r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Zee.Aero: latające auta powstają za pieniądze założyciela Google

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Boom, jakiego w ostatnich dziesięcioleciach doświadczyła branża IT doprowadził do niespotykanej wcześniej sytuacji: pieniądze i związane z nimi możliwości trafiły do ludzi, którzy ewidentnie wychowali się na literaturze i filmach science-fiction. Geeki stojące u steru cywilizacji robią rzeczy, które ściągnąć mają nam na głowy pomysły rodem z fantastyki naukowej. Najbardziej z nich znanym jest oczywiście Elon Musk – ale przecież nie jedynym. Dzisiaj poznaliśmy sekretne plany założyciela firmy Google, Larry’ego Page’a. Pamiętajcie, przyszłość już się rozpoczęła, tylko jest nierówno rozłożona.

Dziennikarze Bloomberga wreszcie ustalili, cóż takiego robi tajemniczy startup Zee.Aero, ulokowany tuż obok placówek Google’a w Mountain View, jednak oficjalnie nic nie mający z Google wspólnego (ani z inną znaną spółką technologiczną). Nic, poza osobą głównego udziałowcy. W 2010 roku potajemnie, z własnych pieniędzy, Larry Page uruchomił projekt, który miał pozostać – i długo pozostawał – tajemnicą. Cel poznali na początku tylko nieliczni, podobnie jak i osobę głównego inwestora, który dla pracowników pozostawał tylko tajemniczym miliarderem, żyjącym na pierwszym piętrze budynku, w którym pracowali.

Dzisiaj Zee.Aero, które pochłonęło już ponad 100 mln dolarów, to nie tylko tamten budynek (z którego zresztą tajemniczy miliarder się wyniósł, bo inżynierom zabrakło miejsca), ale też strzeżony hangar lotniczy oraz jednostka produkcyjna ulokowana w centrum badawczym NASA. Kilkaset metrów dalej od biur Zee.Aero działa zaś druga firma, również należąca do Larry’ego Page’a. To Kitty Hawk, na czele której stanął Sebastian Thrun, twórca programu autonomicznych aut w Google i wielu innych odjechanych pomysłów. Trudno nazwać obie firmy konkurencją. Pracują podobno nad tym samym, choć na różne sposoby. Pracują nad latającymi autami.

r   e   k   l   a   m   a

Cel wydawał się marzeniem ściętej głowy: latające auta wynajdywano mniej więcej co dekadę, a każdy z projektów kończył się kompletną klapą. Nawet w ostatnich latach takich projektów było kilka – pozostały jedynie ciekawostkami, nie wychodząc poza stadium projektowe. Dzisiaj jednak kalifornijscy inżynierowie (głównie oni, choć także i Niemcy mają tu coś do powiedzenia) wydają się być bliscy przełomu. Z jednej strony mamy lepsze materiały, autonomiczne systemy nawigacyjne, coraz wydajniejsze silniki elektryczne, z drugiej zaś pojawiło się sporo wykształconych, bogatych ludzi, którzy mają ochotę na coś innego niż kolejna posiadłość, czy kolejne sportowe superauto – i gotowi są postawić na to swoje pieniądze.

Pierwszy z patentów, jakie złożyło Zee.Aero, dotyczył podłużnego jednomiejscowego samolotu z rzędami poziomo ułożonych wzdłuż kadłuba śmigieł, mających zapewnić pionowy start i lądowanie, oraz skrzydła z tyłu, z dwoma śmigłami pchającymi. Z tego projektu powstało kilka zdalnie sterowanych prototypów w różnych skalach, nic jednak, co mogłoby unieść człowieka – i na tym się skończyło. Rok temu Page niezadowolony z braku postępów posłał ten projekt do kosza – i teraz jego startup pracuje nad bardziej klasycznym projektem. Kilka osób miało okazję dostrzec dwa nowe samoloty Zee.Aero. Mówią o wąskich kadłubach, bulwie kokpitu mieszczącej jedną osobę i zamontowanym z tyłu skrzydle z dwoma śmigłami pchającymi, oraz drugiej wersji, wyposażonej w zestawy pionowo ustawionych śmigieł po bokach.

A co w tym czasie robi Kitty Hawk? To jeszcze większa tajemnica, podobno nawet dla ludzi z Zee.Aero. Page założył drugą firmę podobno dlatego, by wywrzeć nacisk na pierwszą i sprawdzić, czy mniejszy zespół poradzi sobie lepiej. Anonimowi informatorzy mówią jednak, że powstaje tam gigantyczna forma quadrokoptera – najpopularniejszej formy amatorskich dronów.

Na pewno żaden z projektów nie jest traktowany jako rywal dla elektrycznego odrzutowca Elona Muska, obecnie istniejącego wciąż na rysunkach. Larry Page z Muskiem dobrze się znają i lubią spotykać, dyskutując o przyszłości transportu. Dla Page’a to wyzwolenie z trochę jednak ograniczającego świata bitów, możliwość wyjścia poza Google, by wspierać projekty bazujące na atomach. Roboty, auta, wreszcie samoloty – to wszystko już było, ale nigdy dotąd w takiej formie, z pieniędzmi nie tradycyjnych molochów tamtych branż, lecz od inwestorów, którzy sukces odnieśli właśnie w IT. Ktoś podobno tam w Dolinie Krzemowej narzekał, że obiecano nam latające auta, a dostaliśmy 140 znaków (w odniesieniu do długości wpisu na Twitterze). Być może bez tych 140 znaków latające auta nie mogłyby nastać – nie mając technicznej kultury, w której mogłyby się rozwinąć.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.