r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Po wirtualnej rzeczywistości nadszedł czas na wirtualne... nosy

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Urządzenia oferujące wirtualna rzeczywistość zdobywają coraz większą popularność i liczbę zastosowań. Niezależnie od tego, czy gogle VR wykorzystywane będą w celach edukacyjnych czy rozrywkowych, po dłuższych sesjach z urządzeniem bardzo prawdopodobne jest pojawienie się u gracza negatywnych skutków. Perspektywa zawrotów głowy czy nawet mdłości wywołanych przez wirtualną rzeczywistość może skutecznie odstraszyć potencjalnych klientów. Remedium na tego typu problemy może być nasum virtualis, czyli po prostu... wirtualny nos.

Usuwanie nosa z pola widzenia odbywa się wskutek procesu przypominającego opisywaną przez nas w nieco innym kontekście habituację. Mózg automatycznie odrzuca dobrze znane sobie bodźce, jeżeli w ich wyglądzie nie zaszła istotna zmiana. Z tego powodu ludzie nie zauważają oprawek własnych okularów czy grzywki. Zatem mimo że trudno sobie przecież wyobrazić, aby człowiek był do czegoś przyzwyczajony bardziej, niż do swojego nosa, to na co dzień go nie widuje.

Najważniejszą przyczyną odczuwania dyskomfortu, zawrotów głowy i mdłości podczas zbyt długiego poruszania się w wirtualnej rzeczywistości jest desynchronizacja bodźców wzrokowych z błędnikiem, a konkretniej przedsionkiem. Jedyną dotychczas znaną metodą oszukania ludzkiego mózgu było umieszczenie gracza w wirtualnym kokpicie, np. za kierownicą samochodu. Wówczas układem odniesienia był nieruchomy kokpit, co skutecznie niwelowało negatywne skutki korzystania z gogli VR.

r   e   k   l   a   m   a

Na dłuższą metę osadzanie gracza w wirtualnym kokpicie czy nawet egzoszkielecie dość znacznie ograniczałoby tematykę gier, a zatem zastosowań urządzenia. Bradley Ziegler, student Purdue University w stanie Indiana, podczas badań tej kwestii wpadł na pomysł genialny w swojej prostocie. Stwierdził, że nieruchomym układem odniesienia, który zwiększy komfort przebywania w wirtualnej rzeczywistości może być wirtualny nos. Przeprowadzone badania zdają się potwierdzać ten stan rzeczy.

Eksperyment przeprowadzono na próbie 41 osób, którym zaprezentowano dwie symulacje. Pierwszą z nich był spacer po luksusowej willi – badany zwiedzał wirtualny budynek bez pośpiechu, nieobecne były żadne elementy mogące zwiększyć dynamikę prezentacji. Drugą częścią eksperymentu była symulacja kolejki górskiej, dzięki której badani doświadczali dużo bardziej intensywnych przeżyć. Skutkowało to także znacznie szybszym pojawieniem się zawrotów głowy.

W przypadku pierwszej symulacji wyświetlanie wirtualnego nosa wydłużyło czas komfortowego korzystania z gogli o ponad 94 sekundy. W przypadku drugiej zaledwie o nieco ponad dwie sekundy. W obu prezentacjach jest to na tyle istotna różnica, że według badanych nie może być mowy o przypadku. Najciekawsze w całym eksperymencie jest jednak to, że badani... kompletnie nie zauważyli wirtualnego nosa. Na razie badacze nie są w stanie określić dlaczego nasum virtualis ma tak istotny wpływ na odbieranie przez mózg bodźców. Długofalowym celem naukowców z Purdue University jest stworzenie całego modelu reakcji, których zbadanie pozwoli w przyszłości na dłuższe i przyjemniejsze korzystanie z wirtualnej rzeczywistości.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.