Czy lepiej więcej, czy lepiej mniej a dobrze?

Kiedy przystępuję do przeglądu wiadomości, niekiedy reflektuję się, że tkwię "w rozkroku". W takim rozdarciu między dwoma koncepcjami i jednocześnie oczekiwaniami. Bo z jednak strony chciałbym otrzymywać wiele ciekawych informacji. Z drugiej zaś strony zdaję sobie sprawę, że przygotowywanie wielu informacji wiąże się z tym, że część z nich (nawet większość) będzie nic nie warta. Mało istotna, a niejednokrotnie nawet zmyślona w mniejszej lub nawet większej części. A ja czytając je będę...
będę sobie robił w głowie sieczkę. Po jakimś czasie utracę umiejętność wyważania (jakościowania) informacji, a może być, że nawet utracę swój krytycyzm, zdolność oceny, w najgorszym wypadku nawet własne zdanie?
Napisałem tak trochę ogólnie, bo właśnie dzisiaj mam kolejny taki dzień refleksyjny, po przeczytaniu kilku informacji (newsów) i Microsofcie, którego w dalszej części będę określał skrótowo M$.
Przeczytałem o kolejnej aktualizacji Win10, o ustawieniu otwierania linków w M$-owej przeglądarce Kant (Edge) oraz o rzekomych przyczynach porażki mobilnego Windowsa przez niejakiego Terry Myersona. No i oczywiście bicie piany o Fejsbuku.
Najbardziej ubawiła mnie informacja o przyczynach porażki w smartfonach. Terry coś tam wybełkotał, a redaktor to przetrawił i wysmażył newsa. Tymczasem z rozmów prywatnych i z lektury różnych wypowiedzi mam przekonanie, że każdy porzucający Lumie lub Windowsa, lub jedno i drugie zrobił to ze swojego własnego powodu i powodów tych było wiele, których większość można zaliczyć do kategorii szeroko rozumianej funkcjonalności smartfona.
Moja przygoda z Lumią i WindowsPhone trwała równo aż 3 dni. Tyle czasu potrzeba było, żeby poczynić kilka nieudanych prób zapisania mojej książki telefonicznej z Outlooka do Outlooka w telefonie. Później krótka aczkolwiek niezbyt miła konsultacja na forach, gdzie początkowo potraktowano mnie jak jakiegoś wywrotowca. Po czym nie znalazłszy odpowiedzi pieski M$ podkuliły ogony i poszły do budy. Ja zaś napisałem ogłoszenia na tablica.pl o sprzedaży smartfona. Jakiekolwiek komórki czy smartfony miałem do tamtej pory, wszystkie umożliwiały pełną dowolność przenoszenia wszystkich zapisów książki telefonicznej razem ze zdjęciami (oczywiście Windows Mobile też). Pierwszym wyjątkiem w tej materii i zarazem ostatnim była właśnie Lumia z Windows Phone.
Tak więc mogę odpowiedzieć Terry'emy, który oświadcza: "...sukces w branży mobilnej wynika właśnie ze specjalnego połączenia modelu biznesowego, doświadczenia użytkownika i technologii. Mając dopracowane tylko to drugie Microsoft nawet gdyby miał technologię, też by przegrał – przekleństwem firmy z Redmond okazało się przekonanie, że Windows jest wart tych pieniędzy żądanych za licencje. Rynek, na którym Google oferowało Androida każdemu producentowi za darmo, szybko zweryfikował te przekonania."
Moja odpowiedź jest taka - Terry nie pieprz bzdur, bo Lumie i Windows Phone położyła dwufazowa polityka M$. Po pierwsze "mamy w dupie wasze potrzeby i wygodę klienci" i po drugie "my (M$) wiemy najlepiej czego potrzebujecie i jak to ma wyglądać".
Efektem takiej właśnie polityki jest totalna klapa.
I skoro się już tak rozpisałem o Lumiach+WinPhone, to najeżałoby nadmienić, że urządzeń mobilnych są właściwie 2 rodzaje, czyli te właśnie smartfony i dalej tablety, że wspomnę jeszcze o konwertowalnych hybrydach. M$ w mobilności poniósł totalną klapę, bowiem tablety ze względu na nie dostosowanie systemu do ekranów od 10" w dół, są zupełnie bezużyteczne. No, może nie całkiem. Ja np. mam tablet podłączony do wieży jako odbiornik Spotify, żeby go w ogóle do czegoś wykorzystać.
Nawiązując do pierwszych zdań tego wpisu znalazłem złoty środek na przeważający w mediach (tez internetowych) natłok i chaos informacyjny. Po prostu czytam tylko tytuły, a samych treści artykułów, to może w najlepszym razie co 10 tytuł.