r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Prawda o niezawodności dysków twardych obnażona: wiele zależy od marki

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Backblaze to dostawca usług związanych z przechowywaniem kopii zapasowych w chmurze, który wyróżnia się na rynku dwoma atutami, i to jedynymi, które w tej dziedzinie się liczą. Nie stawia żadnych ograniczeń co do wielkości backupu i kosztuje tylko 5 dolarów miesięcznie. Z takim modelem biznesowym firma nie może sobie pozwolić na wykorzystywanie drogich pamięci masowych klasy Enterprise, ani też na sięganie po tanie, ale psujące się dyski twarde z dolnej półki. Trzeba znaleźć napędy tanie, które jednocześnie będą naprawdę niezawodne, takie, jakie chcielibyśmy mieć we własnych komputerach czy domowych urządzeniach NAS. Potrzeba ta skłoniła inżynierów Backblaze do przeprowadzenia zakrojonych na szeroką skalę testów niezawodności niedrogich dysków twardych. Teraz wyniki testów ujawniono – i gdzieś chyba będą musiały polecieć głowy.

Testowi od strony techniki i metodyki niewiele można zarzucić. Pod koniec 2013 roku Backblaze wykorzystywało w swoich autorskich macierzach dyskowych 27 134 napędy – same niedrogie dyski twarde, jakie można kupić w każdym sklepie komputerowym. 44,5% z nich pochodziło od Seagate, 45,2% od Hitachi, 9,9% od Western Digital, można też było znaleźć śladowe ilości napędów Toshiby i Samsunga.

Dobór konkretnych modeli dysków do tej puli odbywał się po przeprowadzeniu kilkutygodniowych testów obciążeniowych. Jeśli dany model sprawdził się, trafiał na listę zakupową. Wiele modeli szybko okazywało się bezużytecznych przy obciążeniach roboczych, z jakimi musiało sobie radzić Backblaze. Przykładowo napędy WD Green 3 TB i Seagate LP 2 TB, najprawdopodobniej na skutek wibracji macierzy dyskowych, szybko zaczynały akumulować dużą liczbę błędów i trafiały do kosza. Tak było na początku ich cyklu życia – a co się działo po miesiącach a nawet latach permanentnej eksploatacji?

Według szeroko propagowanej przez producentów pamięci masowych teorii, dyski twarde są niezwykle niezawodne. Podstawową miarą niezawodności jest MTBF, średni czas między awariami, który wynosić miałby dla współczesnych napędów nawet między 10 a 100 lat. Śmiertelność napędów przypominać miałaby śmiertelność naszego gatunku w XIX wieku, opisywaną tzw. krzywą wannową: wciąż umierało wiele noworodków, ale jeśli ktoś przeżył młode lata, to powinien bez problemów przeżyć całe życie, umrzeć ze starości.

Danych na uwiarygodnienie takiego modelu nie było jednak za wiele – testy prowadzono w warunkach dalekich od produkcyjnych, często też przeprowadzane były tylko przez samych producentów sprzętu. Dopiero badanie Backblaze zmieniło sytuację, ujawniając ogromne różnice w niezawodności między poszczególnymi producentami.

Najgorzej w teście wypadły dyski Seagate, w szczególności starsze modele Barracuda 7200 1,5 TB, mające już za sobą średnio 4 lata eksploatacji. Roczny wskaźnik awaryjności wyniósł tu 25,4%. Z nowszymi Barracudami było niewiele lepiej, napęd Barracuda XT 3 TB mógł się „pochwalić” wskaźnikiem awaryjności na poziomie 7,3% rocznie. Wygląda to szczególnie nieciekawie na tle dysków Hitachi, dla którego najsłabszego napędu Deskstar 5K4000 roczny wskaźnik awaryjności wyniósł 1,5%, a dla najlepszego, Deskstar 7K3000, zaledwie 0,9%. Nieźle wypadły dyski Western Digital – np. dla Digital Red 3 TB roczny wskaźnik awaryjności wyniósł 3,2%.

Najważniejsza nauczka, jaka wynika z tego testu, to konieczność zachowania daleko idącego sceptycyzmu wobec podawanych przez producentów wskaźników MTBF. Przegrywające w tym rankingu Seagate podawało dla swoich napędów roczne wskaźniki awaryjności na poziomie 0,3% i MTBF około 700 tys. godzin (tj. około 80 lat). Jest w tym oczywiście pewien kruczek: firma zakłada, że jej dyski będą pracowały średnio 2400 godzin rocznie, ale wybudzane i usypiane nawet 10 tys. razy w ciągu roku. Tymczasem Backblaze eksploatuje napędy non-stop, przez 8760 godzin w ciągu roku, ale bez usypiania. Może więc gdyby w teście nie doszło do zignorowania założeń eksploatacyjnych Seagate, wyniki nie byłyby tak fatalne?

Można to i tak tłumaczyć, problem w tym, że i założenia eksploatacyjne Seagate dla przeznaczonych na desktopy dysków twardych wcale nie muszą mieć cokolwiek wspólnego z realnymi scenariuszami eksploatacji tychże desktopów. Wiele osób pozostawia swoje komputery włączone 24/7, coraz częściej ludzie kupują do domów urządzenia NAS, w których konsumenckie dyski twarde pracują raczej z obciążeniami typowymi dla serwerów. Oficjalne MTBF nie będzie więc miało żadnego znaczenia dla tych grup konsumentów, nijak się nie przełoży na faktyczną żywotność napędu.

Szczególnie ciekawą sprawą, którą ujawniły testy Backblaze, są różnice w krzywych śmiertelności napędów od poszczególnych producentów. Ani dla Hitachi, ani dla Seagate nie przypominają one klasycznej krzywej wannowej, jedynie Western Digital trochę ją przypomina, z relatywnie wysokim poziomem awaryjności na samym początku.

Co można więc radzić konsumentom? Sam dostawca usług backupowych stwierdził, że nie zamierza rezygnować z Seagate, gdyż ich stosunek ceny do niezawodności czyni z nich opłacalny wybór, gdy korzysta się z macierzy RAID. Z drugiej strony strony też nie za bardzo jest już gdzie biec po dyski od Hitachi – pion pamięci masowych tej firmy kupił w zeszłym roku Western Digital, i trudno powiedzieć, jaki to będzie miało wpływ na ich niezawodność. Póki co, rozsądnym wyborem przy takich danych byłoby sięgnięcie po WD – i jeśli zbudowanie RAID 1 nie wchodzi w grę, to pamiętanie o kopiach zapasowych dla ważnych danych.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.