Ostatnia beta Androida Q i oficjalna zapowiedź Androida 10 – ciekawe, czy warto

Zgodnie z pierwotnym planem, w pierwszym tygodniu sierpnia światło dzienne ujrzała ostatnia (szósta) testowa odsłona Androida Q. Łatwo się domyślić, że znajdziemy w niej naprawdę niewiele nowości, gdyż głównie skupiono się na finalizacji API i doszlifowaniu
szczegółów.

No ale „niewiele” nie oznacza „nic”, więc wypada mi stworzyć kolejny tekst z tej serii, aby o nich wspomnieć. 

Tych kilka rzeczy

Zacznijmy od tego, że zaimplementowano funkcję, o której wspominałem w poprzednim wpisie – mam na myśli suwak odpowiadający za czułość („wrażliwość”) gestu cofania. Poskąpiono jednak konkretnych wartości, w zamian dano cztery stopnie – od „low” do „high”.

Trzy kolejne zmiany są naprawdę mocno kosmetyczne i podejrzewam, że typowy użytkownik nawet by nie zwrócił na nie uwagi. Pierwsza tyczy się znikania „pastylki” sugerującej miejsce wykonania pełnoekranowych gestów. Dotychczas, wzorem iOS, wyświetlała się wszędzie, a obecnie tylko w aplikacjach – ukrywa się na ekranie domowym (niby nic, ale teraz już nie można zarzucić kopii, nie?). Druga tyczy się nowej ikony „połączenia alarmowego” – nie żebym widział różnicę. Natomiast trzecia to już w ogóle kuriozum i jestem pełen podziwu, że ktoś to w ogóle wychwycił – delikatnie, ale tak naprawdę delikatnie, przyciemniono ikonkę umożliwiającą jednorazowy obrót ekranu.

Polecam poniższe, krótkie podsumowanie wideo.

Ciekawostka

Swego czasu redaktorzy XDA przeanalizowali nieudostępnioną odsłonę Androida Q, dzięki czemu dotarli do interesujących informacji. Ustalili, iż Google pracuje nad poszerzeniem opcji personalizacyjnych „czystego” Androida, które dla wielu były bardziej niż niewystarczające. Co prawda wciąż nie znajdziemy ich w systemie, jednak niektórym użytkownikom pojawiła się nowa „sugestia” w ustawieniach. Nie wiadomo, dlaczego tylko nieliczni dostąpili tego "zaszczytu”, jednak koniec końców i tak niczego nie zyskali – jej kliknięcie przenosi do „starej” aplikacji Tapety.

Finał, czyli ostateczna nazwa i logo

Google mocno wszystkich zaskoczyło, a niektórych wręcz zniesmaczyło, niespodziewanie zdradzając swoje plany co do nazwy nadchodzącego wydania Androida. Zrezygnowano z, podobno nieintuicyjnych i wprowadzających zamęt, „cukrowych nazw” na rzecz jednoznacznych cyfr – tak więc postawiono na klasykę. W związku z powyższym, nadchodzącą aktualizację ochrzczono mianem Androida 10. To oczywiście nie jedyna zmiana, gdyż pochylono się również nad logotypem reprezentującym ten system. Zielony „napis” zastąpiono czarnym, a obok niego umieszczono głowę tzw. bugdroida – w odcieniu zielonego, którego nie jestem w stanie określić.

Poza tym, udostępniono dwa filmiki – krótszy, prezentujący ewolucję wspomnianego logo (typowo „reklamowo”) oraz dłuższy, zawierający w zasadzie to samo, lecz okraszone komentarzem twórców.