r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: kto stanie na czwartym krześle, obok Snowdena, Assange'a i Manninga?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Bez większego rozgłosu w naszych mediach przebiegło odsłonięcie 1 maja na berlińskim Alexanderplatz rzeźby-pomnika Anything to Say?, dzieła włoskiego artysty Davide Dormino. Trzech ludzi stojących na krzesłach, obok czwarte krzesło, puste. Trzech ludzi, ocenianych przez jednych jako bojownicy o wolność, przez innych jako zdrajcy sprawy Zachodu, którzy zapłacili wolnością za swoje czyny. Obok nich miejsce, na którym może stanąć każdy, dopełniając pomnik. Tylko co jeszcze możemy powiedzieć, znając konsekwencje takich wystąpień? Wszystko zależy od tego, gdzie żyjemy – Zachód jeszcze nigdy wcześniej nie był tak bardzo podzielony w kwestii stosunku do swoich podstawowych wartości.

Edward Snowden, były cywilny pracownik amerykańskiej National Security Agency, znany z ujawnienia tajnych dokumentów tej organizacji, dokumentujących skalę inwigilacji Internetu i stosowane w tym celu środki techniczne – ścigany listem gończym przez władze federalne USA żyje dziś w Rosji, pod okiem rosyjskiego kontrwywiadu, bez większych perspektyw na powrót do domu czy spotkanie z bliskimi. Julian Assange, doświadczony haker i założyciel Wikileaks, na celowniku amerykańskiej i szwedzkiej prokuratury, od niemal trzech lat mieszka na terenie ambasady Ekwadoru w Londynie, pod okiem funkcjonariuszy policji gotowych aresztować go w momencie jej opuszczenia. I wreszcie ten, który stracił najwięcej, Bradley Manning, wojskowy analityk, który przekazał Assange'owi tajne dokumenty amerykańskiej dyplomacji – odsiaduje wyrok 35 lat w wojskowym więzieniu, i chyba jako pierwsza osoba w takich warunkach formalnie zmienia płeć.

Odsłonięcie pomnika tej trójki akurat w Berlinie, stolicy kraju, który przedstawia się dziś jako wręcz ofiara amerykańskiej inwigilacji (choć pojawiają się dowody na to, że nic nie działo się bez wiedzy niemieckich służb specjalnych) od razu spotkało się z krytyką. Dormino oraz amerykański dziennikarz Charles Glass, organizator tej akcji, oskarżeni zostali w mediach o próbę zdobycia sławy na kontrowersyjnym temacie, a nawet sugerowano, że to próba odwrócenia uwagi Niemców od tego, co dzieje się na ich własnym podwórku, wmówienia, że to Stany Zjednoczone odpowiadają za całe zło. A w gronie tych, którzy docenili pomnik i jego znaczenie nie brakowało głosów oburzenia, że Manninga przedstawiono w męskiej postaci, mimo tego, że został formalnie już uznany za kobietę.

r   e   k   l   a   m   a

Przekonują Was takie oceny? Dormino w swoim manifeście zauważył jedną ciekawą rzecz. Większość pomników w miejscach publicznych upamiętnia wojowników. Ten pomnik jest dla trójki, która powiedziała wojnie „nie”, która sprzeciwiła się kłamstwom prowadzącym do wojny i która ujawniła ingerencje w prywatne życie mające usprawiedliwić trwanie wojny. To dzięki nim mieliśmy dowiedzieć się, jakie są granice wolności w krajach Zachodu, w których obywatele są szpiegowani, a rządy torturują i zabijają swoich wrogów.

Na czwartym krześle stanęło wiele osób tego majowego dnia w Berlinie. Organizatorzy zapewniają, że ludzie mówili różne rzeczy, tak o polityce, jak i o sprawach osobistych, wśród nich były osoby, które dobrze wiedziały kim jest upamiętniona trójka, jak i takie, które usłyszały o Snowdenie, Assange'u i Manningu po raz pierwszy. Tajemnic wielkich nikt oczywiście nie zdradził, służby nikogo nie zatrzymały. Organizatorzy zapewniali, że czwarte krzesło było prawdziwym miejscem wolności słowa – i jak im w to nie uwierzyć? Jednak symbole mają to do siebie, że czasem potrafią pokazać więcej, niż ich twórcy zamierzyli. Moim zdaniem w tym wypadku czwarte krzesło pokazało, że niespecjalnie jest już o czym mówić.

W pewnym sensie bowiem trójka pomogła systemowi, który chciała pokonać, odsłaniając jego słabe punkty i pozwalając je wyeliminować. NSA wdrożyło bardzo restrykcyjną politykę wewnętrznego bezpieczeństwa, większość poczty dyplomatycznej jest już wreszcie szyfrowana, Wikileaks w najlepszym razie publikuje dokumenty pośledniej wartości. To co ważne, dzieje się za drzwiami zamkniętymi szczelniej niż kiedykolwiek. Jedyny obserwowalny efekt to widowiskowe posunięcia internetowych firm, ogłaszających jak to zabezpieczają świadczone nam usługi przed nieupoważnionym dostępem. Choć rzadko kiedy mogą to zweryfikować niezależni audytorzy, PR-owo wygląda to świetnie.

Pomnik Anything to Say ma w zamyśle ruszyć w podróż po europejskich miastach, niewykluczone, że w końcu zawita też i do Polski, mimo że zbiórka na ten cel prowadzona na (o ironio) amerykańskim Kickstarterze nie przyniosła owoców, raptem 322 osoby dały ok. 32 tys. funtów (próbowano zebrać 100 tys. funtów). Stojący za akcją ludzie zapewniali wtedy, że odwaga jest zaraźliwa. Wydaje się jednak, że strach przed losem takim, jaki przypadł naszej trójce, okazał się być jeszcze bardziej zaraźliwy. Coś mógłby zmienić nowy system obsługi wycieków, uruchomiony właśnie przez Wikileaks po ponad czterech latach prac. Miałby on gwarantować pełną anonimowość whistleblowerów, nawet przed samym Wikileaks – czy takie gwarancje jednak wystarczą, by ludzie odważyli się położyć na szali swoją wolność?

Tymczasem pozostaje mi Was zaprosić do kolejnego tygodnia z naszym portalem, ze stałą porcją newsów, testów i materiałów wideo. Już niebawem też kolejny konkurs z atrakcyjnymi nagrodami oraz nowe cykle tematyczne, które mamy nadzieję, że spotkają się z Waszym uznaniem. Miłej lektury!

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.