Program tygodnia
GIMP 2.6.12

Ocena: 8,8
icon
Polecamy
Recenzja tabletu Manta EasyTab

Podróż w czasie do przeszłości
Dolina Charlotty

Zaplątany w dziki-e-wino

archiwalny, Autor: Ryan, Kategoria: Felietony
 
 
 
 

Dominik Dałek
Armia Albanii w porozumienu z
US Robotics pracowała w ukryciu
nad krzyżówką pałeczki wąglika
z wirusem komputerowym.
Uważa się, że Ryan jest dowodem
na fiasko tego eksperymentu.
Kocham Internet. Tydzień, ba! dzień abstynencji jest dla mnie bolesny. Uzależniłem się od informacji. Nie niszczy to (moich) związków z ludźmi, nie rujnuje (mojej) kariery ani nie wywołuje (u mnie) trwałego kalectwa. Jeszcze nie. Przez tych dziesięć lat nauczyłem się korzystać z sieci efektywnie, wyszukiwać informacje, odsiewać bzdury. Oczywiście nie wszystkie, sam czasem dam się nabrać na akcję policyjną 1. kwietnia, czy uwierzę w totalny bełkot (szczególnie jeśli czymś dopiero zaczynam się interesować). Ale skłonność do skakania z tematu na temat i poszerzania wiedzy z dziedzin zbędnych, bzdurnych i niepotrzebnych uczuliła mnie na drobny smród, który wije się za Internetem.

Internet to wygoda. Zamiast wertować sterty książek mogę wesprzeć się magią Google czy Wikipedii i stać się posiadaczem wiedzy. Nie muszę czekać na nowe wydanie magazynu o grach, dziennika sportowego czy fakciora - nowinki ze świata elektronicznej rozrywki, piłki kopanej, rzucanej i tarmoszonej jak i ploteczki i brudy z życia gwiazd stoją przede mną otworem. Ogranicza mnie tylko fantazja w wyborze tematów.

Z jednej strony można się dowiedzieć rzeczy, których przyswojenie (nawet pobieżne) wymagałoby znacznych nakładów finansowych. Nie muszę iść do lekarza by dowiedzieć się z czym wiąże się operacja powiększenia piersi, co szumi w świecie stomatologii czy w poczuciu internetowej anonimowości rozwiązać wstydliwe męskie problemy. Z drugiej strony czyha niebezpieczeństwo...

Po co lekarz, prawda? Przecież widnieje czarno na białym wszystko o dręczącym mnie problemie, a życzliwi Internauci zawsze chętnie służą pomocą. Przecież z Internetu też korzystają specjaliści wszelkiej maści i dotarcie do nich nie stanowi problemu? Chyba jednak nie. To przekonanie staje się drogą do nikąd. Ta sama anonimowość, która zapewnia mnie komfort, zapewnia bezkarność osobie po drugiej stronie skrętki (na szczęście bezkarność w pewnym tylko zakresie). Posłuchaj mnie jak Ci mówię, że najlepsze na przybranie masy mięśniowej są specyfiki na Allegro. Najlepiej te sprzedawane przez mojego brata... Strach pomyśleć w co można się wpakować wierząc w treści publikowane na Internecie. Na jednej z aukcji można kupić suplement białkowy dla sportowców. 13% białka i 73% aminokwasów. Nie wiem czy ukończona podstawówka to przypadkiem nie za dużo, żeby zrozumieć bezsens tej reklamy.

Wiara w słowo pisane wielu zawiodła na manowce. Czy trudno zaimponować komuś wiedzą na sieci, powiedzieć kilka zdań sprawiających wrażenie mądrych, które podkreślają naszą widzę? Nie oszukujmy się - to technobełkot. Na tym vortalu dziesiątki osób piszą o oprogramowaniu z perspektywy mentora. W rzeczywistości niewielu z nich posiada jakąkolwiek wiedzę. A już prawie nikt wiedzę rozległą, sobie przypisywaną. Pamiętacie reklamę Ace? Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Człowiek też.

