Czemu o tym piszę? Ponieważ w ostatnich dniach pojawiły się dwie ciekawe opinie na temat Bitcoinów. Jamie Dimon - prezes JPMorgan - ostrzegł, że Bitcoiny to oszustwo. Jego zdaniem Bitcoiny są gorsze od bańki tulipanowej, że nie skończy się to dobrze i zginą ludzie. Poważne słowa ze strony poważnego człowieka.
Z drugiej strony pracownicy Banku Centralnego Finlandii opublikowali wyniki obszernej analizy mechaniki i ekonomii Bitcoinów. Podsumowali tą kryptowalutę mianem rewolucyjnej. Ich zdaniem Bitcoiny to monopol kontrolowany przez protokół, który jest odporny na manipulacje i nie poddaje się regulacjom. Funkcjonalność i przydatność Bitcoinów powinny zachęcić ekonomistów do bliższego studiowania tej pięknej konstrukcji - taka była ich konkluzja.
Wszystkie te opinie pojawiają się w momencie, w którym kurs tej kryptowaluty bije kolejne rekordy. Wydawać by się mogło, że bardziej już urosnąć nie może i jak nic wygląda to na bańkę. Z drugiej jednak strony tak też myślałem, kiedy sprzedałem swoje Bitcoiny w okolicach 4600 zł, bo dumnie uznałem, że dalsza chciwość mnie pogrąży.
Jedno jest pewne, traktowanie Bitcoinów jako cokolwiek innego, niż środek płatniczy, jest obarczone ryzykiem. Większym nawet, niż inwestycje w tradycyjne waluty, a warto wiedzieć, że ponad 80% uczestników rynku Forex traci pieniądze. Myślę, że każdy to czuje, ale trudno przejść obojętnie obok takiej dynamiki wzrostów. I w tym leży właśnie problem, który z bohatera narodu może zrobić zdrajcę. Bitcoin wygląda na fantastyczną technologię, za którą stoi świetna idea (uniezależnienie waluty od rządów i banków centralnych). Jeśli jednak więcej osób zacznie kupować go nie po to, żeby wygodnie płacić nim za towary i usługi, tylko w nadziei na kilkusetprocentowy zysk, to faktycznie rozczarowanie może doprowadzić do tragedii. Byłaby to ogromna szkoda, bo nic tak skutecznie nie cofnie Bitcoina w rozwoju, jak malowniczy krach i skoki z mostów.
W ślad za tą myślą pojawia się pytanie - jakie Waszym zdaniem będą dalsze losy Bitcoina?