Audio i ekologia w domu, gdy decyduje okazja zakupu

Święta to czas refleksji. Okazuje się, że domowe ogrzewanie i odtwarzanie muzyki mogą mieć wiele wspólnego. Skojarzenia z efektem, czyli mocą dziwnie integrują się z tematem "niemocy". Spowodowała to popularność palenia mało wydajnym węglem, który można kupić okazyjnie i brakuje powszechnej świadomości, że jest to nierentowne. Taki sposób myślenia dominuje także w temacie odtwarzania muzyki i podobnie jak z węglem, jest to popularne nie tylko w domach. Trwa właśnie medialny szum, bo korzystanie z węgla przy produkcji elektryczności jest rentowne inaczej i wszyscy dostaniemy za to rachunek.

Można oczywiście rozdzierać szaty z powodu unijnych dyrektyw, ale nie zmieni to faktu, że chodzi o walkę z mocą, która idzie w komin. Brak świadomości tego powoduje kary, które mają nas chronić i nie ominą nawet tych, którzy zainwestowali w ogrzewanie elektryczne, bo liczyli, że jest bardziej czyste. Wyjątkiem będą tylko najbardziej przezorni, którzy zdążyli zainwestować we własne źródła energii. Skróci się im teraz czas zwrotu kosztów inwestycji, nawet tych indywidualnych. Jeszcze większymi zwycięzcami będą samorządy, które wykazały się taką przezornością. Staną się teraz atrakcyjne dla małych i średnich przedsiębiorstw. Chodzi tu również o klimatyzację w miejscu pracy, gdy jest upalne lato. Tu Warszawiacy skorzystają także z przezorności samorządu. Latem w mieście najmniejsza redukcja spalin jest na wagę złota i zainwestowano w autobusy z klimatyzacją zasilaną energią słoneczną.

Za mało efektywne odtwarzanie muzyki nie ma kar, ale warto zastanowić się, czy "okazje" rzeczywiście są korzystne. Serwisy z muzyką są okazją, jak ta z węglem. Liczymy, że parę groszy rozwiązuje sprawę praw autorskich. To wiara w cudowną moc reklamy, a patrząc obiektywnie łatwo zauważyć pierwszą karę. Korzystający z okazji i relaksujący się ze słabszą jakością nagrań zostają ukarani większą ilością reklam. Zwolnienie od tej kary zapewnia większa opłata, ale pytanie jest, jak długo będzie to korzystne. Umowy mogą zostać zmienione i trudno to prawnie zakwestionować, bo jeżeli warunki nam nie odpowiadają, to jest możliwość korzystania bez żadnych opłat. Trudno jest zakwestionować warunki opłat za dodatkowy komfort ze zwolnieniem od reklam. Obserwujemy wysyp ofert z usługami, gdzie nie ma opłat przez 6 miesięcy i nie trzeba być geniuszem, by rozumieć, że później zapłaci się więcej. Oferty serwisów z muzyką nie są tak czytelne, ale w obu przypadkach chodzi o uzależnienie klientów. Podobną taktykę stosują handlarze narkotyków. Na imprezach pojawia się "dobry wujek", który częstuje używką. Jest to atrakcja dla młodych, którzy nie mogą kupić alkoholu. Serwisy muzyczne są także ukierunkowane na młodych, którym szkoda kasy, by inwestować we własną kolekcję z nagraniami.

To porównanie handlarzy i globalnego biznesu może wydawać się bardzo naciągane. Nie chodzi tu jednak o zagadnienia prawne, a o mechanizmy. Wyrachowanie na dużą skalę widać także w temacie z węglem. Koszta produkcji energii wzrastają i trzeba je pokryć, ale ma to być rozliczane w różny sposób. To klasyczny przykład politycznej manipulacji rodem z PRL, żeby wyborca nie dostał rachunku bezpośrednio. Lepiej zrzucić wyższe koszty na samorządy i przedsiębiorców, ale w praktyce rachunek dostaną podatnicy i klienci, czyli wszyscy.