Ale przecież niektóre treści są niegroźne. Np. biografie sławnych ludzi. Henryk Batuta bez wątpienia zasługuje na uwiecznienie w Wikipedii. Jasne, że to przykład ewidentnego wandalizmu, który należy tępić. W żadnym wypadku nie można mieć o to pretensji do Wikipedystów, najwyżej do tego co tkwi w nas wszystkich - chęci psucia i niszczenia. I nie ważne czy robi się to dla zgrywy, czy ze względów ideologicznych, jak nieustanne próby usunięcia artykułu Krytyka papieża Jana Pawła II z Wikipedii. Zupełny brak kultury w sieci i złudne poczucie bezkarności, pchnęło z pewnością każdego użytkownika do złego. Przynajmniej raz.

Ktoś może mi zarzucić, że brak kultury jest tępiony i tyczy się tylko nowicjuszy. Przecież jest netykieta. Tak, ale to zbiór zaleceń, które w zasadzie nie różnią się niczym od zasad pokojowej koegzystencji w społeczeństwie. Zaleceń, do których nikt nie musi się stosować. Bo ani IRLani w sieci nie każdy chce być miły, często przenosząc swoją frustrację na innych. O frustracji i krzykactwie zresztą pisałem poprzednio.

Papier (także jego elektroniczny odpowiednik) jest cierpliwy i przyjmie wszystko, z czasem ta jadowita, myląca informacja uleży się na sieci a Google zaczną ją serwować jako istotny wynik wyszukiwania. My szukając informacji trafimy na bełkot, przyswoimy go a później powielimy. I tak wkoło. Bezwzględna wiara w słowo pisane, szczególnie w tak otwartym środowisku jak Internet, jest zgubna.

Internet ma wiele wad, jedną z nich jest jego wiek. Z jednej strony jest młody i niestety z racji wieku ciężko znaleźć w sieci informacje sprzed jego popularyzacji (kto zna wynik pierwszego powojennego, ligowego spotkania piłkarskiego w Polsce?). Z drugiej ma już wystarczająco wiele lat, by wytworzył się ogromny szum informacyjny, który utrudnia odsianie informacji wiarygodnej i wartościowej. Poszukiwanie informacji staje się jeszcze trudniejsze w połączeniu nieumiejętnego konstruowania stron i kalectwa użytkownika. Dostępność stron stara się okiełznać WAI - jedna z jednostek W3C. Jak widać dostępność jest i dla nich kłopotliwa - na jednej tylko podstronie znalazłem trzy martwe linki do ich własnych dokumentów. Niestety link do zgłaszania błędów też prowadził do strony z błędem 404. Wysłałem e-mail w tej sprawie i dostałem odpowiedź, że nie jestem autoryzowany by pisać listy pod wskazany w FAQ adres do zgłaszania błędów - muszę czekać. Szkoda, może przejdę autoryzację i moje uwagi zostaną uwzględnione. Wszak minęło dopiero dziesięć dni od zgłoszenia.

Nie tylko dostępność treści jest elementem jej opakowania. Forma, sposób zapisania informacji, stylistyka są nie do przecenienia, jeśli zależy nam na czytelnym i trafiającym do odbiorcy przekazaniu wiedzy. Drążąca tą "czystość" plaga - nowomowa - jest najbardziej niebezpieczną z chorób Internetu. Jak nie wiesz o czym piszę, to jesteś n00b.

Pwnd!

Slang jest ciekawy, póki nie rozciąga się na każdą czynność w sieci i prawdziwym życiu. Poklikashhh? Skont yeste$ kotqqq?????? Yestem tiaka siamotna....... Nic dziwnego, kto by chciał rozmawiać z czternastoletnią miłośniczką krótkich bluzeczek i ścigaczy, która nie potrafi napisać poprawnie jednego słowa? O interpunkcji kiedyś czytała w Naszej Miss i jest pewna, że od tego zachodzi się w ciążę. Bykom stop! A jeśli to choroba, to należy ją leczyć jak każdą inną. Ktoś z Was widział, by uczeń legitymował się świstkiem papieru, który upoważnia go do chronicznego kichania na zajęciach?

