Nie wystarczyły pieniądze pozyskane z reklam, ani też kontapremium dla tych Anonów, którzy chcieliby dodatkowychfunkcjonalności. Nadchodzi zima, która może przynieść koniecfajnych obrazków z Internetu, a co za tym idzie, memetycznąkatastrofę całej Sieci – pozbawiony 4chanu Internet pogrąży sięw nijakości i politycznej poprawności, a słowo Google znów będzieznaczyło Google, a nie jak dzisiaj, Google.
Na szczęście nie wszystko jest stracone. Nisimura, który wforach obrazkowych siedzi od lat, jest założycielem japońskiego2channel, przedstawił trzy posunięcia, które mogą pomóc wutrzymaniu 4chanu przy życiu. Pierwszym jest sprzedaż większejliczby subskrypcji (być może z ograniczeniem funkcji dlaniepłacących), drugie to wprowadzenie znacznie większej ilościreklam do serwisu, trzecie to ograniczenie o połowę generowanegoruchu sieciowego – czy to przez zamknięcie niektórych boardów,czy też zmniejszenie maksymalnych rozmiarów wysyłanych obrazków.
Pojawiła się jednak jeszcze jedna możliwość ocalenia tejprzystani niemal nieograniczonej wolności (obraźliwego) słowa.Brzmi to absurdalnie, a jednak 4chanem zainteresował się niesławnyMartin Shkreli, „najbardziej znienawidzony człowiek Ameryki”.Znany jest on najbardziej z tego, że po zdobyciu przez jego firmęfarmaceutyczną wyłącznej licencji na lek Daraprim, wykorzystywanym.in. w leczeniu toksoplazmozy u chorych na AIDS, podniósł jegocenę z 13,5 dolara do 750 dolarów za tabletkę.
I'm open to joining the Board of Directors of 4Chan. @4chan
— Martin Shkreli (@MartinShkreli) October 2, 2016Shkreli złożył ofertę Nishimurze przystąpienia do radydyrektorów 4chanu – i najwyraźniej jest ona rozpatrywana. Ktowie, jak zły może teraz stać się 4chan po tym, gdy wpadnie w ręcetego zdolnego przedsiębiorcy o albańskich korzeniach? Nudno napewno nie będzie.