Bądźmy mądrzy przed szkodą, czyli NAS w każdym domu

Strona główna Aktualności

O autorze

Znacie serię Toy Story? Animowane hity regularnie podbijają serca publiczności na całym świecie i przynoszą swoim twórcom krociowe zyski. Niewiele brakowało, by druga część serii została bezpowrotnie zniszczona, zanim w ogóle dostała szansę, by trafić do kin.

Wszystko za sprawą przypadkowego błędu. Jeden z pracowników wytwórni filmowej, zajmujący się fragmentem animacji, przez pomyłkę zaczął bezpowrotnie usuwać pliki z tworzonym właśnie filmem.

Na pozór to nic groźnego – ot, kolejna uciążliwość, z która łatwo poradzić sobie sięgając po kopię zapasową. Tak też myśleli pracownicy studia. Tylko, że kopii nie było. A właściwie była, ale mało użyteczna – stara i do tego z błędami.

Jak uratowano „Toy Story 2”

Popularna w internecie wersja tej historii głosi, że katastrofy udało się uniknąć dzięki producentce Galyn Susman. Jako świeżo upieczona mama Galyn miała skopiować pliki, by móc pracować w domu, godząc pracę zawodową z opieką nad dzieckiem.

Fakty są nieco mniej efektowne – owszem, Galyn miała na swoim komputerze część potrzebnych danych, ale ostatecznie utracone pliki odzyskano, posiłkując się kilkoma rozproszonymi, niezależnymi od siebie źródłami – uszkodzoną kopią zapasową, plikami od Galyn, a także danymi z komputerów innych pracowników. Ostatecznie film trafił do kin, gdzie odniósł oszałamiający sukces.

Róbmy backupy zanim przekonamy się, że trzeba

A przecież Toy Story 2 mógł nie powstać! Dane udało się odzyskać dzięki szczęśliwym splotom okoliczności. Problemu by nie było, gdyby podczas prac nad filmem przyłożono się do wykonywania porządnych kopii zapasowych danych.

To historia z morałem. Pokazuje, że problem zabezpieczenia danych dotyczy również największych, jak duże studia filmowe i twórcy globalnych hitów. Wskazuje także, że – aby kopia danych miała sens – musi być aktualna i kompletna.

Backup nie tylko dla orłów

Przez długie lata wykonywanie backupów nie było prostą sprawą. Powierzchnia dyskowa była droga, a narzędzia, ułatwiające tworzenie kopii zapasowych, mało intuicyjne. Do tego pojawiała się kwestia nośników – od twardych dysków odstręczała nie tylko cena, ale i poziom bezpieczeństwa.

Stąd rozwiązania takie, jak streamery, zapisujące dane na taśmach magnetycznych czy specjalne dyski optyczne, opracowane z myślą o długotrwałej archiwizacji danych.

Kopie zapasowe proste jak nigdy wcześniej

Z punktu widzenia domowego użytkownika był to poważny problem – chcąc zachować bogate, rodzinne archiwa w cyfrowej postaci trzeba było sięgać po rozwiązania może i bezpieczne, ale mało wygodne.

Na szczęście postęp, jaki dokonał się w tej dziedzinie, jest oszałamiający. Jego przykładem są NAS-y oferowane przez firmę Synology. To niewielkie, gustownie zaprojektowane urządzenia, które pozwalają na łatwe tworzenie kopii zapasowych, oferując przy okazji szybki dostęp do naszych danych, wysoki poziom bezpieczeństwa, a zarazem wachlarz zróżnicowanych, przydatnych usług.

NAS w każdym domu

Z punktu widzenia domowego użytkownika NAS Synology ma wiele zalet. Wpięty do domowej sieci NAS, zwłaszcza z kilkoma dyskami, zapewnia wygodę, jak i wysoki poziom bezpieczeństwa. Dotyczy to zarówno dostępu do danych, jak i integralności samego nośnika: dzięki oferowanym przez NAS rozwiązaniom dane pozostają bezpieczne nawet, gdy jeden z używanych dysków ulegnie awarii.

Co istotne, dane są nie tylko bezpieczne, ale i łatwo dostępne. Multimedia, kolekcja muzyki czy archiwum fotografii mogą być udostępniane nie tylko w ramach domowej sieci, ale również zdalnie, przez internet.

Mądrzy przed szkodą

Zniszczenie smartfona, zalanie laptopa czy zgubienie pendrive’a albo karty pamięci – wszystkie te, potencjalnie poważne incydenty mogą okazać się zupełnie niegroźne, o ile będziemy dysponować kopią zapasową naszych danych.

Z NAS-ami Synology to wyjątkowo proste, a urządzenia te oferują komfort i poziom bezpieczeństwa, o którym twórcy Toy Story 2 mogli przed laty tylko pomarzyć. Szkoda byłoby nie skorzystać z takich możliwości. Bądźmy mądrzy przed szkodą!

© dobreprogramy