r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: wirtualna rzeczywistość, dla jednych zabawa, dla innych koszmar?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Oculus Rift nie trafił jeszcze pod strzechy, większość gier komputerowych wciąż jest opracowywana z myślą o klasycznych wyświetlaczach, ale dobrze widać, że dla branży elektronicznej rozrywki wirtualna rzeczywistość stała się Następną Wielką Rzeczą. To nie tylko gry, ale także filmy – nie tylko kilkuminutowe animacje, ale i wysokobudżetowa pornografia, kręcona z wykorzystaniem znakomitych kamer Epic Red Dragon. Korzystając z pełnych zestawów VR, umożliwiających fizyczne chodzenie po wirtualnych światach (takich np. jak Virtuix Omni) można dziś zapewnić praktycznie kompletną immersję w świat, którego nie ma. I póki patrzy się na to przez pryzmat przemysłu rozrywkowego, wszystko jest fajnie. Wirtualna rzeczywistość jest jednak narzędziem nie mniej uniwersalnym niż nóż, którym możesz zarówno zdjąć izolację z kabla, jak i zamordować drugiego człowieka. Chętnie się opisuje „zabawowe” zastosowania Oculusa i jemu podobnych gadżetów, końcu bowiem wirtualna walka czy rozkosz zawsze będą się dobrze sprzedawać. Znacznie mniej chętnie myśli się o drugim biegunie zastosowań VR, którego uniknąć nie sposób. Wirtualna rzeczywistość może być – i będzie – jedną z najstraszniejszych form tortur i zabijania, jaką wymyślono, tym bardziej atrakcyjną dla współczesnych, że zupełnie bezkrwawą.

Jeden z bohaterów kultowej gry Sida Meiera, przewodniczący Ludzkiego Roju Sheng-ji Yang, tak mówił w swoich Esejach o umyśle i materiiDlaczego miałbym przejmować się twoim cierpieniem? Ból, nawet agonia, to nic innego niż informacje podane zmysłom, dane, którymi karmiony jest umysłowy komputer. To prosta lekcja – otrzymałeś informację, teraz radź sobie z nią. Przejmij kontrolę nad tym co na wejściu, a staniesz się panem tego, co na wyjściu. Ten komunikat towarzyszył filmikowi wyświetlanemu po zbudowaniu jednego z tajnych projektów gry, Wirtualnego Świata, obrazującego podłączonego do systemu VR człowieka, poddanego jakiejś formie wirtualnej tortury – i osiągającego w końcu poprzez dyscyplinę spokój umysłu.

To Wam powie każdy hipnotyzer – percepcja jest wszystkim. Zimna moneta, postrzegana jako rozżarzony węgiel, zada ból zahipnotyzowanemu, a zdarzało się, że wywoła na ciele ślad podobny oparzeniu. Jeśli więc przejąć kontrolę nad percepcją ofiary, jeśli odpowiednio głęboko zanurzyć ją w wirtualnej rzeczywistości koszmaru, czy nie będzie w ten sposób można jej złamać, wymusić zeznań, bez konieczności zadawania fizycznych obrażeń, które później tak źle wyglądają na zdjęciach ujawnianych przez jakieś Wikileaks?

r   e   k   l   a   m   a

Psychologiczne tortury to oczywiście nic nowego, stosowane były od starożytności, szczególnie w Azji. Sęk w tym, że działania takie jak pozbawianie snu, straszenie, izolacja, seksualne czy kulturowe upokarzanie, bardzo długo nie były uważane za torturę. Ujęto je dopiero w Międzynarodowej Konwencji przeciwko Torturom, podpisanej w 1984 roku, ale w praktyce medycznej Stanów Zjednoczonych samo pojęcie „tortury psychologicznej” zaczęło oficjalnie funkcjonować dopiero w 1995 roku. Ratyfikacja zakazu tortur oczywiście nie przeszkodziła w ich stosowaniu. Wystarczyło zmienić nazwę na ulepszone metody przesłuchań, by w więzieniu Abu Ghraib iraccy jeńcy mogli posmakować piekła.

