Cmentarzysko aplikacji: sklep Windows Phone dalej zapełnia się recenzjami

Strona główna Aktualności

O autorze

Seria systemów Windows Phone, w praktyce nieobecna już dziś na rynku, to idealny chłopiec do bicia. Dzięki zdumiewająco chybionej polityce promocji i kaskadzie niewybaczalnie chybionych decyzji technicznych telefoniczny ekosystem Microsoftu opuścili już nawet najbardziej oddani fani. Dotyczy to również całkiem rozległej grupy geeków, nierzadko należących do programu Windows Insider. Ta specyficzna grupa ludzi – o czym przypomina bardzo często w mediach społecznościowych – ma niewątpliwą tendencję do ignorowania ewidentnych niedostatków i rażących wad. Przez wiele lat byli oni betonową bazą użytkowników Windows Phone. Dziś siedzą już cicho. Wydawałoby się zatem, że Windows Phone oraz Windows 10 Mobile na zawsze przepadły w cyfrowych mrokach dziejów i smażą się w elektronicznym piekle, w kotle wspólnym z odtwarzaczem Zune i bocznie otwieranymi pudełkami po systemie Windows Vista Ultimate. Jeżeli Lumii nie używają już nawet ci najwierniejsi, to zapewne nie używa ich już nikt. W powyższym przekonaniu utwierdzają serwisy statystyczne, jak Gemius, którego ranking.pl od miesięcy nie wykazuje już istnienia mobilnych systemów Microsoftu.

Jak się okazuje, to błędne myślenie. Kierując się dość eksperckim podejściem do zagadnienia elektroniki użytkowej, nie uwzględnia ono pragmatyzmu i wysokiej inercji, czyli używania produktów bez świadomego planu ich wymiany i cyklu życia. Jest naprawdę wiele osób, które po prostu potrzebują telefonu, nie wykorzystują żadnych innych funkcji, a smartfona dostali, bo był za złotówkę. Nie uwzględnia także efektu skali. Praktyka dowodzi bowiem, że użytkowników Windows Phone dalej jest zaskakująco dużo. Pomiar „poniżej jednego promila”, skazujący na nieobecność wśród rankingów, to po prostu w dalszym ciągu tysiące ludzi. Wizyta w wymarłym sklepie Microsoft Store pozwala uzupełnić kreślony obraz o jeszcze jeden czynnik: ludzi, którzy najwyraźniej nie mają zielonego pojęcia o telefonach. Dokonanie niniejszej obserwacji potrafi otworzyć oczy na kilka prawd dotyczących rynku konsumenckiego.

System Windows 10 Mobile w wydaniu 1709 jest dziś objęty aktywną pomocą techniczną w ramach reguł Microsoft Lifecycle. Zakończy się ona dopiero w listopadzie 2019, więc system nie jest jeszcze aż tak „martwy”, jak wielokrotnie ogłaszało wielu publicystów IT. Jest martwy w tym znaczeniu, że nie istnieje dynamika pozwalająca mu na wzrost popularności: ostatnie szeroko dostępne urządzenie z telefonicznym Windowsem wydano ponad dwa lata temu. Jakże jednak łatwo o scenariusze użycia, w których nie ma to żadnego znaczenia! Użytkownicy nieinteresujący się „technologią” nie mają pojęcia o systemach operacyjnych, platformach i temu podobnych. Istnieje dla nich podział „Apple i cała reszta”, a dzięki eskapadzie z Windows Phone, następne kilka lat minie na powolnym procesie usuwania z ich umysłów kolektywnego przekonania, że Nokia robi Windowsy. Wiele osób siedzących w branży dokonuje uogólnień i twierdzi, że wspomniana grupa nieświadomych technicznie klientów to niemal analfabeci, a przynajmniej durnie. Windows Phone odgrywa tu piękną rolę, ukazującą, jak mylne jest to przekonanie. Aby to odkryć, konieczna jest właśnie wizyta w systemowym Sklepie.