Nie zaszkodzi tu dodatkowo podkreślić, że przyzwolenie na palenie węglem miało chronić polskie górnictwo. Jednak ukraiński jest tańszy i jest powszechnie używany. Tu jest kolejne zaskoczenie, bo jego źródła są okupowane, chociaż Rosja jest liderem handlu ropą i gazem, a te archaiczne kopalnie nie są dla nich rentowne. Chodzi widocznie o kontrolę nad dostawami na rynku energetycznym. Za to giną ludzie.

Rozwój alternatywnej produkcji energii może ograniczać pozycję tych podejrzanych karteli, ale w Polsce zostało to właśnie odstawione na boczny tor. W tym najbardziej zaskakujące jest to, że preferencje wyborcze zmieniło rozdmuchanie afery medialnej, za którą stoi handlarz tanim węglem za pośrednictwem rosyjskiego biznesu. Afera powróciła na łamy mediów, gdy były zmiany na stanowiskach osób decyzyjnych w sprawach energetyki.

Wydaje się, że walka o uzależnienie od muzyki nie będzie nigdy na taką skalę, jak z energetyką. Zastanawiające są jednak ostatnie doniesienia o udostępnianiu danych z facebook dla firm oferujących muzykę. Ta kooperacja jest bardzo dziwna i mało prawdopodobne jest, że była jednostronna. Pojawia się w związku z tym pytanie, jakie dane o słuchaniu muzyki mogły być interesujące. Facebook ma ofertę, z której korzysta duża część światowej populacji, bo boją się wykluczenia z globalnej wioski.

Wygląda na to, że tworzony jest jakiś kartel na rynku reklam. Jeżeli tak nie jest, to sytuacja może być jeszcze poważniejsza. Czemu serwisy muzyczne płacą za te dane? To nie mogą być małe kwoty, a opłaty za usługę serwisu nie są duże. Nie może być to jakiś biznes z ofertą wyświetlania reklam na ekranie telefonu noszonego w kieszeni. W serwisach internetowych trzeba już klikać w wyskakujące reklamy, by wrócić do zawartości, która nas interesuje. Natomiast w strumieniu z muzyką reklama jest nieprzerywana, ale są wyższe koszta, by była skuteczna. Są sposoby, by zwiększyć skuteczność i drastycznie obniżyć koszta, ale jest to nielegalnie. Wydaje się tu konieczne, by zwrócić uwagę, że właściciel facebook od lat mieszka w twierdzy, jak szefowie karteli narkotykowych, a to sugeruje taką, a nie inną mentalność.

Wiele wskazuje, że biznesowo Rosja walczy na rynku zasobów naturalnych, a globalne korporacje w sektorze wirtualnej przestrzeni. Reklama nie jest produktem. Ma jednak kluczowe znaczenie dla produkcji na potrzeby zakupów w globalnej wiosce. Kontrolę nad tym można porównać wręcz do wprowadzenia w zamierzchłych czasach pańszczyzny, czy późniejszego podporządkowania kolonialnego. Początkowo ludzie żywili się tym co uprawiali lub upolowali. Dzielili się tym między sobą. Chęć dominacji przez jednostki wywoływała konflikty, a ich rozstrzyganie pozwoliło na zbudowanie struktury, która narzuciła najróżniejsze zależności społeczne. Tak stworzono system pańszczyźniany i kolonializm. Widocznie podobne procesy na miarę naszych czasów kreowane są teraz z reklamą.

Na to co dzieje się w dużych korporacjach mamy znikomy wpływ. Możemy jednak nadal zachować swobodę w domu, gdy chcemy relaksować się z muzyką. Podobnie jest z książką, w której nie migają nam żadne reklamy. Czytanie książki nie znaczy absolutnego odcięcia się od radia, telewizji, kina, Internetu itd. Dominujący od ponad stu lat braku czasu spowodował, że książki czytane były najczęściej podczas krótszej lub dłuższej podróży, a potem Walkman sprawił, że zastąpiła ją muzyka. Teraz od kilku lat króluje telefon i dostępne w nim multimedia. Jest to postęp technologiczny, który przy okazji ogranicza nasz relaks. Warto zastanowić się, czy ta okazja jest dla nas rentowna. Może lepiej jest zainwestować w porządny relaks i delektować się muzyką z własnej kolekcji, by nie stać się niebawem niewolnikiem globalnych korporacji.

