r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wielka draka w Wolnym Oprogramowaniu: czy oskarżenia o transfobię zniszczą GNU?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Opensource’owa społeczność przeżywa kolejny dramat, który bardziej nadawałby się do meksykańskiej telenoweli, niż na listy dyskusyjne profesjonalistów IT – ale najwyraźniej takie mamy czasy, że gdzie się nie wychylisz, tam czyhają bojownicy o sprawiedliwość społeczną. Libreboot to bardzo ważny projekt, mający na celu dostarczenie alternatywy dla własnościowych, zamkniętych firmware współczesnych pecetów. Teraz projekt ten może się zawalić, tylko dlatego, że pewna transseksualna programistka uznała społeczność Wolnego Oprogramowania za szowinistyczne zło.

Libreboot powstał jako fork projektu coreboot, firmware wykorzystywanego m.in. w chromebookach Google’a. Różni się przede wszystkim zastąpieniem niewolnych binarnych blobów otwartymi zamiennikami oraz zestawem narzędzi ułatwiających jego budowę i instalację. Jako w pełni wolne oprogramowanie na licencji GPLv3, zyskał oficjalne poparcie Free Software Foundation, a w tym roku stał się częścią GNU Project.

Równie szybko jak Libreboot wszedł do rodziny oprogramowania GNU, tak szybko z niej wyszedł. W zeszłym tygodniu pani Leah Rowe, główna programistka projektu, ogłosiła, że zabiera Libreboot z GNU. Powód dość osobliwy: poszło o transfobię, jaką okazać miała Free Software Foundation wobec jednego ze swoich pracowników (pracownic?), zwalniając go (ją?), mimo że to zwolnieni powinni być mobbingujący tę osobę transseksualną cis-seksistowscy źli ludzie.

r   e   k   l   a   m   a

Dla pani Rowe, przedstawiającej się jako osoba transseksualna, było to nie do zaakceptowania, więc przeklęła i potępiła Free Software Foundation oraz Projekt GNU, ogłaszając, że nie powinny one istnieć. Zażądała usunięcia libreboota z infrastruktury GNU i jej konta pocztowego z list dyskusyjnych – a potem rozpętała się prawdziwa awantura.

Przywołany do tablicy Richard Stallman wyjaśnił w ostatni piątek, że zwolnienie osoby, o którą poszło, nie miało nic wspólnego z płcią. W momencie gdy osoba ta była zatrudniana, jej płeć była taka sama jak dziś. Wtedy nie było to problemem, obecnie też nie jest to problemem – uznał guru Wolnego Oprogramowania. Wkrótce potem odezwał się dyrektor wykonawczy Free Software Foundation, John Sullivan, który odrzucił zarzuty, jakoby zwolnienie miało cokolwiek wspólnego z dyskryminacją płciową, podkreślając, że FSF prowadzi politykę „bezpiecznej przestrzeni” i nie toleruje jakiegokolwiek nękania i form dyskryminacji.

Pani Rowe to zupełnie nie przekonało. Twierdzi, że to wszystko kłamstwa, a zwolniona z FSF osoba została uznana za zagrożenie dla stabilności organizacji – i wówczas zwolniona. Tymczasem zwolnieni powinni być dwaj inni pracownicy, dręczący transseksualną osobę. Wymieniła ich z nazwiska, twierdząc, że my w projekcie libreboot nigdy nie zaakceptujemy takiego zachowania, dlatego opuściliśmy GNU.

Sęk w tym, że do końca nie wiadomo, kim jest to „my”. Damien Zammit, jeden z niezależnych deweloperów, który pracował nad kodem libreboot, poinformował, że obecnie cała społeczność tego projektu składa się w praktyce z jednej osoby. Zgadnijcie z kogo… dobrze zgadliście, z pani Leah Rowe. Tylko ona ma dostęp do gita projektu i do jego witryny. Dostarczający łatek programiści wysyłają je do opiekunki, sami nic zrobić nie mogą. Nigdy nie pytano ich o zdanie w kwestii wyjścia z GNU, tak więc należy uznać każde „my” pani Rowe za formę pluralis majestatis, nie mającą nic wspólnego ze społecznością.

Rzeczywista społeczność libreboot, jest według Zammita zażenowana sytuacją i nieprofesjonalizmem pani Rowe, która ucieka się do takich praktyk jak publikowanie nieistotnych wpisów na stronie projektu, cenzurowanie kanału IRC gdy ktoś ośmieli się z nią nie zgodzić, a także mieszanie osobistych poglądów z opiniami całej społeczności.

Takie postawienie sprawy jeszcze bardziej rozwścieczyło panią Rowe. Obecnie żąda ustąpienia dyrektora wykonawczego Free Software Foundation i oddania jej 6120 dolarów, które podobno wpłaciła na konto tej fundacji w zeszłym roku. Wzywa też inne projekty do opuszczenia GNU. Co najbardziej niepokojące, wygląda na to, że znajduje popleczników. Czy Free Software Foundation zdoła wyjść bez szwanku z tego obyczajowego kryzysu?

Łatwo we współczesnej Ameryce na pewno nie będzie. Przypomnijmy los Brandona Eicha, który przez krótką chwilę był dyrektorem wykonawczym Mozilli. Gdy odkryto jego homofobiczne przekonania, przejawiające przekazaniem kilka lat wcześniej pieniędzy na rzecz organizacji działającej na rzecz uznania małżeństwa za związek kobiety i mężczyzny, po koszmarnej awanturze Eich został zmuszony do odejścia, zaś Mozilla opublikowała oświadczenie, w którym podkreśliła swoje przywiązanie dla równości, o którą walczą organizacje LGBT.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.