Nasi starsi Czytelnicy być może jeszcze pamiętają, jakróżnorodne potrafiły być komputery PC w latach 80 zeszłegostulecia. Wiele ciekawszych klonów IBM PC, ale nierzadko zopracowanym specjalnie dla danego modelu oprogramowaniem,charakterystycznymi obudowami i ciekawymi zestawami oprogramowania.Flagowym przykładem był tu Amstrad PC1512 z 1986 roku, który nietylko działał pod kontrolą MS-DOS-a, ale też oferował środowiskograficzne GEMkorzystające z rozszerzonych możliwości graficznych tego modelu isporo specjalizowanego oprogramowania. Ten niedrogi komputer zdołałsię tak wyróżnić na rynku „klonów”, że brytyjski magazyn PCPlus w podtytule przez pewien czas reklamował się jako sprzętdla posiadaczy Amstrada PC1512 i kompatybilnych.
A potem przyszedł Wintel. Niemal absolutna dominacja, jakąMicrosoft ze swoim systemem Windows i Intel ze swoimi procesoramiPentium narzuciły branży PC sprawiły, że radosna swobodaproducentów komputerów osobistych skończyła się. Pecety stałysię beżowymi, nijakimi pudełkami do uruchamiania oprogramowaniaMicrosoftu, różniącymi się między sobą co najwyżejparametrami, ceną i jakością wykonania. Redmond wyraźniezdefiniowało, czym jest Windows Experience z wydaniem Windows 95 –i karało każdego, kto chciałby się z szeregu wyłamać.
Rewolucja w dziedzinie smartfonów, jaką w praktyce zapoczątkowałgoogle'owy Android, w niektórych aspektach przypomina to, co działosię 30 lat wcześniej na rynku PC. Producenci prześcigają się wwyróżnianiu swoich telefonów i tabletów. Samsung, Sony, LG, HTC,nie mówiąc już o pełnych fantazji Chińczykach z Xiaomi, nie chcąby ich urządzenia prezentowały klientom jednolite oblicze, a wręczprzeciwnie, szukają sposobu, by wyróżnić się. Android to wspólnymianownik, dający dostęp do niemal uniwersalnej wciąż bibliotekiaplikacji w Google Play, ale to co producenci ci oferują w liczniku,od strony interfejsu, ma sprawić, by użytkownik Samsunga z jegoTouchWizem, kupując kolejny telefon traktował sprzęt od HTC iinterfejsem Sense jako coś obcego.
To co przygotowuje Google, wygląda na próbę powtórzeniaoperacji Microsoftu, dzięki której ujednolicenie PC/Windows stałosię rzeczywistością. Co prawda sytuacja wyjściowa jest niecoinna. Windows był i jest własnościowym oprogramowaniem,chronionym patentami i licencjami, oraz sztabem prawnikówMicrosoftu, nie odnoszących się życzliwie do technicznychtransgresji w tej dziedzinie. Android Open Source Project totymczasem wolny, otwarty kod na licencji Apache 2. Każdy producenturządzeń mobilnych może go sobie pobrać z repozytorium,skompilować, dopasować do swoich urządzeń i wydać nowy produkt,nie pytając Google'a o zdanie. Tak np. postąpiła ostatnio Nokia,tworząc swoje telefony z serii X, w których otwarty kod Linuksa iAndroida został połączony z własnościowym oprogramowaniem iusługami.
Sytuacja robi się bardziej skomplikowana, gdy producent zechceskorzystać z własnościowych aplikacji Google'a, na czele zesklepem z aplikacjami Play, Mapami czy Gmailem, ale i tu można wciążwywalczyć sobie sporą niezależność co do kształtu finalnegoproduktu. Telefony Xiaomi z ich interfejsem MIUI drastycznie różniąsię od tego, co zobaczymy np. w telefonach Sony czy Samsunga. Tosytuacja dobra dla producentów, ale niekoniecznie już tak dobra dladeweloperów aplikacji dla Androida, zmagających się z fragmentacjątego systemu i niekoniecznie dobra dla samego Google, rywalizującegona mobilnym rynku z ujednoliconymi systemami Apple'a i Microsoftu.
Android Silver miałby stać się nowym standardem Androida,promowanym jako forma z wyższej półki, i dostępnym producentomnawet takim jak Tesco czy inne sieci supermarketów. OczywiścieSilver byłby przy tym całkowicie kontrolowany przez Google – iprzedstawiany w komunikacji rynkowej jako oczekiwana przezdeweloperów i użytkowników forma Androida. Zawsze najnowsza wersjasystemu, łatwość przenoszenia danych między urządzeniami, pomocze strony telekomów w instalowaniu kont Google, a nawet szkoleniakonsultantów w dziedzinie właściwej prezentacji telefonów zSilver – to wszystko miałoby być jednakowe dla każdegoproducenta, który uczestniczyłby we wspomnianym programie.
Można się też spodziewać, że takie urządzenia marki Silver,prezentujące swoją „androidową tożsamość” w sposóbzaakceptowany przez Google'a, mogłyby być w jakiś sposóbsubsydiowane. Można też sobie wyobrazić, że urządzenia niespełniające norm wyznaczonych przez Silver, byłyby w jakiś sposóbkarane – np. przez gorszy dostęp do uaktualnień systemu, możenawet niedostępność frameworka Google Play Services, w praktyceograniczającą dostępność oprogramowania.
W tym momencie dla wielu producentów, którzy wcześniej staralisię budować własną markę telefonów czy tabletów, wybórpomiędzy jej kontynuacją a przejściem na zgodność z Silver, możebyć dość prosty. Na rynku zdominowanym przez Samsunga, Silverstanie się marką dla tych wszystkich mniejszych producentów,których rozwój został zdławiony przez potężnego czebola.Oddając w ręce Google'a kwestie projektowania i marketingu swoichurządzeń, skupią się, tak jak OEM-y z rynku PC, na doborzekomponentów sprzętowych, produkcji i logistyce urządzeń, które wpraktyce nie będą się niczym od siebie różniły prócz ceny ipodzespołów.
Wydaje się, że w tej sytuacji na rynkach Zachodu jedyniewspomniany Samsung będzie dysponował siłą, by oprzeć się„srebrnemu” Androidowi. Już dzisiaj Koreańczycy praktyczniezduplikowali wiele funkcji i usług domyślnie dostępnych wAndroidzie. Z czasem potencjał Samsunga pozwolić mu może nacałkowite wyzwolenie swoich urządzeń od usług Google'a, odcinającw ten sposób giganta z Mountain View od sporej części przychodówz jedynego realnego źródła monetyzacji Androida: informacjipozyskiwanych o użytkownikach smartfonów. Wizja Samsungaoferującego własne usługi wyszukiwania, własne sieci reklamowe,musi decydentom w Mountain View spędzać sen z powiek. A przecieżpierwsze kroki w tę stronę zostały już poczynione: podczaspierwszej konferencjideweloperskiej Samsunga ani razu nie padły słowa „Google”czy „Android” – mówiono jedynie o największej połączonejplatformie dla szerokiego wachlarza urządzeń.