Dla wszystkich operatorów najważniejsza jest częstotliwość 800 MHz, ponieważ to ona spowoduje, że szybki internet bezprzewodowy pojawi się poza terenem dużych miast. Ta niska częstotliwość sprawi, że nasze smartfony nie będą traciły inteligencji po wyjechaniu poza duże aglomeracje — mówił Witucki. Marzeniem zarówno operatorów, jak i mieszkańców mniejszych miast i wsi jest nie tylko możliwość dostania się do rozkładu jazdy czy wysłanie maila, ale też na przykład ściągnięcia tam filmu w wysokiej jakości w rozsądnym czasie. W końcu LTE umożliwi przesyłanie danych z prędkością nawet do 150 Mb/s i według ekspertów dla Polski będzie to skok cywilizacyjny, zwłaszcza jeśli Internet mobilny będzie miał taki zasięg, jak niegdyś analogowa telewizja.
Przetarg na częstotliwości 800 i 2600 MHz może być rozpisany najwcześniej pod koniec przyszłego roku. Szacuje się, że do budżetu trafi po nim od 1,5 do 3 miliardów złotych, ale operatorzy będą mieli twardy orzech do zgryzienia. Jeśli inwestycja ma ich nie zrujnować, będą musieli połączyć siły. Witucki ma w tej kwestii dość niepopularną opinię, że ceny (usług) spadły już tak dramatycznie nisko, że dzisiaj nie będzie nas (operatorów) stać na to, żeby rozbudowywać cztery-siedem sieci wież komórkowych, do tego dokupować nadajniki i za setki milionów złotych częstotliwości. Współdzielenie, zarówno sprzętu, jak i częstotliwości, to będzie to, co spowoduje, że będziemy wciąż rentowni na rynku — dodał.
Pod koniec tego roku dla duetu Orange i T-Mobile, który buduje infrastrukturę, mimo że na innych polach operatorzy ostro konkurują, będą nadawać prawie 3 tysiące wież. Zwycięzców przetargu na 1800 MHz UKE zobowiązuje do zbudowania kolejnych 1800 stacji bazowych, z czego połowę w miejscowościach poniżej 100 tysięcy mieszkańców. Aero 2 zakończył w piątek Projekt 700, czyli rozbudowę sieci HSPA+ i LTE do prawie 700 nadajników. Dzieje się więc sporo, tylko nie w każdej części kraju to widać.