Microsoft Store, co nie powinno zaskakiwać, jako polecane i popularne aplikacje promuje tandem Facebook + Messenger. To naturalny faworyt sklepowych drabinek pobrań na każdej platformie. Facebook dla Windows to jednak wyjątkowa aplikacja, ponieważ jako jedyna ze wszystkich swoich inkarnacji, wymaga aż dwóch gigabajtów pamięci i kilkuset megabajtów miejsca na dysku. W porównaniu z ważącymi kilka KB aplikacjami PWA tak potężne wymagania powinny zapalać w wyobraźni czerwoną lampkę. Ale to tylko cyferki. Nie mają znaczenia, dopóki aplikacja działa. Z tym jednak może być różnie: gigantyczne rozmiary produktów Facebooka wynikają z tego, że to tak naprawdę przekonwertowane aplikacje z systemu iOS. Celem załatania pustek w swoim sklepie, Microsoft stworzył szereg narzędzi Platform Bridges, który miał pomóc w łatwym przeniesieniu produktów z popularniejszych systemów. Odbywa się to oczywiście kosztem wydajności. Istniały mniej kosztowne alternatywy (jak słynny Project Astoria), ale zostały porzucone.

Aplikacje są zatem przekonwertowane, a w dodatku dość dawno. Już wiele miesięcy temu zdecydowano się nie przebudowywać już odpowiedników iOS celem publikacji w Sklepie Windows. Efektem jest kulminacja problemów: połączenie dużej ciężkości, niedziałających funkcji, starego wyglądu i jawnie brakujących opcji, jak rozmowy wideo. Wydawałoby się zatem, że nikt nie będzie używać przestarzałej, wadliwej i niekompletnej aplikacji, wymagającej w dodatku dwóch gigabajtów pamięci. Tymczasem wizyta w dziale Recenzje Aplikacji pozwala dostrzec, że to nieprawda. Facebook dla Windows Mobile nie tylko wciąż jest pobierany i używany, ale posiadacze Lumii wciąż aktywnie dzielą się jego recenzjami. W większości negatywnymi rzecz jasna.

Warto podkreślić pewną niekoniecznie oczywistą kwestię: osoby kompletnie nieobeznane z technologią nigdy nie wejdą do sklepu z aplikacjami, aby wystawić w nim jakąś opinię. Oznacza to, że szereg nieszczęśników, walczących z windowsowym Facebookiem (pojawia się około jedna nowa opinia w tygodniu), to ludzie nienaznaczeni piętnem cyfrowego wykluczenia. Są to osoby zakładające, że opis z opakowania jest zgodny z rzeczywistą ofertą: uroczy i kolorowy Windows przekonuje, że ma sklep pełen (działających) aplikacji, a program dostarczany przez Facebooka, znaną markę, jest po prostu Facebookiem i przecież powinien działać. Promocja Microsoftu, choć chaotyczna i niekonsekwentna, była jednak intensywna: na marketing mobilnego Windows 10 wydano górę pieniędzy. Charakterystyczny wygląd kafelkowego interfejsu przewijał się na reklamach i folderach promocyjnych, a ponadto połączenie nazw Nokia i Microsoft wskazywało, że nie jest to jakaś oszukańcza, chińska podróbka. Dlaczego zatem nie oczekiwać od takiego sprzętu poprawnego działania? A jeżeli coś się nie spisuje, należy napisać negatywną opinię.

Przyglądając się opiniom ze sklepu nieco uważniej – a jest to fascynująca lektura – można dostrzec poszlaki jeszcze bardziej osobliwego zjawiska: opisywane przez użytkowników aplikacji Skype, Facebook i Messenger błędy dotyczą wersji… dostępnej jedynie dla systemu Windows Phone 8.1! A więc jeszcze starszej niż leciwy już nieco Windows 10 Mobile. Ukazuje to skalę zjawiska drugiego obiegu telefonów. O ile w przypadku „Dziesiątki” naprawdę można, nawet w lipcu 2018 roku, zakładać kosmicznie chybiony zakup leżaka magazynowego, wymuszony przez bezwstydnego handlarza sieciowego hipermarketu, to telefon z Windows Phone 8 jest już na pewno używanym dobrem przechodnim. Ta wersja jest jednak jawnie i oficjalnie niewspierana już od lipca zeszłego roku.

