r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Piractwo kwitnie na polskich wsiach: rolnicy korzystają z nielicencjonowanej informacji genetycznej

Strona główna AktualnościBIZNES

Co ma ze sobą wspólnego Wolne Oprogramowanie i rolnictwo? Wbrew pozorom, całkiem sporo. Łączą te dziedziny kwestie praw do informacji. Dobrze znany naszym Czytelnikom Richard Stallman wielokrotnie wypowiadał się na tematy związane z patentowaniem żywych organizmów – a dziś jego słowa warto ponownie przypomnieć, w świetle akcji jaką Agencja Nasienna prowadzi przeciwko polskim rolnikom.

Wbrew nazwie, Agencja Nasienna nie jest organem państwowym. To prywatna spółka, która reprezentuje interesy hodowców roślin, w tym także firm zagranicznych. W swojej działalności skupia się na „uporządkowaniu rynku nasiennego w Polsce”. Na jej stronie internetowej zobaczymy groźnie brzmiące hasła: „wyłączne prawo do odmian roślin”, „naruszenie wyłącznego prawa”, „obowiązek informacyjny” – niewtajemniczonemu internaucie może to skojarzyć się z antypirackimi organizacjami pokroju ZAiKS-u czy BSA.

I wcale niebezpodstawne będzie to skojarzenie, gdyż związane z tematyką rolniczą media otwarcie mówią o „piractwie nasiennym na polach”. Chodzi o przepisy wprowadzone ustawą z 26 czerwca 2003 r. o ochronie prawnej odmian roślin, które zabraniają rolnikom wysiewania czegokolwiek innego niż kwalifikowany materiał siewny, zakupiony u licencjonowanego sprzedawcy. Sama Agencja Nasienna informuje:

r   e   k   l   a   m   a
Wysianie materiału z targu, z ogłoszenia lub od sąsiada (…) narusza wyłączne prawo do odmiany. Można je porównać do piractwa komputerowego lub muzycznego, polegającego na nielegalnym kopiowaniu i rozpowszechnianiu programów komputerowych lub utworów muzycznych.

Choć to może wydawać się niepojęte, rośliny istniały na świecie na długo przed tym, zanim pojawiły się firmy zrzeszone w Agencji Nasiennej, dysponują one bowiem dziwną właściwością – same z siebie wytwarzają nasiona. Rolnik mógłby wówczas sam zebrać te nasiona ze swoich zbiorów, by wysiać je na swoim polu w następnym roku. Ustawa przewiduje taką sytuację, nazywa to „odstępstwem rolnym”, dopuszczając dla niektórych roślin – jednak takie wykorzystanie licencjonowanych nasion nie zwalnia rolnika z obowiązku uiszczenia opłaty na rzecz hodowcy.

Skąd jednak hodowca miałby wiedzieć, co sieje rolnik na swoim polu? Tu kłania się obowiązek informacyjny, jaki nałożył na rolników ustawodawca. Otóż hodowcy lub organizacje hodowców mogą zwrócić się do rolników z formalnym zapytaniem o to, kiedy i w jakim zakresie korzystali z odstępstwa rolnego, a ci zobowiązani są na to odpowiedzieć. Jeśli odmówią – sprawa idzie do sądu. Organizacje hodowców mają także prawo przeprowadzania niezapowiedzianych kontroli materiału genetycznego i jeśli wykryją, że rolnik bezprawnie korzystał z licencjonowanych roślin, również wnoszą sprawę do sądu.

To wszystko dzieje się na ogromną skalę. Jak informują rolnicze media, na wsiach trwa prawdziwe polowanie na „nasiennych przestępców”, do sądów trafiło już ponad dwa tysiące spraw dotyczących odmowy udzielenia informacji o stosowanym materiale siewnym. Jak argumentują przedstawiciele Agencji Nasiennej, to konieczne, ponieważ opłaty licencyjne trafiają do firm hodowlanych, pozwalając opracowywać nowe, coraz lepsze odmiany roślin – a to przecież kosztuje.

Jak do tej pory w Polsce po stronie rolników nie wstawił się nikt znaczący, we wszystkich sprawach sądy przyznawały rację Agencji. Warto w tym kontekście przywołać historię z 2009 roku, kiedy to wspólnie przed Urzędem Patentowym w Monachium demonstrował osobliwy sojusz: przedstawiciele Foundation for a Free Information Infrastructure, niemieckiej Partii Piratów, stowarzyszenia niemieckich biskupów katolickich Miseror, Greenpeace, rolniczych związków zawodowych, oraz Free Software Foundation, właśnie ze wspomnianym Richardem Stallmanem. Poszło właśnie o patenty na żywe organizmy.

Podczas swojego wystąpienia pionier Wolnego Oprogramowania stwierdził, że patenty na rośliny i zwierzęta uderzają w rolników i ich pracę, tak jak patenty na oprogramowanie uderzają w programistów i ich pracę. Sięgnął po porównania do muzyki, zauważając, że każde dzieło bazuje na czymś uprzednio wymyślonym: nawet Beethoven nie mógłby wymyślić muzyki od zera, nikt nie mógłby sam wymyślić informatyki od zera, nikt nie może stworzyć żywego organizmu od zera. Firmy takie jak Monsanto próbują jedynie zablokować naturalny proces rozpowszechniania informacji biologicznej przez kopiowanie.

Tymczasem jak zauważa Stallman, rolnicy przez tysiąclecia wykorzystywali tę moc żywych organizmów do kopiowania się poprzez rozmnażanie. Na tym przecież polegało rolnictwo – na kopiowaniu roślin, odtwarzaniu ich z zebranych z plonu nasion, rok po roku. A teraz ten naturalny proces zostaje po prostu zakazany, rządy na całym świecie biorą stronę monopolistów, kontrolujących podaż nasion.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.