Boję się o swoją przyszłość. Książki na mojej półce pokrywają się grubą warstwą kurzu, a ja stukam w klawisze pisząc to wszystko, co dotrze do Was... w formie elektronicznej. Jak poradzicie sobie z oddzieleniem ziarna od plew? Kto Wam powie, czy ten felieton jest jadalny? ;-)

Komentarze (15)  

r   e   k   l   a   m   a
Avatar
BlackMan(tm) (niezalogowany) | 15.04.2006 16:22#1

No poczekamy zobaczymy do czego to doprowadzi... Za 35 lat ludzie będą pewnie podsumowywać 50-lecie internetu - wyjdą wtedy jego wszystkie wady i zalety. Jest jeszcze za wcześnie, żeby coś mówić, bo kierunek do którego dąży internet jest nieprzewidywalny...

Bo internet jest po prostu za młody, żeby przewidzieć jego długofalowe skutki - poczekamy, zobaczymy. Ale tak, jak z każdym zwykłym medium, Internet odwzorowuje lub wzmacnia tylko zachowania i uczucia, które są od dawien dawna w nas samych, tak więc można przewidywać, że upodobni się jeszcze bardziej do realnego świata (w zasadzie już się mocno upodobnił).

Tak, jak w realu, w internecie jest dobro i zło, mądrość i głupota, tak samo można zostać oszukanym, odnaleźć właściwą / prawdziwą lub niewłaściwą / nieprawdziwą informację. Walka dwóch biegunów wciąż trwa, i chyba nigdy się nie skończy - tak samo jak w realnym świecie.

Avatar
D@wid (niezalogowany) | 16.04.2006 7:37#2

Wniosek mój jeden, za dużo pracujecie przy komputerach ;)

Avatar
mumu (niezalogowany) | 16.04.2006 10:56#3

trochę prawdy jest w twoim felietonie. Szczególnie tej o zalewie informacji o jej tendencyjności i o tym że ludzie muszą się nauczyć z korzystania z sieci:)

Avatar
squeet (niezalogowany) | 17.04.2006 13:33#4

No i niestety podział ludzi na takich, którzy potrafią używać zwojów mózgowych a tych, którzy mają z tym problem - istnieje...

A człowiek? Człowiek może być sobą, albo być chodzącą kopią kogoś sławnego, bogatego, z innego kraju, bo tak jest fajnie i tak gazety piszą...

Kto dzisiaj czyta lektury? Heh... Teraz to już raczej czytanie bryków to rzadkość...

Bo jest INTERNET!

Avatar
Baśka (niezalogowany) | 18.04.2006 22:12#5

Tak.... walka dobra ze złem... Siecią rządzą tajemnicze byty, które dzielą się na dobre i złe, piękne i brzydkie, białe i czarne, mądre i głupie.... Strach się bać! A Ty którą stronę mocy wybierzesz?? :D
Internet poprostu nie ma cenzury, nikt nie stoi na straży dobrego smaku, czy poprawności językowej, czy chociaż ortografii...Z jednej strony to źle, ale z drugiej... nawet ja moge się wypowiedzieć :>
Pozdrawiam

Avatar
wielki brat (niezalogowany) | 18.04.2006 22:16#6

internet jest ok do momentu kiedy traktujemy go jako środek, a nie cel sam w sobie

Avatar
fanka (niezalogowany) | 18.04.2006 22:32#7

Internet to moje zycie, caly moj swiat. Szkoda tylko ze musze odrywac sie od mojego ukochanego komputera, zeby dokonywac tak prozaicznych czynnosci jak chociazby jedzenie, ale pewnie wkrotce i to sie zmieni.

wlasnie zamawiam pizze, via internet, rzecz jasna ;)zjem ja w towarzystwie moich przyjaciol (webcam), potem tylko sprawdze biorytm na jutro, zeby sie przekonac czy warto w ogole wstawac i zaczne kolejny dzien czytajac najswiezsze doniesienia i moze nawet troche pozazdroszcze uczestnikom realnego swiata, ale tylko troche, mam przeciez mojego ukochanego czata

Avatar
qba (niezalogowany) | 19.04.2006 21:07#8

Hej fanka! Serdeczne wyrazy wspolczucia. Nie wiem czy zauwazylas ale mamy wiosne, wiec moze wystawisz swe blade cialko na slonce. Ja w kazdym badz razie goraco zachecam.

