r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Piraci z Karaibów: Antigua uruchomi legalny serwis z filmami i muzyką niemal za darmo?

Strona główna Aktualności

Obrońcy własności intelektualnej czy praw autorskich swoją antypiracką działalność nierzadko uzasadniają odwołaniami do obowiązującego prawa – w zdecydowanej większości systemów prawnych interes producenta czy autora jest uznawany za ważne dobro społeczne, potrzebujące ochrony w stopniu nie mniejszym niż np. własność prywatna. Takie postrzeganie praw autorskich sięga jeszcze czasów XVII wieku, kiedy to król Karol II Stuart pierwszy zatroszczył się o interesy wydawców książek, rujnowanych przez drukarzy wydających „na boku” tanie, dostępne cenowo dla ludu książki. Co jednak obrońcy praw autorskich mogą powiedzieć w sytuacji, w której piractwo nie tylko przestaje być przez prawo zakazane, ale staje się otwarcie dozwolone? Czy wówczas przedstawiciele medialnych koncernów zaczęliby wzywać do nieposłuszeństwa wobec złego prawa?

To już nie jest tylko gdybanie nad problemem z zakresu etyki czy filozofii prawa. Na początku XXI wieku, w byłej brytyjskiej kolonii, niespełna stutysięcznym karaibskim państwie Antigua i Barbuda, kwitł hazardowy biznes. Kasyna przyciągały setki tysięcy turystów, a ich internetowe wersje dostępne były milionom. W hazardowej branży pracowało kilka tysięcy mieszkańców tych karaibskich wysp, przychody samych internetowych kasyn przekraczały miliard dolarów rocznie.

Biznes kwitłby pewnie dalej – władze wysp postawiły na ekspansję elektronicznego handlu, w nadziei że uniezależnią gospodarkę od turystyki, gdyby nie zachowanie administracji Stanów Zjednoczonych. USA w 2002 roku wprowadziły całkowity zakaz dostępu do usług online'owego hazardu, oferowanych przez zlokalizowanych na Karaibach operatorów. Intencje stojące za zakazem były dwojakiego rodzaju. Chodziło nie tylko o kwestie gospodarcze, ale też obyczajowe: hazard to w oczach konserwatywnych polityków to przecież zło porównywalne z prostytucją czy narkotykami, którego nawet jeśli nie można całkiem zakazać, to należy je ściśle kontrolować. Dla uzależnionego od dostępu do rynku wielkiego sąsiada karaibskiego państwa był to wielki cios. Ostatecznie niemal połowa internetowych hazardzistów mieszka w USA. W ciągu kilku miesięcy zamknięto większość internetowych kasyn, na bruk poszły tysiące ludzi. Dziś przychody z internetowych kasyn w Antigui są znikome, w branży pracuje może 400 osób.

Początkowo władze Antigui próbowały z USA negocjować. Gdy negocjacje spełzły na niczym, wyspiarskie państwo, jako członek Światowej Organizacji Handlu (WTO), wniosło sprawę o nielegalne naruszenie wolności handlu przed panel arbitrażowy tej organizacji. W 2003 roku trzyosobowy zespół sędziowski wydał orzeczenie, w który uznał, że amerykańskie restrykcje naruszają umowy międzynarodowe, online'owe kasyna działające w Antigui są legalnymi przedsięwzięciami i jako takie mają pełne prawo dostępu do amerykańskiego rynku.

Orzeczenie panelu WTO nic nie zmieniło. Przedstawiciel USA w tej organizacji stwierdził po prostu, że prawo federalne jego kraju całkowicie zakazuje wszelkich form hazardu, jakie mogłyby być zaoferowane przez operatorów działających na Karaibach. W tej sytuacji WTO pozostało jedynie w listopadzie 2004 roku wydanie orzeczenia w formie oficjalnego raportu. Pomogło to na tyle, że USA niemal natychmiast złożyły apelację od wyroku, a niezrażona tym Antigua wniosła swój wniosek o odrzucenie apelacji. Werdykt komisji odwoławczej okazał się dla Stanów jeszcze bardziej miażdżący. Nie tylko uznano, że USA złamały swoje obietnice w zakresie respektowania wolnego handlu, ale też wprowadziły nielegalne środki, naruszające zobowiązania wynikające z układu GATS. Co gorsza, uznano też, że USA nie mogą powołać się na „ochronę moralności”, pozwalającą niekiedy państwom na bezkarne naruszanie traktatu o wolnym handlu – ponieważ pozwalają lokalnym operatorom na niektóre formy internetowego hazardu, w szczególności obstawianie wyścigów konnych.

Finalnie w 2007 roku WTO przyznało Antigui prawo do odszkodowania. Co prawda nie w żądanej wysokości (ponad 3 mld dolarów), ale przyznana kwota też nie była symboliczna: karaibskie państwo zyskało prawo do wprowadzenia sankcji handlowych przeciwko USA w wysokości do 21 milionów dolarów rocznie. Jak jednak maleńka Antigua mogłaby wprowadzać sankcje przeciwko globalnemu supermocarstwu? Otóż decyzją panelu arbitrażowego WTO, ma ona prawo do zawieszenia praw ochrony własności intelektualnej i znaków handlowych podmiotów z USA, chronionych przez WTO na mocy układu TRIPS. W praktyce oznacza to, że Antigua ma prawo do legalnego udostępniania treści chronionych prawem autorskim, bez jakiejkolwiek rekompensaty dla amerykańskich producentów.

Od werdyktu minęło ponad pięć lat, nikt już nie sądził, że Antigua odważy się zrealizować swoje prawa. A jednak – serwis TorrentFreak donosi, powołując się na źródła związane z rządem karaibskiego państwa, że przygotowywane jest tam uruchomienie ogromnego medialnego hubu, sprzedającego „za grosze” amerykańskie filmy czy muzykę. Doradca rządu Antigui, pan Mark Mendel, miał to skomentować: Nie ma na świecie żadnej siły, która mogłaby nas przed tym powstrzymać, ponieważ mamy aprobatę ze strony władz międzynarodowej organizacji WTO.

USA już zapowiedziały, że jeśli Antigua zdecyduje się na taki czyn, to „zaszkodzi to tylko jej interesom”. Nie oznacza to, że kompania marines wyląduje na karaibskich wyspach, by wprowadzić na nich demokrację – po prostu wspierane przez rząd piractwo zniszczy szanse na porozumienie, które przyniosłoby Antigui realne korzyści. Stanie się także przeszkodą dla zagranicznych inwestycji w gospodarkę Antigui, w szczególności w sektorze high-tech. Według lokalnych źródeł, groźby te jak na razie nie wywarły na nikim należytego wrażenia.

Co mogą w tej sytuacji zrobić Stany Zjednoczone? Na pewno mogą zablokować płatności za usługi świadczone czy to przez internetowe kasyna, czy legalny piracki hub. Świat się jednak nie kończy na American Express i PayPalu, a grożenie zlokalizowanym poza USA operatorom płatności zostałoby zapewne uznane przez WTO za nielegalne i ukarane nowymi sankcjami. Wojna handlowa wisiałaby już wówczas tylko na włosku. Bez względu na to, co się teraz stanie, na pewno będzie ciekawie. Przygotujcie piwo i orzeszki.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.