Wyszukiwarka operuje na zdjęciach użytkownika oraz na tych widocznych dla niego z róznych kręgów. Tor Norbye z Google'a jest zachwycony tym, że automat odgaduje, co znajduje się na zdjęciu bez dodatkowego tagowania. W przypadku jego kolekcji węży rzeczywiście się to sprawdza, z innymi jest różnie — czasem znajdzie nie wszystkie zdjęcia z naszej kolekcji, czasem pokaże całkowitą bzdurę. Póki co, wyszukiwarka nie radzi sobie szczególnie dobrze z różnymi językami („cars” zwraca dużo więcej wyników niż „samochody”). Wybrane zdjęcia można udostępnić dalej w formie postu lub przez hangout, przenieść do albumu lub usunąć.
Rozpoznawanie obiektów na obrazach jest częścią zapowiedzianego przez Vica Gundotrę mechanizmu, który sprawi, że Google+ będzie wiedział o czym się mówi i będzie automatycznie tagował posty. Algorytmy będą uczyć się na naszych galeriach, a tym samym my zyskamy możliwość szybkiego odnajdowania zdjęć bez potrzeby pamiętania kiedy było zrobione i ewentualnie do którego albumu trafiło. Biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy przez dostawców usług i producentów sprzętu zachęcani do robienia mnóstwa zdjęć, wyszukiwarka może się sprawdzić.