Avatar
tr (niezalogowany) | 20.04.2006 0:31#9

korzystam z internetu od 12 lat i ani razu nie poczulem uzaleznienia. internet jest czescia mojego zycia - ale nie dominujaca. autor artykulu chyba przesadzil z reklamami i z wlasnymi udrekami - i chyba nie bardzo rozumie istote nowej technologii, tylko slepo pograza sie w wirtualnym nie do konca dla niego zrozumialym "swiecie". poznaj zasade dzialania i stwierdzisz, ze nie masz z tym nic, a na pewno nie wiele wspolnego i odbij!
czy ktos pamieta, jak wygladaly poczatki wp ? albo onetu ? kiedys zeby cos znalezc to oprocz j. ang. trzeba bylo umiec korzystac z excite'a albo yahoo!!
wiec jestem przeciw takim lamom internetowym, ktore nawet nie wiedza co to ftp i wypowiadaja sie na tak szanowanym forum!

Avatar
jj (niezalogowany) | 21.04.2006 13:05#10

Jadalny, jadalny. Może trochę ciężki, ale może właśnie taki powinien być: ciężki, jak szum informacyjny wokół całego netu...

Avatar
anonim (niezalogowany) | 21.04.2006 21:02#11

Co on moze powiedziec o swoich kontaktach z ludzmi?Nic.Moze jest obcykany w tych wszystkich wirtualnych pierdolach,ale jako guru jest jeszcze CIENKI.Spojrzcie na jego oczy-podkrazone.Chyba kolo przegina z kompem.

Avatar
Spectator (niezalogowany) | 24.04.2006 14:13#12

@Ryan, widzę, że na niektóre rzeczy patrzysz bardzo podobnie jak ja. Chciałbym napisać Ci coś prywatnie, jakbyś mógł to napisz jakiś list na mojego maila: spectatorx@gmail.com W swoich felietonach poruszasz naprawdę interesujące tematy, + dla Ciebie!

Internet jest kontrowersyjnym medium jeśli chodzi o wiarygodność. Autorzy stron, blogów, portali, wortali itd, powinni sprawdzać wiarygodność źródła podawanej informacji i jej samej. Cenzura musi obowiązywać wszędzie i zawsze, ale tylko w formie autocenzury! Bez tego internet byłby jeszcze większą papką niż jest teraz, jednak brak cenzury w sieci jest ratunkiem dla krajów, w których dostęp do informacji jest ograniczany przez władze, np u naszych sąsiadów, znaczy sie na Białorusi. Internet będzie jeszcze przez długi czas istniał dopóki ktoś nie opracuje nowego, doskonalszego medium informacji.

@anonim, on ma oczy podkrążone od czegoś innego, nocki zarywa na dziewkach i imprezach, a z tego co widzę to chłopak dobrze się rozkręca! Tak dalej!

@Fanka, ja też lubię sieć, kompy i wogóle, często miałem zarwane noce nad różnymi gierkami, najczęściej "rozpracowywałem" ich systemy plików, ale to co Ty odwalasz to jest delikatne przegięcie! Chyba, że się mylę i jest to część Twojej pracy; jeśli możesz to odpisz na adres, który wcześniej podałem, nie mam w domu neta więc dopiero jutro będę mógł odpisać!

To by było na tyle, dziękuję bardzo!

Avatar
Ryan (niezalogowany) | 24.04.2006 15:19#13

anonim: Mam taki pigment w okolicach oczu i nic na to nie poradzę (opinia dermatologa: "taka uroda"). Sypiam dobrze i od komputera odchodzę. Dzięki za troskę. ;]

Spectator: mój email jak i reszty członków redakcji jest dostępny w sekcji "o vortalu". Jeśli chcesz o czymś napisać - pisz śmiało. :)

Avatar
Dzikiewino (niezalogowany) | 16.05.2006 10:43#14

Dobry artykuł, ciekawe uwagi i wnioski szkoda, że Ciebie w tym nie ma ...chyba, że miałem to wyczytać między wierszami...

Avatar
Piotrek (niezalogowany) | 27.06.2006 16:51#15

Jest jadalny .. a nawet smaczny :)
Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Zasady publikowania komentarzy
Autor
Treść