r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

O jedno przekleństwo za wiele: obrażona programistka odchodzi ze społeczności linuksowego kernela

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Grono deweloperów linuksowego jądra pomniejszyło się o jedną osobę. Słyszeliśmy już o niej wcześniej – pani Sarah Sharp znana była nie tyle ze swoich osiągnięć programistycznych, co przede wszystkim z ostrej krytyki języka używanego przez Linusa Torvaldsa i jego kolegów. Nie wykształcony w duchu anglosaskiej poprawności politycznej Fin doprowadził do stworzenia społeczności programistów, w której ludzie prosto w oczy mówią sobie najgorsze rzeczy, szanując się jedynie za techniczną kompetencję i pomysłowość. Z taką to społecznością Sharp nie chce mieć nic wspólnego – i w pełnym żalów wpisie na swoim blogu ogłasza, że odchodzi i nigdy więcej nie wyśle żadnej łatki, raportu o błędzie czy sugestii na listę dyskusyjną… chyba że zmuszą ją do tego obowiązki zawodowe.

Czuję się bezsilna w społeczności, która ma „Kod konfliktów” bez określonej listy zachowań, których należy unikać, i zębów, którymi mogłaby tego dopilnować. Wolałabym, by w komunikacji między członkami społeczności kernela Linuksa było więcej szacunku, by opiekunowie znaleźli zdrowsze sposoby na rozładowanie swojej frustracji, by, jądro Linuksa miało więcej opiekunów, tak by nie musieli oni być tak dosadni i bezceremonialni – skarży się Sarah Sharp, której spór z Linusem Torvaldsem o to, co dopuszczalne, a co powinno być zakazane trwa już od ponad dwóch lat.

Już w 2013 roku Torvalds przypomniał bowiem, że choć Sharp wezwała go do profesjonalnego zachowania na listach dyskusyjnych, to on zachowywać się poprawnie nie będzie, ponieważ jest Finem, a w Finlandii ludzie zachowują się szczerze. A to oznacza, że wyzwiska, wyśmiewanie, a nawet życzenia śmierci kierowane pod adresem projektantów czipów ARM nie skończą się. Co gorsza, w dyskusjach linuksowych deweloperów można napotkać też seksistowskie i homofobiczne dowcipy – i uchodzi im to na sucho.

r   e   k   l   a   m   a

Z tak okropnym człowiekiem jak Linus Torvalds pani Sharp współpracować więc nie może. Zrozumiała otóż, że nie ma dla niej miejsca w społeczności, która szanuje ją tylko ze względu na umiejętności techniczne, ale gdzie nikt nie ma dla niej osobistego szacunku. Przyznaje zarazem, że ona sama ma szacunek dla technicznych osiągnięć społeczności deweloperów kernela, ale nie może zaakceptować pouczeń, w których jest niszczona jako osoba.

Teraz pani Sharp, gdy nie będzie zmuszana przez swojego pracodawcę do zrobienia czegoś dla Linuksa (pracuje obecnie w Intelu nad sterownikami grafiki dla Chrome OS-a), zajmować się będzie inicjatywą Outreachy, mającą zachęcać kobiety do zaangażowania w oprogramowanie Open Source.

Reakcje społeczności na deklarację pani Sharp są podzielone. Sam Linus się nie wypowiedział, i trudno sądzić, by odejście siejącej ferment w społeczności programistki zrobiło na nim szczególne wrażenie, tym bardziej że jej kluczowe obowiązki jako opiekunki kodu dla USB 3.0 dawno przejął już ktoś inny. Niektórzy oskarżają twórcę Linuksa, o to że jest drugim Stevem Jobsem, inni mówią, że należy postawić barierę przed tymi wszystkimi wojownikami o społeczną sprawiedliwość i zahamować feminizację miejsc pracy – jeśli ktoś nie jest w stanie znieść atmosfery fińskiego modelu zarządzania, tzw. management by perkele, w którym stawia się na efektywność, szybkość decydowania i nie waha używać siły, to może faktycznie powinien poszukać sobie innej pracy?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.