Na początku miesiąca koncern uruchomił akcję „Keep The Cash”, w ramach której deweloperzy mogą zarobić 100 dolarów za każdą zgłoszoną do sklepu aplikację (w sumie można zyskać aż 2000 dolarów — w tym celu trzeba przygotować po 10 programów dla Windows Store i Windows Phone Store). Niestety oferta ograniczona jest wyłącznie do osób mieszkających w Stanach Zjednoczonych, a dodatkowo ma jeszcze jeden, dość istotny szczegół — Microsoft nie chce zaśmiecać sklepu klonami, które służą dokładnie do tych samych celów. Dlatego jeden z punktów regulaminu stanowi, że zgłaszane aplikacje muszą być zasadniczo niepowtarzalne.
Prawdopodobnie warunek ten można potraktować wyłącznie jako zabezpieczenie przed osobami, które chciałyby kilkukrotnie zarobić na bliźniaczym kodzie. Jednak gdzieś w głębi duszy tli się nieśmiała nadzieja, że Microsoft chce zadbać także o jakość aplikacji — czyli o coś, czym np. Google zdaje się w zasadzie w ogóle nie przejmować (chyba że chodzi o blokowanie reklam). Niestety wciąż nie zmienia to faktu, że zachęcanie deweloperów dodatkowymi pieniędzmi świadczy o słabości całego ekosystemu. Zwłaszcza że nie jest to pierwszy raz — z bardzo podobną promocją koncern wystartował już w 2010 r., niedługo przed premierą Windows Phone 7. O niebezpieczeństwach związanych z przeprowadzaniem tego typu akcji pisał w ubiegłym roku Charlie Kindel, były menedżer generalny systemu Windows Phone. Płacenie programistom za zainteresowanie swoją platformą jest oznaką desperacji. […] System, z którym twórcy aplikacji nie jadą na tym samym wózku, jest sztucznie wspierany i na dłuższą metę nie odniesie sukcesu — ostrzegał.