r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Posłowie podjęli walkę z trollami uzbrojonymi w prawo autorskie

Strona główna AktualnościBIZNES

Zarabianie na internautach pod przykrywką egzekwowania prawa autorskiego, czyli copyright trolling, jeszcze niedawno było zjawiskiem mało znanym, kojarzonym raczej z absurdami dalekich Stanów Zjednoczonych. Ostatnie wydarzenia sprawiły jednak, że zdobyło przeciwników wśród polskich internautów, a także w polskim Sejmie. W ostatnich tygodniach podjęte zostały pierwsze kroki, mające zabezpieczyć nas przed różnymi formami trollowania.

Mimo iż działaniami, jak rozsyłanie pism wzywających do zapłaty w imieniu wytwórni, w Polsce zajmują się kancelarie prawników, gołym okiem widać tu znamiona nadużyć. Często zdarza się, że pisma trafiają do osób zupełnie ze sprawą niezwiązanych, mają oskarżający i zastraszający charakter, a przez odbiorców traktowane są jak próby wyłudzenia zdecydowanie zbyt wysokich kwot. Z drugiej strony wydawcy i prawnicy nie rozróżniają osób naruszających prawa autorskie od osób o to podejrzanych, co również widać w treści pism. Problem dotyka w naszym kraju coraz większej liczby osób i na razie nie wiadomo jak go zwalczyć (postępowanie dyscyplinarne nie wystarczy). Jest jednak kilka pomysłów.

Podstawą do opisanego wyżej działania, które prowadzą prawnicy, jest artykuł 116, ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

r   e   k   l   a   m   a
1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystycznego wykonania, fonogramu, wideogramu lub nadania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

We wrześniu poseł Andrzej Jaworski i prawnik Bogusław Wieczorek zaproponowali usunięcie tego artykułu z Ustawy. Poprawka ma umożliwić dochodzenie osobom poszkodowanym swoich praw bez angażowania w to całego państwa, jak tłumaczył poseł. Prawnik, który z nim współpracował przy tym pomyśle, na swoim blogu napisał:

Oznacza to, że zagrożone karą jest każde rozpowszechnienie, choćby piosenki czy artykułu, którym dzielą się użytkownicy portali społecznościowych lub blogerzy [...] Przestępstwo przewidziane w art. 116 ust. 1 ustawy dokonywane jest bez korzyści majątkowej dla kogokolwiek, najczęściej w sposób nieświadomy i nie ma na celu pokrzywdzenia uprawnionego z praw autorskich. Wobec powyższego, kryminalizacja takich zachowań stoi w sprzeczności z zasadniczymi wartościami, które prawo karne winne jest realizować.

Usunięcie wspomnianego wyżej ustępu prawnik traktuje jako absolutne minimum, zmierzające do racjonalizacji zagrożenia prawnokarnego dla przeciętnego użytkownika Internetu. Zagrożenie z tytułu osadzania ogólnodostępnych materiałów na innych stronach odsunął już Europejski Trybunał Sprawiedliwości, ale wciąż nie mamy potwierdzenia w polskim prawie. Po proponowanych zmianach zaś karalne miałoby być jedynie naruszanie praw autorskich w celach zarobkowych. Tym samym ma skończyć się naciąganie internautów na niemałe kwoty za pobranie filmu i absurdalnie wysokie grzywny.

Andrzej Jaworski nie jest jedynym, który stara się walczyć z copyright trollingiem. Interapelacje wpłynęły do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tę pierwszą złożył Kazimierz Ziobro 3 września. W niej zwrócił uwagę na to, że prawnicy coraz bardziej przypominają oszustów, abonent wzywany do zapłaty nie zawsze jest osobą winną naruszenia, oraz na to, że odszkodowania są zupełnie nieadekwatne do wartości dzieł. Drugą interapelację opracowali posłowie Jan Warzecha i Bogdan Rzońca. Zwrócili oni uwagę na to, że zjawisko jest coraz powszechniejsze i wykracza poza granice, w jakich można dopuścić ściganie naruszających prawo autorskie. Walka z piractwem nie powinna przybierać formy zastraszania czy łamania wolności słowa. Debata została rozpoczęta, czekamy na efekty.

Dobrze by było, gdyby ktoś zajął się także artykułem 79 Ustawy, który to jest kolejnym wabikiem na trolli. Mówi on, że naprawianie wyrządzonej przez naruszenie praw autorskich szkody może się odbyć przez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu. Idąc tym tokiem Piotr Waglowski wycenił swoje artykuły na miliard euro, co dało mu prawo do domagania się trzech miliardów za przedruk… to się nazywa zarobek! Sprawa ma oczywiście wiele niuansów, ale według analizy Waglowskiego prawo na to pozwala i (w teorii) biada temu, kto jego tekst przedrukuje. To stąd biorą się absurdalne roszczenia niektórych artystów za wykorzystanie utworów czy zdjęć.

Na koniec należy wspomnieć także o umowach międzynarodowych, które nas dotyczą. Porozumienie w sprawie handlowych aspektów praw własności intelektualnej (TRIPS) wymaga nałożenia sankcji na osoby odpowiedzialne za naruszanie praw autorskich. Artykuł 61 Porozumienia mówi:

Członkowie ustanowią procedury karne i kary, które będą stosowane przynajmniej w przypadkach umyślnego podrabiania znaku towarowego lub piractwa praw autorskich, dokonanego na skalę handlową.

W porozumieniu nie mówi się o pobieraniu filmów przez pojedyncze osoby. Karalne jest piractwo na skalę handlową, więc domyślać się możemy, że chodzi o cele zarobkowe i takie liczby wykonanych kopii, które naprawdę mogą odbić się negatywnie na finansach producenta. Wezwania do zapłaty za pobieranie filmu zupełnie do przytoczonego artykułu nie przystają.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.