Takie refleksje z domowej perspektywy na temat wielkiego biznesu graniczą z teoriami spisowymi. Z dala od domu jest bardziej przyziemny przykład, chociaż dotyczy bujania w obłokach. Samolot od kilku lat taniej od promu przeprawia ludzi przez Morze Bałtyckie. Efektywne zarządzanie ma tu istotne znaczenie, ale nie tylko, bo lotniska dopłacają za utrzymanie tych lotów. Przez to dojazd autobusem między sztokholmskim city na takim lotniskiem kosztuje 2 korony za minutę. Przemnożyć to trzeba z 80 minutowym czasem podróży, co daje koszt, który jest często wyższy od ceny biletu na lot, który trwa niecałą godzinkę. Ze znacznej części miasta można dojechać na to lotnisko dużo szybciej, ale dla niezależnych środków transportu stworzono utrudnienia. Tylko uprawniony autobus może zatrzymać się przed wejściem na lotnisko. Pozostali muszą zatrzymać na odległym parkingu płatnym lub wypuścić pasażerów jeszcze dalej, na poboczu drogi szybkiego ruchu. To jest spore utrudnienie dla pasażerów, a szczególnie tych z opóźnionych przylotów. Są jeszcze w Sztokholmie 2 lotniska, gdzie bez problemu można dojechać komunikacją miejską i skorzystać w tym celu z biletu miesięcznego. Tam nie ma tylko takich okazji z tanimi lotami. Są trochę droższe, bo tam również wprowadzone jest bardziej efektywne zarządzanie, ale bez dotacji z lotniska.

Okazuje się, że w biznesie nawet taka koronkowa robota z tanimi lotami nie może być stabilna. Linie lotnicze kalkulowały indywidualne opłaty z dotacjami i statystyczną sprzedażą na pokładzie samolotu. Lotniska uważają jednak, że im należy się sprzedaż i ostro inwestują, by skłonić pasażerów do zakupów na ziemi. Nudzący się pasażer to idealny klient na zakupy, więc wydłużają się procedury odprawy, by pasażerowie przyjeżdżali wcześniej, bo nikt nie chce przecież spóźnić się na lot. W odpowiedzi na to są ciągłe zmiany warunków przyjmowania bagaży na pokład samolotu, bo oddanie zakupów z lotniska do luku bagażowego jest mało atrakcyjne dla każdego pasażera. Tak rozpoczęta wojenka o zakupy spowoduje w końcu wzrost cen biletów. Najwięcej stracą na tym stali klienci, którzy zaplanowali sobie z tym swoje życie i pracują w Szwecji, a rodzina jest w Polsce. Już teraz wszyscy pasażerowie na tym tracą, bo ten godzinny lot zajmuje 4 razy więcej czasu. Oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo, ale z autobusami także jest tłumaczenie, że są bardziej ekologiczne.

Podsumowanie

Tanie linie lotnicze nie zwróciły chyba jeszcze uwagi, że oferując godzinny lot między Gdańskiem i Sztokholmem zyskują 4 godzinny dostęp do podświadomości pasażerów. Być może niebawem wartość tego dostępu pokryje z większym zyskiem koszta lotniskowe i transportu.

Strumienie z muzyką zapewnią już wielogodzinny dostęp do podświadomości słuchaczy, a jak będzie z tym w domu zależy już od nas samych.

PS 2.1.2018
Anna Rymsza przekazała nowe informacje o Firefox i reklamie. To ich wojenka z Google i Facebook, gdzie są mechanizmy, jak tej wspomnianej z lotniska, ale w gigantycznej skali.
https://www.dobreprogramy.pl/firefox-reklamy-jak-wylaczyc,News,99369.h...