć, że
prawo musi stanowić pewien kompromis i z definicji jednostronne i
radykalne poglądy mają małą szansę na realizację (choć fakt, że
ostatnimi laty jedna ze stron przeważa. Ale to i tak fraszka w
porównaniu z patentowaniem oprogramowania).
Istota problemu związanego z mp3 i całą nową technologią leży w
czymś innym. Nawet jak mamy jakiś system prawny, nie oznacza to, że
wnioski, jak zachować się w konkretnej sytuacji są oczywiste i
jednoznaczne. Prawo nie jest systemem
zerojedynkowym. Wynika to z szeregu aspektów - wieloznacznego
słownictwa, klauzul generalnych, poglądów sądów i doktryny jak
rozumieć pewne konstrukcje. Niejednokrotnie nawet w tej samej
kwestii sądy zajmują sprzeczne stanowiska. Nie wynika to z braku
wiedzy czy błędu - tak po prostu zbudowano ten system. A
technologia informatyczna utrudniła stosowanie i interpretację
wielu przepisów. I dyskusja jak rozumieć obecne przepisy jest nie
tylko pożądana, ale wręcz konieczna i może mieć olbrzymi wpływ na
praktykę (czytaj: orzecznictwo).
Uwagi szczegółowe
Na początku samobiczowanie. Tak, wiem, że MP3 to format i
mówienie o nielegalności ściągania mp3 jest idiotyczne.
Zastosowałem skrót myślowy - rzecz jasna chodzi o ściąganie muzyki
(fonogramu) czy też innego utworu, a nie format jako taki. Taka
presupozycja. Wadliwa. Z drugiej strony tytuł "Prawne aspekty
legalności pobierania z sieci komputerowych fonogramów w postaci
pozbawionej corpus mechanicum" brzmi gorzej marketingowo.
Drugie trafne zastrzeżenie też wynika z pewnych założeń (acz już
nie błędu) - można by odnieść wrażenie z artykułu, że ponieważ
nigdy nie wolno nam ściągać programów komputerowych, nielegalny
jest pobór freeware'u czy trial'i. Oczywiście pisząc o pobieraniu
pliku (utworu) z Internetu miałem na myśli sytuacje, kiedy twórca
nie wyraża na to zgody (a jak milczy to nie wyraża) - rzecz jasna w
przypadku plików na portalu dobreprogramy taka zgoda jest udzielana
i nie mamy w ogóle problemu z "nielegalnością". O tej kwestii
zresztą więcej za tydzień.
Podobnie jest z wiekiem utworów - po 70 latach od śmierci twórcy
prawa majątkowe wygasają i taki utwór można kopiować i
rozpowszechniać. Nie zaznaczyłem tego, ze względu na objętość
artykułu i nikle znaczenie praktycznie (działa jako tako tylko przy
książkach i to w oryginale - pamiętajcie, że jak ktoś nagra
Beethovena, to przysługują mu prawa wykonawcy, a więc i tak nie
możemy tego rozpowszechniać - tym razem ze względu na interesy Pana
Zimermanna a nie Ludwiga van).
Sporo miejsca zajęły bojowe wypowiedzi o zabezpieczeniu mieszkań i
komputerów przed inwazją policji. Wypowiedzi te mają humorystyczny
i ściśle praktyczny aspekt. Humorystyczna jest próba "stawienia
oporu" policji przy omawianych wykroczeniach. Jak ktoś lubi mieć
większe kłopoty niż trzeba, proszę bardzo. Kwestia zaszyfrowania
dysków jest znacznie bardziej praktyczna. Otóż policja, jak i cały
aparat oskarżenia, musi nam udowodnić posiadanie nielegalnych
programów czy rozpowszechnianie plików. Rozpowszechnianie mogą
namierzyć, na upartego nie musza nawet brać nam dysku. Programy
komputerowe warto znaleźć. Jak zaszyfrujemy skutecznie (!) dyski to
może okazać się, że policja nie jest w stanie nam wykazać
naruszenia prawa. Nie mamy obowiązku "donosić" na siebie. Przy
okazji naruszenia miru domowego i zabierania całego komputera
zamiast dysku czy kopii dysku - zgadzam się, też uważam to za
nadużycie. Ale taka jest praktyka - można by zaskarżać i się
procesować i wcale niewykluczone (acz trudne), że proces taki byłby
do wygrania.
I jeszcze szybkie odpowiedzi na kilka pytań:
Czy można przechowywać utwory przez pewien czas (24h, 48h)?
Oczywiście nie. Nie ma takiego wyjątku, podobnie nie ma przepisu
który zezwalałby kopiować "pierwsze trzy takty" z utworu
muzycznego. Nie ma też znaczenia, czy usuniemy po pobraniu pliku
emule.
Radio internetowe - wolno pobierać opierając się na dozwolonym
użytku prywatnym (art. 23 prawa autorskiego). Pamiętajcie, że
nagrywając plik z radia internetowego nie rozpowszechniacie go, w
odróżnieniu od peer-to-peer, a więc takie działanie jest OK.
Wyrok włoski (w skrócie: w rozpowszechnianiu utworów przez
Internet w małej skali nie ma znamion przestępstwa) - najlepszy
przykład jak różnie można rozumieć prawo. Znam szanowanych
prawników, którzy wykluczają w ogóle stosowanie instytucji
dozwolonego użytku osobistego do Internetu (vide firmy
fonograficzne), część (w tym ja), którzy nie widzą takich
przeszkód, po ekstremum, które w ogóle obala zakazy
rozpowszechniania w Internecie (na różnej zresztą podstawie). Wyrok
włoski to takie właśnie ekstremum, ciekawe, ale nie opierałbym się
na nim za bardzo.
Wysyłka dla siostry płyty dvd ze zgranym z radia internetowego
plikiem mp3 z Polski do Włoch - tak, formalnie można by to zrobić,
znów dozwolony użytek osobisty - warto by sprawdzić prawo włoskie.
Acha, i nie ma już w UE celników.
Tak, gry w necie, to programy, choć może okazać się, że nie
tylko (mogą też być np. utworem audio czy filmem - co wpływa m.in.
na zakres praw osobistych do takich utworów).
Ryzyko posiadania pirackiej instalki bez jej zainstalowania -
hmmm .. i to jest dobry case na kolejną pisaninę. Wcale
nieoczywiste, ogromna ilość zmiennych.
Problem z emule i udostępnianiem tylko części pliku (nigdy
całego utworu) - tak, jest to pewna droga rozumowania, ale nie za
bardzo wierzę, że sąd da się przekonać, że nie mamy w tej sytuacji
do czynienia z rozpowszechnianiem utworu. Choć - ściśle i językowo
rzecz biorąc - można próbować bronić takiego stanowiska.
Kwestia usuwania zabezpieczeń (DRM-ów i innych) celem zrobienia
kopii zapasowej lub skorzystania z dozwolonego użytku - znów na
odrębny artykuł. To teraz jeden z bardziej gorących tematów,
zwłaszcza w świetle nienajlepiej zaimplementowanej dyrektywy UE. Są
stanowiska że wolno łamać zabezpieczenia i takie, że nie.