Kiedy byłem tak
mały, że wspinałem się jeszcze po drabinie do nocnika, mój tata
czytał mi każdego dnia. Komiksy. To na nich nauczyłem się czytać i
dzięki nim poznałem wiele nowych słów. Kiedyś pomagając w myciu
podłogi powiedziałem: "od tego sprzątania tracę prestiż". Słowo
przeczytane w jednym z komiksów Papcia Chmiela, użyte tam w
podobnym kontekście co moje sprzątanie, okazało się rozśmieszyć
domowników. Ale dlaczego, czyżbym użył go nieprawidłowo?
Jednym z obowiązków redaktorów portalu jest zatwierdzanie (lub
odrzucanie) publikowanych tutaj komentarzy. Czasem przynosi to
wiele frajdy, innym razem rodzi frustrację. Moja wynika najczęściej
z niezrozumienia słów, którymi komentujący posługują się. Nie znam
się na wtytle do bulbulatora i się na temat jego
konstrukcji nie wypowiadam. Okazuje się jednak, że wszelkiej maści
specjalistów namnożyło sie w Polsce na pęczki. Chętnie używają oni
takich słów jak "standardy", "bezpieczeństwo", "haker", "prawo",
"legalny" czy "pirat". Ze zrozumieniem tych słów jest już nieco
gorzej. To pierwsze jest szczególnie interesujące.
Prawdziwe słowo-wytrych: standardy. Jak się bowiem
okazuje z lektury nie tylko komentarzy ale i większych publikacji -
są one remedium na wszelkie bolączki ludzkości. Gdyby istniała
standardowa maść, pewnie leczyłaby i podagrę i oparzenia i
przywracałaby wzrok. Standard w powszechnym tego słowa rozumowaniu,
jest absolutem, do którego należy odnieść pewną funkcjonalność, by
określić jednoznacznie czy działa dobrze (a zatem jest standardowa
- doskonała), czy działa niezupełnie dobrze, lub wręcz źle (czyli
jest niezgodna ze standardami, wadliwa). Standard wymusza na
aplikacji, by zachowywała się w pewien określony sposób, bo
inaczej!...
Otóż okazuje się, że standard nikogo do niczego nie zmusza.
Paradoksalnie - standardów pozwalających opanować pewien problem
zawsze jest tyle, by każdy mógł wybrać coś dla siebie. I choć wielu
chciałoby mówić o standardach (z małej litery) i Standardach (z
wielkiej litery), nie ma tak naprawdę hierarchii ważności
standardów. Mówienie, że Open Document jest Standardem w przeciwieństwie
do Microsoft Office Open XML ma w sobie niewiele
z prawdy. Oba są (lub będą) standardami na opis informacji
tekstowej.
Standardy mają z założenia ułatwić wymianę danych między
aplikacjami. Mają robić to, by użytkownikowi pracowało się łatwiej.
Standardowy protokół POP3 pozwala nam na pobranie poczty z serwera.
Jako że informacja o braku wsparcia poczty Tlen.pl dla opisanego w
RFC polecenia POP3 pozwalającego na pobranie wyłącznie fragmentu
wiadomości (TOP) nie jest specjalnie popularna (nikt jej nie
nagłaśnia!), nikt nie mówi, że poczta tlenowa nie jest
standardowa.
Nikt się pocztą specjalnie nie przejmuje, w przeciwieństwie do
przeglądarek internetowych. O, tutaj jest prawdziwa wojna!
Użytkownicy "alternatywnych przeglądarek" wiedzą najlepiej, że ich
jest lepsza od tej drugiej. A od tej starej co to nie
obsługuje standardów to już w ogóle lepsza o kilka rzędów.
Standardów, których większość używających tego słowa nigdy nie
przeczytała ze zrozumieniem. Ponownie - to, że mam w rodzinie lub
spotykam w tramwaju albo w piaskownicy specjalistę od
bulbulatorów nie daje mi prawa instruowania innych w
temacie funkcjonowania wtytła.
W tej pogoni za standardami użytkownicy zapomnieli o sobie.
Standardy powinny ułatwiać im komunikację. W mrocznych czasach
wojny IE z Netscape powstawały strony, które mogli oglądać
użytkownicy wyłącznie jednej z wiodących przeglądarek. Jedne z
nich, te "wyłącznie dla IE" ostały się w sieci do dziś. Są ludzie,
którzy słusznie krytykują taki model Internetu, w którym istniały
dwa "standardy". Bo strony wyłącznie dla IE są złem. Ci sami ludzie
w ramach idei takich jak Browse Happy tworzą teraz strony zgodne ze
standardami, które wyglądają poprawnie w każdej przeglądarce, tylko
nie w IE. Ci sami ludzie, którzy odradzają publikowanie różnych
treści dla różnych przeglądarek (bo Opera nie jest przecież gorsza
niż inne i nie ma potrzeby serwować jej odmiennego kodu HTML)
umieszczają na stronie "pasek ostrzegawczy" widoczny wyłącznie w
IE. Informuje on, że strona przeglądana jest w przestarzałej
przeglądarce. Hipokryzja? Celowe działanie? Niewiedza? Której opcji
byśmy nie wybrali, mamy do czynienia z działaniem, które szkodzi
nam - użytkownikom Internetu.
Uszczęśliwianie na siłę jest złe. Nie chcę - nie instaluję
Firefoksa. Nie czyni mnie to głupszym od użytkownika "alternatywnej
przeglądarki", bo podobnie jak on dokonałem świadomego wyboru. Być
może nawet bardziej świadomego niż on, bo ja z racji zawodu muszę
znać te standardy. Wiedza nie przeszkadza mi w tworzeniu stron,
które wyglądają tak samo w każdej przeglądarce. Nie są oparte o
tabelki, posiadają szereg udogodnień dla niepełnosprawnych i są
zgodne ze standardami (walidują się). Nie czynię wymówek i nie idę
po linii najmniejszego oporu tworząc stronę dla Opery i Firefoksa
przykrywając się sloganem. Bo zależy mi na tym, by jak najwięcej
osób mogło skorzystać ze strony. W ogóle mówienie, że strona jest
zgodna ze standardami, bo jest poprawnie walidowana i wyświetla się
dobrze w Firefoksie i Operze wskazuje jednoznacznie na
nieuctwo.
Uszczęśliwianie na siłę jest złe. Jest jeszcze gorsze, gdy
przybiera formę fanatyzmu: ja, dobry przeciw tym, złym. Jest
ohydne, gdy wyzwala agresję i epatuje złością chorego ze zgryzoty
człowieka. Usłyszcie mnie! Ja Wam przekazać chcę prawdę. Dlaczego
nikt mnie nie słucha? Czy to już bezsilność? Internet żyje
nieukami, ludźmi, którym zdolność logicznego postrzegania
przesłoniły slogany. A w slogan można wpisać dowolny produkt -
Internet Explorer, Opera, Firefox - zawsze będzie się zgadzał. Ale
to nie znaczy, że jest prawdziwy, wyznawcy marketingu bez
technicznej wiedzy.
Na konferencji Macworld w Bostonie w 1997 roku Steve Jobs
powiedział, że skoro Apple + Microsoft oznacza 100% rynku, to
cokolwiek stworzą razem, staje się de facto standardem. To
twierdzenie pozostaje prawdą do dziś, nawet jeśli dzięki impetowi
Open Source jest trzech graczy na rynku. Albo coś tworzone jest
wspólnie, albo wcale. Na szczęście rozumieją to np. deweloperzy
Firefoksa i IE7. Kiedy zrozumieją to społeczności?
Ja się nie znam to się chętnie wypowiem - Stanisław
Tym