W swoich ulepszonych metodach przesłuchań Amerykanie okazali się mało wyrafinowani, a ich działania pozostawiły tyle śladów, że zatarcie skandalu okazało się niemożliwe. Najwyraźniej nie przyjrzeli się pomysłom z czasów hiszpańskiej wojny domowej, podczas której to anarchiści budowali wyrafinowane cele „psychotechnicznych tortur” dla faszystów. Nie trzeba było tam nikogo bić – inspirowani ideami radykalnej sztuki XX wieku oprawcy potrafili zbudować przestrzeń, w której samo przebywanie szybko łamało psychicznie najtwardszych więźniów. Technikę tę można było nazwać odwróceniem wszystkich zasad feng shui – agresywne kąty, pokrywające ściany okropne kompozycje geometryczne i kolorystyczne, prycza o nachylonej powierzchni, praktycznie uniemożliwiająca spanie, czy podłoga sztukowana nieregularnie rozmieszczonymi przeszkodami, nie pozwalająca więźniowi nawet na krótki spacer. Awangardowe teorie estetyki pozwoliły zbudować miejsce, w którym najtwardsi mężczyźni pękali po kilku dniach.

A co, jeśli taką przestrzeń odtworzyć w wirtualnej rzeczywistości? Już dziś mogliśmy zobaczyć, co potrafią zrobić z ludźmi horrory dla Oculus Rifta. W zeszłym roku dyrektor kreatywny firmy Cloudhead Games, opracowującej gry VR stwierdził, że jesteśmy blisko pierwszej śmierci ze strachu, wywołanej szokiem doświadczonym w grze. W końcu ktoś kogoś tak przestraszy, że serce tego nie wytrzyma. O ile każda praktycznie gra może wywołać reakcje fizjologiczne, to jednak dziś graczom łatwo się uspokoić – odwrócą głowę, zdejmą słuchawki z uszu. Z pełnym zestawem VR nie będzie tak łatwo. I nie trzeba do tego chorować na serce. Dostępne są dane medyczne, z których wynika, że każdy może umrzeć ze strachu, gwałtowny skok adrenaliny może doprowadzić do sytuacji, w której pompa wapniowa zmusi mięsień sercowy do sekwencji niekończących się skurczy.

Wirtualizacja psychologicznych tortur może okazać się równie skuteczna, a przy tym znacznie bardziej atrakcyjna dla katów związanych z instytucjami państwowymi. Do łamania ludzi wystarczy zestaw VR i odpowiednio przygotowane oprogramowanie, nie trzeba będzie budować specjalnych cel, nie mówiąc już o pozostawiającej ślady fizycznej brutalności. Abu Ghraib naszych czasów będzie mogło wyglądać bardzo czysto, wręcz klinicznie, tak że żadne Amnesty International nie będzie się miało do czego przyczepić. Efekty – złamani na całe życie ludzie, nękani pourazowym stresem – będą takie same.

Dlatego ekscytując się nadchodzącą erą Następnej Wielkiej Rzeczy w branży rozrywkowej warto pamiętać, że kij ma dwa końce – i każde techniczne ulepszenie Oculus Rifta czy jemu podobnych urządzeń, które miałoby służyć ulepszeniu wrażeń podczas gry czy wirtualnej orgii, posłuży też kiedyś komuś do bardziej skutecznego wyciągania zeznań z jeńców, czy wręcz po prostu znęcania się nad nimi z czystego okrucieństwa.

Kończąc tą nieoptymistyczną refleksją na temat nowego wspaniałego świata Oculusa, zapraszam do kolejnego tygodnia z naszym portalem. Obiecuję, że nie będziemy stosowali tortur, a wręcz przeciwnie – postaramy się o jak najatrakcyjniejsze dla Was treści.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.