r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Zawierucha na rynku bitcoinów: tonąca giełda Mt. Gox chciała pociągnąć za sobą wszystkich

Strona główna AktualnościBIZNES

Ostatnie miesiące nie były dla bitcoina łatwe. Tak wieść o „delegalizacji” kryptowaluty w Chinach, jak i późniejsze doniesienia, że i Rosja „zakazała” wymiany rubli na bitcoiny, uznając je za instrument finansowy wysokiego ryzyka, sprawiły że na większości giełd kurs bitcoina względem walut narodowych regularnie spadał. Nie pomogło też aresztowanie przez FBI Charliego Shrema, szefa giełdy BitInstant, oskarżonego o to, że pomagał użytkownikom serwisu Silk Road w nielegalnych transakcjach narkotykowych. Mimo tych ciosów z zewnątrz, kryptowaluta znosiła je lepiej, niż choćby argentyńskie peso, dla którego chyba już żadnej nadziei nie ma. Znacznie poważniejszy cios został jednak bitcoinowi w ostatnich dniach zadany od wewnątrz, wstrząsając całym rynkiem kryptowalut.

O problemach z wypłacaniem środków w walutach narodowych z japońskiego serwisu Mt. Gox, przez długi czas największej giełdy bitcoinów na świecie, wiadomo było od wielu miesięcy. Doprowadziło to do przejścia większości świadomych inwestorów na bardziej wiarygodne giełdy, takie jak BTC-E czy Bitstamp, wciąż jednak Mt. Goxa trzymały się tysiące drobnych ciułaczy, giełda ta pod względem wolumenu transakcji BTC-USD pozostawała trzecią co do wielkości na świecie. Jednocześnie osobliwa sytuacja z niemożnością wypłacenia środków w dolarach sprawiła, że kurs bitcoina na giełdzie tej sporo wyrastał ponad rynkową medianę – ci, którzy chcieli wyciągnąć swoje pieniądze z MtGox zmuszeni byli kupować za dolary (czy inne waluty narodowe) po zawyżonym kursie bitcoiny (których brakowało) i przenosić je na konta w innych giełdach. Doszło do sytuacji, w której gdy na BTC-E za bitcoina trzeba było zapłacić 800 dolarów, na MtGox żądano ponad 1000 dolarów.

Sytuacja drastycznie się zaczęła zmieniać w zeszłym tygodniu, gdy użytkownicy Mt. Goksa zauważyli, że nie mogą wypłacać także bitcoinów. W ostatni piątek ich niepokój wzrósł jeszcze bardziej. Operator giełdy opublikował na swojej stronie oficjalne oświadczenie, z którego wynikało, że wypłaty bitcoinów zostały zawieszone. Konieczne okazało się „zamrożenie” systemu wypłat, by rozwiązać odkryte z nim niedawno problemy techniczne. Deklaracja wyglądała wiarygodnie – usługi zajmujące się analizą sieci Bitcoin odnotowywały, że wiele transakcji, które rzekomo miały być zrealizowane, nie trafiały do publicznego łańcucha bloków (zawierającego całą historię transakcji bitcoinami). Dotyczyło to zarówno drobnych jak i dużych wypłat.

MtGox obiecywał jednak, że zamrożenie systemu, to tylko przejściowa sprawa, zespół programistów pracować będzie ciężko przez weekend – a w poniedziałek przedstawi dalsze informacje. Co ciekawe, nie zablokowano przy tym samego mechanizmu transakcji między użytkownikami, ani też wpłat, czy to w bitcoinach, czy walutach narodowych, więc fora dyskusyjne natychmiast wypełniły się spekulacjami o tym, że to już koniec Mt. Goksa, a wprowadzone tam bitcoiny są nie do odzyskania. Całą giełdę uznano za typową bańkę spekulacyjną, w której pieniądze dla „starych” użytkowników pochodzą z wpłat od nowych.

Jednocześnie sztucznie wywindowana cena bitcoina na japońskiej giełdzie zaczęła szybko spadać – w ciągu kilkunastu godzin kryptowaluta na zablokowanej giełdzie straciła 30% swojej wartości. Niepokój inwestorów przełożył się także na kursy na innych giełdach – w pewnym momencie na popularnym BTC-E bitcoina można było już kupić za niespełna 600 dolarów, a zrozpaczeni gracze na publicznym czacie giełdy, złośliwie nazywanym „trollboksem” krzyczeli, że to już koniec.

Tak jak Mt. Gox zapowiadał, tak zrobił. W poniedziałek wydano kolejny komunikat dla mediów, w którym winę za wszystkie problemy z serwisem zrzucono na błąd w samym protokole Bitcoin. Chodzi o tak zwaną możliwość uzłośliwienia transakcji, opisywaną na wiki Bitcoina już w 2011 roku. W uproszczeniu chodzi o to, że w niektórych implementacjach oprogramowania możliwe jest zmodyfikowanie transakcji w taki sposób, że będzie ona miała inny identyfikator (Tx hash), mimo że zmianie nie ulegną adresy nadawcy i odbiorcy, ani przesyłana wartość. To w sumie trywialny problem, nie występujący w referencyjnym oprogramowaniu Bitcoina (oficjalnym portfelu i demonie), który łatwo można obejść, polegając na potwierdzeniach w łańcuchu bloków, a nie na identyfikatorach, które nie są żadnym potwierdzeniem transakcji, lecz jedynie udogodnieniem dla oprogramowania portfela.

Mt. Gox przedstawił jednak uzłośliwienie transakcji jako krytyczny błąd w Bitcoinie, którego naprawienie wymagać będzie współpracy całej społeczności, uzasadniając w ten sposób konieczność dalszego utrzymania blokady wypłat do momentu, gdy ta bardzo nowa technologia, jaką jest Bitcoin, nie zostanie naprawiona. I choć reakcje co bardziej naiwnych inwestorów spowodowały na pozostałych giełdach spadek kursu bitcoinów nawet o kilkanaście procent, to jednak umiejący czytać pomiędzy linijkami zrozumieli o co chodzi. Mt. Gox okazał się niewypłacalny nie tylko w dolarach (prawdopodobnie po tym, jak przejęto jego konta bankowe w USA), jak i w bitcoinach – ktoś najwyraźniej znalazł sposób na fałszowanie transakcji, które później raportowano jako niezrealizowane, więc wypłacane „ręcznie” przez pracownika działu obsługi klienta. Dziś Mt. Gox prawdopodobnie jest niewypłacalny także w bitcoinach – i upadając, spróbował pociągnąć za sobą całą kryptowalutę.

Fundacja Bitcoina wydała więc oświadczenie, z którego wynika, że problem tkwi wyłącznie po stronie Mt. Goksa i jego własnej implementacji oprogramowania portfela, jego procedur obsługi klienta i nieprzygotowania na dobrze znany scenariusz ataku. Poinformowano też, że trwają prace nad rozwiązaniem problemu złośliwych transakcji, ale i tak najlepszym rozwiązaniem jest używanie zalecanego, referencyjnego oprogramowania: portfela bitcoin-qt i demona bitcoind (nieoficjalne portfele Electrum i Multi-bit również są odporne na wspomniany atak. Andreas Antonopoulos, ekspert od kryptowalut z firmy Root Eleven stwierdził, że cała ta afera wzięła się tylko z tego, że pewien fan Dungeons and Dragons napisał giełdę walut w PHP – i trzy lata później wciąż za to wszyscy płacimy.

Obecnie rynek BTC odrabia straty po weekendowej panice, a cena bitcoina waha się między 670 a 705 dolarów.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.