Dell G3: całkiem ciekawy laptop, o ile go sobie najpierw naprawisz (test)

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Zakup odpowiedniego laptopa bywa dzisiaj niczym wybór między dżumą a cholerą. Z jednej strony mamy klasę multimedialną, straszącą niskoprądowymi procesorami, z drugiej zaś – segment gaming i urządzenia, których przez barokową, często kiczowatą stylistykę nie przystoi wyciągnąć przy bardziej statecznych osobach. Na całe szczęście czasem trafiają się wyjątki od tej reguły, a jednym z nich jest niewątpliwie nowy Dell G3. Laptop całkiem wydajny, patrząc na reprezentowany przedział cenowy, ale nie manifestujący tego wszem i wobec baterią LED-ów.

Dell dobrze to wykombinował. To pierwsze, co przyszło mi do głowy, gdy otrzymałem karton z G3. Każdy doskonale wie, że sprzęt dla graczy, mówiąc kolokwialnie, ma branie. Ale też istnieje liczne grono osób, które poszukują przede wszystkim szybkiego laptopa, a nie błyskotki. Co wymyślił producent z Round Rock? Otóż zaprojektował sprzęt sprytnie balansujący pomiędzy obydwiema grupami odbiorców. Wyposażony w mocne w swojej klasie komponenty, z samodzielną grafiką Nvidia GeForce na czele, i nowoczesny pod względem stylistyki, jednak równolegle nienachalny. Tak, jak w przypadku klasycznych modeli z serii Inspiron 3000, do których zresztą G3 nawiązuje.

Patrząc z technicznego punktu widzenia, egzemplarz nadesłany do redakcji został wyposażony w procesor Intel Core i5 9300H (4C/8T), kartę graficzną Nvidia GeForce GTX 1660 Ti Max-Q 6 GB, 8 GB pamięci DDR4-2666 i dysk PCI Express NVMe o pojemności 512 GB. Niemniej jednak w sklepach można znaleźć także wersję z wydajniejszym Core i7 9750H (6C/12T), jak również odmiany z innymi kartami graficznymi: GTX 1650 4 GB, GTX 1050 3 GB. Krótko mówiąc, każdy powinien móc wybrać coś dla siebie. Oczywiście dopóki nie celuje w wyższy segment.

Tylko, zaznaczę jeszcze dla porządku: Dell G3 to model z założenia ekonomiczny. Droższe, a co za tym idzie wyposażone w jeszcze potężniejsze komponenty są modele G5 oraz G7.

Skromny, aczkolwiek nowoczesny

Jeśli ktokolwiek pamięta starszego G3, to powinien też pamiętać, jak toporna była to konstrukcja. Bazowała bowiem na liczącej blisko dekadę koncepcji wysmuklenia grubawego de facto korpusu przez usunięcie kątów prostych. Notebook wyglądał w efekcie jak zagubiony podróżnik w czasie, któremu ktoś nie powiedział, że trendy z 2010 roku dawno przestały obowiązywać. Jakby tego było mało, miał idiotyczny(!) zawias zasłaniający po otwarciu wyloty powietrza.

Kamień spada z serca, bo producent odszedł od reanimowania trupa i serwuje całkowicie świeży projekt. Dell G3 wyraźnie zmalał, z 380x258x26 mm do 366x254x23,2 mm, a do tego prezentuje się o niebo lepiej i nie powiela błędów poprzednika. Choć dalej trzeba uznać go za sprzęt stosunkowo ciężki w swojej klasie – 2,34 kg. Teraz jednak tej masywności faktycznie nie widać.

Notebook zbudowany jest na modnym ostatnimi czasy planie prostokąta z trapezoidalnym czołem, gdzie narożniki są ścięte, a zawias – umieszczony centralnie. Mimo że klapa niezmiennie zachodzi za front, to przewiew jest już na tyle duży, aby nie blokować cyrkulacji powietrza.

