r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Animoji: demonstracja siły Apple'a przywróci wartość wyrazowi twarzy

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Animowane emoji, odzwierciedlające ruchy twarzy wysyłającego, to nowinka w systemie iOS 11. Z technicznego punktu widzenia rozwiązanie jest bardzo ciekawe – wykorzystuje przestrzenną kamerę w smartfonie, analizuje obraz i tłumaczy ruchy twarzy na rysunkową główkę. Chwaląc się osiągnięciami (które na pewno zostaną wykorzystane też w „poważniejszy” sposób) i dając nam do rąk kolejną zabawkę Apple może zmienić to, jak się komunikujemy. Nie będzie to jednak rewolucja na miarę emocji – raczej powrót do tradycji, ale inną drogą.

Z punktu widzenia psychologii emoji są kolejnym niewerbalnym medium komunikacyjnym, nieodłącznie powiązanym z komunikacją werbalną, przekazywaną przez zapis. Co ciekawe, nasze mózgi nie traktują zestawów znaków ani małych obrazków jak litery czy słowa, ale widzą w nich twarze i starają się odczytać emocje. Pod tym względem emoji, tak samo jak mowę ciała, można wykorzystać do zmiany zdania drugiej osoby czy sterowania jej nastrojem. Jest to jednak ryzykowne. Czasami nie da się ukryć smutku czy złości, ale można powstrzymać się przed wysyłaniem „smutnych” emoji w SMS-ie. To oczywiście broń obosieczna i można spowodować dyskomfort rozmówcy, wysyłając sprzeczne sygnały werbalne i niewerbalne.

Percepcja emotikonów zależy także od wieku odbiorcy. Australijski eksperyment wykazał, że osoby powyżej 35-40 roku życia są przyzwyczajone do wersji uśmiechu z minusem – :-) – podczas gdy dla osób przed trzydziestką ten minus jest niepokojący. Niektórzy twierdzą, że osoby leworęczne częściej odwracają emotikony (zaczynają uśmiech od nawiasu, potem dopisując „resztę twarzy”), inni uważają to za kwestię czysto kulturową, podobnie jak pomijanie dwukropka w niektórych krajach.

r   e   k   l   a   m   a

Są nawet głosy za tym, że osoby w pewnym wieku w ogóle nie powinny dotykać emoji. Niektórych lepiej nie używać bez zapoznania się z wyjaśnieniem, co właściwie oznaczają – na przykład człowiek z eksplodującą głową to tak według zamysłu autorów ukłon i wyraz szacunku, a nie ilustracja migreny.

Warto pamiętać, że nasze mózgi doskonale sobie radzą z holistyczną analizą twarzy innych osób, błyskawicznie określając nastrój, intencje, w przybliżeniu wiek, płeć, a czasem nawet pochodzenie rozmówcy bez zwracania uwagi na elementy składowe osobno. Jeśli jednak obraz zostanie odwrócony, przestajemy sobie radzić z interpretacją wyrazu twarzy, a także znakami przypominającymi twarze. Pod tym względem ustawione w naturalnej dla nas pozycji emoji są łatwiejsze do przyswojenia i bardziej uniwersalne niż emotikony, co potwierdziły badania przeprowadzone w Japonii. Ponadto twarze rzadko są statyczne, więc może wprowadzenie naturalnego ruchu nie jest takim złym pomysłem, jak może się na początku wydawać.

We wspomnianym eksperymencie, badaniu podlegały mikronapięcia mięśni mimicznych w reakcji na widok emotikonów. Nietrudno domyślić się, że szybszą reakcję (odruchowe naśladowanie wyrazu twarzy) można było zaobserwować u osób, które widziały emotikony w komfortowej dla siebie pozycji i formie – takiej, jak się przyzwyczaiły przez lata korzystania z e-maili i komunikatorów. Napięcie mięśni występowało u nich w ciągu 300-400 ms, co jest niemal tak szybkie, jak reakcje w rozmowach „twarzą w twarz”. W przypadku emotikonów zmodyfikowanych, reakcja występowała dużo później, a czasami w ogóle jej nie było. Podobnie było z pokazywaniem słów – na przykład „uśmiech” wcale nie powoduje uśmiechu. Ciekawe, czy reakcje na animowane ilustracje emocji będą równie szybkie i czy Apple na tyle dobrze odwzoruje ruchy na emoji, byśmy prawidłowo odbierali intencje rozmówców.

Korzystanie z współczesnego oprogramowania pokazuje, że emotikony, jakie znamy z pierwszych e-maili, niebawem odejdą w niepamięć. Już nawet Word zamienia odpowiednie ciągi znaków na proste emoji, nie wspominając o komunikatorach i klawiaturach ekranowych na urządzeniach mobilnych.

Pod względem orientacji obrazkowe emoji powinny też być łatwiejsze do przyswojenia, choć wiele można zarzucić ich czytelności i estetyce.

Jest jeszcze jeden problem. Kod wydaje się być uniwersalny, ale nie jest. Różnice między platformami mogą powodować nieporozumienia i wpływać na to, jak odbieramy ten sam znak. Świetnym przykładem jest tu emoji broni palnej – Apple zamienił rewolwer na pistolet na wodę, a tymczasem Microsoft zmienił zabawkę na prawdziwy rewolwer.

To świetny sposób, by się nie dogadać tylko dlatego, że używamy smartfonów różnych producentów. Emoji w teorii powinny komunikację upraszczać i redukować nieporozumienia, ale nawet drobne różnice, jak kształt czy odcień obrazka, mogą generować niepotrzebne napięcie, nie wspominając już o emoji wyraźnie różniących się między systemami, jak wspomniana broń palna, krokodyl, jednorożec czy tęcza.

Emoji, podobnie jak niektóre słowa, mają też większe niż miny tendencje do bycia hermetycznymi, co widać w szczególności w grupach tematycznych. Mimo że mamy do czynienia z obrazkami, nietrudno napisać coś nieodpowiedniego. Ogromny wybór kolorowych, podobnych do siebie grafik, stłoczonych na niewielkiej powierzchni przytłacza użytkowników, którzy nie mają pojęcia który wybrać (łzy to łzy, kto by się przejmował, czy z radości?). Nic wielkiego się nie stanie, jeśli ktoś się pomyli w rozmowie ze znajomymi, ale osobom publicznym takich rzeczy Internet nie wybacza.

Z jednej strony to dobrze, że mamy dodatkowy kanał komunikacji, ułatwiający przekazywanie emocji na odległość. Z drugiej wcale nie niweluje to konfliktów, a przy tym zapominamy o mimice i tracimy umiejętność opisywania własnych uczuć, czekając na mniej wymagające intelektualnie rozwiązania. Może pomysł Apple'a na animoji przywróci dawną wartość ruchom naszych mięśni mimicznych.

Czy potrzebna jest do tego maska małpki albo żółtej kulki, by wysłać wyraz twarzy? Prawdopodobnie tak, gdyż wiele osób nie zdecyduje się na zrobienie sobie zdjęcia spontanicznie, bez wcześniejszego przygotowania. Internet jest pełny filmów instruktażowych, jak pokazać się korzystnie w oku frontowej kamerki swojego smartfonu, jak zrobić odpowiedni makijaż na tę okazję i jakich kosmetyków używać (tak, dla panów też). Ale może kiedyś wrócimy do pokazywania się rozmówcom.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.