Najpierw warto spojrzeć, na co tak naprawdę pozwala wspomniany Remote Control System. Okazuje się, że jego możliwości są naprawdę spore. Instalowany jest na urządzeniach końcowych przy użyciu co najmniej 7 znanych exploitów (wykorzystuje się do tego celu zainfekowane pliki Worda) wykorzystujących luki typu 0day. Gdy koń dostanie się już do systemu, pozwala na przechwytywanie korespondencji email, odczytywanie loginów i haseł używanych w przeglądarce internetowej (możliwe, że działa także jako keylogger), nagrywanie rozmów Skype, czy podglądanie danych z kamery i nagrywanie dźwięku z mikrofonu w jaki jest wyposażone urządzenie. Pytanie: jak dane trafiają do samych „zainteresowanych” wrażliwymi informacjami? Do tego wykorzystywane są serwery proxy oraz, o ironio, sieć TOR. Ma to zabezpieczyć ruch przed wykryciem oraz przechwyceniem. Mimo wszystko, pracownicy Citizen Lab stworzyli system pozwalający na stwierdzenie, gdzie trafiają dane.
Jak się okazało, ponad 100 adresów należało do polskiego oddziału sieci Orange i działało w ramach usługi Neostrada. Serwer nadal jest aktywny i choć możliwe, że ktoś jedynie używał Orange jako „tranzytu”, to fakt używania oferty tego operatora przez organy ścigania skłania ku myśleniu, że inwigilacja przez rząd jednak jest możliwa. Gdyby te dane się potwierdziły, Polska znalazłaby się wśród państw takich jak Turcja, Egipt, Arabia Saudyjska, Kazachstan czy Maroko. A czy do Was trafiły może „przypadkowo” podejrzane dokumenty tekstowe?