Procesowi agregacji opinii dot. niewątpliwie porzuconego produktu na pewno pomaga uporczywość aplikacji Feedback Hub. Żebrze ona u użytkowników o komentarze, opinie i recenzje, w oczekiwaniu na wyrażenie szczegółowej i konstruktywnej wypowiedzi np. na temat przeglądarki Edge, kuśtykającej na coraz szerszym zbiorze stron internetowych, standaryzujących de facto na Chrome. Feedback Hub ugina się pod ciężarem ignorowanych uwag i zastrzeżeń, niegdyś autentycznie komentowanych przez administrację inicjatywy Windows Insider. Jedna rzecz niewątpliwie cieszy w tym całym ponurym spektaklu. Nie można odmówić komentującym rzadkiej dziś umiejętności czytania ze zrozumieniem. To nie jest żart ani szyderstwo. Uczciwe dzielenie się opinią po kliknięciu przycisku „Podziel się opinią”, świecący zresztą pod inspirującym szyldem „Ulepsz system Windows!” jest o wiele mniej spodziewane, niż całkowite zignorowanie owych próśb – nie z lenistwa czy niechęci, a z głęboko wpojonego przekonania, że nie czyta się przecież komunikatów generowanych przez używaną elektronikę. Od pralki, przez telefon, po komputer.

Telefony z Windowsem przekroczyły pewną niewidzialną granicę: nie są obrzydliwie stare, wyjęte z szuflady nie wprawiają w przekonanie, że nic tam w środku nie będzie działać. Jednocześnie zarazem ich wygląd jest na tyle „nowocześnie nudny”, że zakłada się ich sprawność i bogactwo funkcjonalne. Są przecież czarnym prostokątem, a czarne prostokąty umieją Facebooka. Zgon ekosystemu mobilnego uczynił je jednak o wiele mniej przydatnymi, mimo bycia przenośnymi komputerami.

Kwestią, jaką udowadniają nam dziś nie wprost, jest to jak łatwo niepostrzeżenie znaleźć się w informacyjnym bąblu: ależ nierealne wydaje się nam dziś używanie Windows Phone i próby traktowania go jak pełnoprawny produkt, na równi z pozostałymi. A przecież takie przekonanie wynika wyłącznie z wystawienia się na strumień informacji branżowych, pozwalający śledzić rozwój i losy mobilnych Okien. Bez niego telefony z Windows stają się telefonami jak każde inne, a ponieważ są elektroniką użytkową, zostaną mierzone tą samą skalą, jakkolwiek dziś poważne traktowanie Windows Mobile uchodzi wręcz za pocieszną naiwność.

Wyrażając swoje zdecydowane, nierzadko emocjonalne i nieco pogardliwe opinie na temat Windows Mobile, warto pamiętać, że skromna grupa jego dzisiejszych użytkowników zapewne bardzo mało ma wspólnego z aroganckimi bojówkami Insiderów, niewiele lepszych od wielu fanatycznych klientów Apple, zdolnych do racjonalizacji najbardziej nawet niemądrej decyzji twórców. Ponadto, niech nie umyka naszej uwadze nieunikniona różnica w skali doinformowania z zakresu elektroniki użytkowej. Formuła smartfona ściśle zakłada prezentację produktu jako dobra czysto użytkowego, niewymagającego żadnej wiedzy technicznej. Absolutnie normalnym jest nie mieć najmniejszego pojęcia o systemie na swoim telefonie. Grunt to nie uznawać go ślepo za „najlepszy na świecie” oraz wiedzieć, jak korzystać z techniki tak, by nie dać się okraść lub ośmieszyć.

Oczekiwania użytkowników-niedobitków, proszących niebiosa o działającego Messengera, nie zostaną wysłuchane. Możliwe co najwyżej, że obecne wersje aplikacji Facebooka zostaną anulowane i zastąpione wersjami PWA, jak na Windows Mobile zrobił Twitter. Mimo że wiele funkcji PWA nie działa na Windows 10 Mobile, w tym takie detale jak powiadomienia, to będzie to awans względem obecnych staroci.

Poza tym Lumie mają dziś szereg zastosowań: są świetnym pilotem do prezentacji dzięki aplikacji Office Remote (dostępnej również na Androida). Są też doskonałą konsolą do gry w Angry Birds: brak reklamodawców oraz porzucenie platformy sprawiły, że gra nigdy nie jest przerywana reklamami i występuje w wersji pozbawionej wielu blokad wymuszających mikropłatności! :-)

© dobreprogramy