r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pogłębia się przepaść między wizjami Mozilli i Google: jaki los czeka wtyczki do przeglądarek?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Mozilla konsekwentnie realizuje swój plan wyeliminowania z WWW treści wyświetlanych za pomocą dodatkowych wtyczek. Już w Firefoksie 17 wprowadzono automatyczne blokowanie nieaktualnych ich wersji. Teraz poinformowano, że znajdujący się w kanale beta Firefox 24 automatycznie zablokuje wszystkie wersje wtyczki Javy, nawet te aktualne – aby skorzystać z webowego oprogramowania w Javie, użytkownicy będą musieli ręcznie ustawić uprawnienia uruchamiania Javy dla danego adresu internetowego. Na tym jednak walka z wtyczkami się nie zakończy.

Już w Firefoksie 26 domyślnie zablokowane będą wszystkie wtyczki do przeglądarki poza Adobe Flashem – nie tylko Java, ale też wtyczki Adobe Readera, Silverlighta, DjVu, QuickTime'a, Google Earth, Shockwave czy VLC. Oficjalnym uzasadnieniem takiego stanu rzeczy ma być przyspieszenie uruchamiania przeglądarki i zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników, poprzez zmniejszenie potencjalnej powierzchni ataku.

Uruchomienie zablokowanej, a wymaganej do odtworzenia zawartości strony wtyczki nie powinno być jednak trudne. Podobnie jak w wypadku zablokowanej Javy, wystarczyć ma kliknięcie Zezwól w pasku AwesomeBar. Użytkownicy będą też mieli możliwość zapisania swoich wyborów na stałe, tak by dana wtyczka była ładowana zawsze wtedy, gdy jest potrzebna.

Domyślne traktowanie Javy i innych wtyczek jako niebezpiecznych, bez względu na ich aktualność, to w świetle ostatnich opinii ekspertów od bezpieczeństwa posunięcie całkiem rozsądne. Bezpieczeństwo nie może być tu jednak jedynym wytłumaczeniem – Mozilla wiele inwestuje w rozwój standardowych technologii webowych, pozwalających zarówno na odtwarzanie mediów i odczytywanie dokumentów, jak i uruchamianie rozbudowanych aplikacji, mających dorównywać wydajnością aplikacjom desktopowym. W znaczącym stopniu twórcom Firefoksa się to udało – ich pdf.js dobrze zastępuje Adobe Readera, odtwarzanie natywnego wideo HTML5 jest już wydajniejsze niż odtwarzanie przez Flasha, a aplikacje skonwertowane na asm.js/OdinMonkey zadziwiają szybkością.

Google, drugi wielki gracz w technologiach przeglądarkowych, ma jednak zupełnie inne podejście do wtyczek. Nie tylko nie zamierza utrudniać z nich korzystania, ale aktywnie rozwija aplikacje webowe, które bez wtyczek nie będą działały. Google Chrome dostarczane jest obecnie z domyślnie włączonymi wtyczkami Flasha, Native Clienta, czytnika PDF, modułu DRM Widevine i klienta zdalnego pulpitu. W tym tygodniu Google wprowadziło też do swojej sieci społecznościowej Google+ nowy edytor grafiki Snapseed, będący aplikacją napisaną w C i uruchamianą w Native Cliencie, a co za tym idzie, dostępną w praktyce tylko dla Chrome i przeglądarek bazujących na Chromium.

Microsoft z kolei wydaje się być zdecydowanie bliższy podejściu Mozilli – Internet Explorer dla Modern UI działa bez jakichkolwiek kontrolek ActiveX, (standardowa, desktopowa wersja IE wtyczki oczywiście wciąż obsługuje). Redmond też niejednokrotnie podkreślało, że przyszłością WWW ma być HTML5, a nie technologie bazujące na wtyczkach (nawet jeśli są to jego technologie, takie jak Silverlight).

Jak na razie trudno jednak wyobrazić sobie WWW bez wtyczek. Typowy Kowalski długo jeszcze będzie korzystał z Flasha do oglądania YouTube (gdyż w większość interesujących klipów wideo jest w odtwarzaczu HTML5 niedostępna), będzie czatował w Interii czy Wirtualnej Polsce z wykorzystaniem wtyczki Javy, a PDF-y przeglądał przez wtyczkę Adobe Readera. Jeśli zaś Google zacznie swoje popularne aplikacje rozbudowywać o kolejne atrakcyjne funkcje działające tylko dzięki wtyczce przeznaczonej dla Chrome, to zapewne prędzej zainstaluje Chrome, niż zacznie się zastanawiać nad słusznością technologicznego puryzmu Mozilli.

Na pewno Kowalskiemu taką zmianę Google tylko ułatwi. Tak się stało już przy Snapseedzie: wprowadzając do Google+ nowy edytor, usunęło stary, który w Firefoksie i IE działał bezbłędnie. Teraz użytkownikom innych przeglądarek pozostało tylko kilka podstawowych funkcji, takich jak kadrowanie czy rotacja. Jeśli chcieliby zdjęcie czy grafikę bardziej przerobić, klikając przycisk „Edytuj”, to nie dostaną starego edytora, lecz link do pobrania Google Chrome.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.