r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

viaTOLL: nowe technologie poległy w walce z bezmyślnością

Strona główna AktualnościBIZNES

Już na długo przed 15 lipca Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad chwaliła się zapowiadanymi ułatwieniami dla kierowców, którzy do tej pory — zwłaszcza przed świętami czy podczas długich weekendów — stali w gigantycznych korkach przed bramkami poboru opłat na autostradach, głównie A4 łączącej Gliwice z Wrocławiem. Żyjemy na szczęście w XXI wieku, więc rozbudowa elektronicznego systemu poboru opłat miała rozwiązać ten palący problem i przynieść kierowcom ulgę. Czy to jednak możliwe, że tak szumnie zapowiadane ułatwienie spowodowało więcej szkód niż pożytku? Jak widać, nawet mając do dyspozycji najnowocześniejsze technologie i lata doświadczeń z zagranicy, gdy biorą się za to politycy do spółki z prywatnymi wykonawcami, wszystko jest możliwe...

Zacznijmy od wyjaśnienia jednej bardzo ważnej kwestii. Nie wiedzieć czemu wiele mediów, łącznie z największymi ogólnopolskimi dziennikami, podchwyciło temat rzekomych usprawnień w systemie elektronicznego poboru opłat viaTOLL i przedstawiało go jako „uruchomienie systemu dla samochodów osobowych”, tak jakby wcześniej był on dostępny tylko dla ciężarówek. Nic bardziej mylnego, system viaTOLL dla samochodów o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony był dostępny niemal od samego początku pod nazwą viaAUTO i miał się dobrze, pomijając że prawie nikt z niego nie korzystał. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze samo urządzenie kosztowało 130 złotych, plus naturalnie każdorazowy koszt opłaty za przejazd — identyczny jak w przypadku systemu manualnego. Po drugie jednak, i chyba ważniejsze, posiadacze owego urządzenia i tak musieli stać w tych samych korkach. Zjechać do dedykowanej dla nich, często pustej bramki, mogli dopiero na placu poboru opłat, gdzie autostrada rozszerza się. Problem jednak polegał na tym, że korek z reguły zaczynał się „nieco wcześniej”, zwykle kilka kilometrów...

Nieprawdą jest też, jakoby od 15 lipca nie trzeba się zatrzymywać przed szlabanem. Teoretycznie nigdy nie trzeba było, bo podjeżdżając z wolna (10 km/h) do szlabanu otwierał się on automatycznie... albo nie. Nie wiedzieć czemu już na pierwszej stronie opisującej czym jest system viaTOLL zamieszczono czytelną instrukcję składania reklamacji, co zrobić jeśli szlaban się nie otworzy. Widocznie jest to często zadawane przez kierowców pytanie. Z dwojga złego lepiej więc zwolnić, niż wjechać swoją srebrną strzałą w zamknięty szlaban. Poza tym zwalnianie do 10 km/h na autostradzie to prawie jak zatrzymanie, ale z drugiej strony po staniu w wielokilometrowym korku to i tak bez znaczenia.

r   e   k   l   a   m   a

Od początku było wiadomo, że system jest niewydolny. Prywatną firmę obsługującą bramki trudno jednak do końca winić za ten stan rzeczy. Wręcz przeciwnie, na bieżąco steruje balansem bramek w obu kierunkach w zależności od ruchu i w momentach szczytowych deleguje pracowników do podawania biletów, nawet srogą zimą (co mocno ruch usprawnia, bo okazuje się, że podjechanie prosto do bramki w odpowiedniej odległości jest dla wielu kierowców nie lada wyzwaniem). Niestety bramki zostały zaprojektowane według badania natężenia ruchu wykonanego przed budową autostrady, czyli ładnych kilka lat temu. Więcej mówić nie trzeba.

Jest wiele rozwiązań tego problemu, i wcale nie jest nim rezygnacja z poboru opłat ani żadne tak niechciane przez naszych polityków winiety. Dlaczego nie zainstalować systemu kamer na każdym wjeździe, który na podstawie numeru rejestracyjnego ustalałby, gdzie dany samochód wjechał na autostradę? Odpada wtedy konieczność czekania do pierwszej bramki po odbiór biletu. Dlaczego ktoś kto wie, że przejedzie cały płatny odcinek, też musi odbierać ten bilet na wjeździe, mimo że za brak biletu i tak pobierana jest opłata równa opłacie za przejazd całego odcinka? A dlaczego w ogóle nie zrezygnować z bramek i tylko rejestrować samochody wjeżdżające i wyjeżdżające — po opuszczeniu autostrady kierowca miałby 48 godzin na uregulowanie płatności w Internecie po podaniu numeru rejestracyjnego? Ewentualnie, jeśli nie lubi płacić w Sieci, mógłby też po zjechaniu z autostrady zapłacić np. w dedykowanych bramkach (ale nie blokujących wyjazdu innym), a nawet w przydrożnym Miejscu Obsługi Podróżnych czy na stacji benzynowej.

Nasi rządzący wpadli jednak na inny pomysł uporania się z tym problemem. Rozwiązaniem, uruchomionym właśnie 15 lipca, miało być... odebranie trzech bramek „zwykłym” kierowcom i wydzielenie ich dla systemu viaTOLL, obniżenie ceny na urządzenie viaAUTO ze 130 zł do 50 zł (ale tylko kilkaset sztuk, bo to ograniczona promocja) i gigantyczna kampania w mediach, w tym plakaty z dumnie brzmiącym hasłem „Nie stój. Jedź”. Stojąc wczoraj wieczorem w korku przed bramkami w Karwianach pod Wrocławiem przez godzinę i 10 minut (albo, jak kto woli, przez blisko 6 kilometrów) i czytając ten slogan na billboardach trzeba się było naprawdę mocno zastanawiać, czy to ponury żart, czy po prostu jakaś prowokacja.

Dlaczego korek był tak duży? Wydzielono dodatkowe bramki dla użytkowników systemu viaTOLL, z tym że nikt z nich nie korzystał, bo nikt nie miał urządzenia. Jaki jest bowiem sens kupowania nadajnika za kilkadziesiąt złotych, jeśli jedyną korzyścią jest możliwość uniknięcia ostatnich 50 metrów korka, kiedy wcześniej stoi się kilometrami? Dostępnych bramek było więc jeszcze mniej niż przed 15 lipca, czyli przed wprowadzeniem „ułatwień”. Nie pomogło nawet „oznakowanie eksperymentalne” na placu poboru opłat, które polegało na wymalowaniu ekskluzywnego, czerwonego pasa dla posiadaczy viaAUTO. Ekskluzywnego, bo nikt po tych trzech pasach praktycznie nie jeździł. Wszyscy za to tłoczyli się w pozostałych bramkach.

Dla desperatów mimo to chcących nabyć urządzenie mamy złą informację: jest ono dostępne tylko w kilkudziesięciu punktach i stacjach benzynowych w Polsce (i to wcale nie wszystkich przy autostradzie), a wczoraj jadąc z Gliwic do Wrocławia po prostu nigdzie po drodze go już nie było. Widać cieszy się dużym zainteresowaniem. Jednym słowem, wprowadzone ułatwienia okazały się strzałem w dziesiątkę. Szkoda tylko, że do żywej tarczy jaką są klnący pod nosem kierowcy...

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.