r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

W imię interesów „zwykłego użytkownika”, Google Chrome OS przestał obsługiwać linuksowe systemy plików

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Był czas, gdy zwolennicy wolnego i otwartego oprogramowania z życzliwością patrzyli na rosnące znaczenie Google'a jako nie tylko dostawcy usług internetowych, ale i producenta oprogramowania. Ten złoty okres chyba się jednak skończył już na dobre. Ostatnie posunięcia firmy z Mountain View pokazują nam coraz wyraźniej, że Google wolnym i otwartym oprogramowaniem interesuje się o tyle, o ile może zostać wykorzystane do jego partykularnych celów biznesowych. Wszystko inne – ideologia, czy potrzeby użytkowników – zostaje właśnietym celom biznesowym podporządkowane. Trudno inaczej zinterpretować decyzję, by usunąć z systemu operacyjnego Chrome OS wsparcie dla nośników pamięci sformatowanych w standardowych linuksowych systemach plików ext2/3/4.

„Problemy” ze standardowymi, stabilnymi linuksowymi systemami plików w systemie bądź co bądź w zdecydowanej większości wykorzystującym kod znanej linuksowej dystrybucji (Gentoo) – to coś, co trudno zrozumieć. Śledząc dyskusję deweloperów Chrome OS widać, że chodziło o dwie kwestie. Pierwsza z nich to automatyczne montowanie dysków USB, na które został zapisany obraz Chrome OS-a, prowadząca do automatycznego otwarcia okien menedżera plików i powiadomień z ostrzeżeniami o niewłaściwej tablicy partycji. Pojawiały się opinie, że może to zostać wykorzystane jako wektor ataku na Chrome OS-a.

Druga, przedstawiana jako poważniejsza, wiąże się z brakiem łatwej metody zmiany nazwy wolumenów ext* z poziomu google'owego interfejsu użytkownika. Nazwy podłączanych nośników z uprawnieniami zapisu powinny być, zdaniem programistów, zmieniane w ten sam sposób, jak nazwy plików – jednak systemy ext* nie działają w ten sposób. Najwyraźniej zaimplementowanie w GUI polecenia e2label okazało się dla ludzi z Google zbyt skomplikowane.

r   e   k   l   a   m   a

W listopadzie zeszłego roku jeden z deweloperów Chrome OS-a zaproponował więc, by usunąć z menedżera plików obsługę systemów ext2/3/4. Wszystko to w imię „uproszczenia kodu” – gdyż zbyteczne rozwiązania utrudniają wprowadzenie funkcjonalności, które są ważne. Zbyteczność uzasadniono tym, że Chrome OS jest przeznaczony na sprzęt dla konsumentów, który nie musi obsługiwać zewnętrznych nośników ext4. Z prowadzonych przez firmę badań miało wynikać, że zaledwie kilka procent użytkowników z nich korzystało.

Mimo głosów sprzeciwu zaproponowane zmiany trafiły po cichu do google'owego systemu we wrześniu tego roku, bez rozgłaszania tego faktu. Nie zaktualizowano nawet stron dokumentacji Chrome OS-a, która przez kilka tygodni dalej informowała o obsłudze nośników z linuksowymi systemami plików. Dopiero kilkanaście godzin temu, za sprawą serwisów social news, zrobiło się o usunięciu tej „zbytecznej funkcjonalności” głośno. Nagle okazało się, że z ext4 korzysta zaskakująco wiele głośno wyrażających swoje nieprzychylne Google opinie osób.

Obecnie na oficjalnej liście obsługiwanych przez Chrome OS systemów plików znajdziemy przede wszystkim microsoftowe FAT i NTFS, a także HFS+, ale tylko w trybie do odczytu. Pojawiają się głosy, że faktycznym powodem zaakceptowania tego pomysłu programistów była obawa przed zrażeniem do Chrome OS-a tzw. zwykłych użytkowników, którzy mogliby sformatować zewnętrzne nośniki w ext4, a potem dziwić się, dlaczego to nie działa po podłączeniu do ich komputerów z Windows.

Nie jest to pierwsze tego typu posunięcie, w którym potrzeby użytkowników Linuksa są przez deweloperów Chrome OS-a kompletnie ignorowane. Nowe chromebooki są coraz trudniejsze do odblokowania, tak że aby zainstalować na nich inną dystrybucję (np. Fedorę), użytkownicy zmuszeni są rozkręcać urządzenie i przełączyć zworkę w środku, naruszając przy tym plombę gwarancyjną. Okazało się też, że jeśli dojdzie do rozładowania akumulatora chromebooka w trakcie jego uśpienia, cała linuksowa partycja z danymi zostaje skasowana. I znów z odpowiedzi deweloperów Chrome OS-a wynikało, że jest to celowa decyzja, podjęta w imię bezpieczeństwa „zwykłych użytkowników”, którzy przecież systemu operacyjnego nie zmieniają.

Zbliżamy się więc do paradoksalnej trochę sytuacji, w której chromebooki przestają być urządzeniami wartymi polecenia użytkownikom Linuksa. Wychodzi na to, że o wiele lepiej zainteresować się nowymi tanimi laptopami z Windows, które miałyby być wg Microsoftu konkurencją dla chromebooków. Po zainstalowaniu na nich jakiejś dystrybucji Linuksa zawsze możemy dołączone „okienka” uruchamiać w maszynie wirtualnej – a jeśli ktoś chce korzystać z aplikacji dla Chrome OS-a, to przecież nie ma przeszkód, by po prostu zainstalować sobie przeglądarkę Chrome.

Aktualizacja

Reakcja linuksowej społeczności na to posunięcie była daleka od entuzjazmu, ostatecznie zmuszając Google do wycofania się z tego pomysłu. Wsparcie dla ext2/3/4 w aplikacji Files.app wróci do Chrome OS-a w najbliższym wydaniu.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.