Sama forma urządzenia zdecydowanie może się podobać. Za to ponarzekać muszę na zastosowanie materiały, czy to porowate tworzywo sztuczne na klapie czy gładkie w obrębie jednostki zasadniczej. Zarówno klapa, jak i panel roboczy nie należą do najsztywniejszych. Wystarczy lekki nacisk i powierzchnie się uginają. Pod palcem. Do tego nowy G3 okropnie się brudzi. Odciski zbiera tak, że fani daktyloskopii mogliby porównywać ślady gołym okiem.

Przy czym nieregularna powierzchnia pokrywy nie sprzyja łatwemu czyszczeniu. Na sucho nie ma szans tego zrobić. Nawet detergentem trzeba polerować ją kilkukrotnie. Pani Rozenek, tego wyczyścić się po prostu nie da. A jak da, to po kilku chwilach znów jest brudno.

Plus należy się z duże, L-kształtne nóżki. Zastosowana guma świetnie utrzymuje laptop w miejscu, a zarazem powstrzymuje go od przenoszenia drgań na podłoże.

Weszli, pookrawali i wyszli

Zestaw złączy wejść-wyjść jest dobry. Tylko dobry. Bo Dell, zapewne chcąc zaakcentować rynkową pozycję G3, nie wykorzystał pełni potencjału zastosowanego chipsetu Intel HM370. Po lewej stronie laptop ma gniazdo zasilające, USB-C z protokołem DP, HDMI 2.0, USB 3.1 Gen 1, RJ-45 oraz hybrydowe audio, po prawej zaś – blokadę Noble, dwa USB 2.0 oraz czytnik kart pamięci SD. Pozwolę sobie zauważyć, że układ logiki pozwala tutaj wyprowadzić aż osiem USB 3.1 Gen 1. Stosowanie w takim wypadku starszego standardu to pstryczek w nos.

A to nie wszystko. Protokół DP, tym razem jednak wskutek ograniczeń ze strony karty graficznej, jest tylko w modelach z układem GTX 1650 lub lepszym. Ponadto, czytnik kart pamięci stanowi opcję i jeśli jest potrzebny, przy zakupie trzeba sprawdzić, czy dana konfiguracja takowy zapewnia.

Świetne klawiatura i gładzik i... stroboskop

Inaczej mają się sprawy z klawiaturą i gładzikiem: są obiektywnie dobre. Skok jest tu nieco niższy niż zazwyczaj, a informacja zwrotna – umiarkowanie wyraźna. Ale dzięki miękkiej mechanice klawiszy pisze się wygodnie. Układ jest wolny od dziwactw i uwzględnia pełny blok numeryczny. Do tego dochodzi klimatyczne, niebieskawe podświetlenie. Bardzo fajnie.

Przechodząc do płytki dotykowej, zważywszy na klasę urządzenia, ciężko mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Porowata faktura nie hamuje nawet lekko wilgotnego palca, reakcja na gesty jest prawidłowa, precyzja także. Drobny minusik stawiam tylko przy nieco zbyt głośnym w moim mniemaniu kliku. Niemniej warto nadmienić, że klikanie jest summa summarum opcjonalne, gdyż gładzik rejestruje również stuknięcia.

Nic złego nie mogę powiedzieć o głośnikach. Jasne, są tylko w konfiguracji stereo, bez subwoofera, jednak w tej klasie to po prostu norma. Grają czysto i dość donośnie.

Niestety, w tej beczce miodu znajduje się też solidna łyżka dziegciu, a może nawet cała chochla, która w oczach wielu przekreśli G3. O co chodzi? Otóż o matrycę. Ekrany w laptopach są różne; lepsze i gorsze. Ale żeby znaleźć taki wynalazek, jak serwuje Dell w tym modelu, chyba naprawdę trzeba intencjonalnie sabotować projekt. I poświęcić na to dłuższą chwilę.

Zastosowany panel to BOE0819. Ten sam, który znajdziecie we wszystkich tanich piętnastkach Della od paru lat. I mam tu na myśli sprzęt nierzadko kosztujący poniżej 2 tys. zł.

Rozdzielczość Full HD na 15,6'' i technologia IPS gwarantująca szerokie kąty patrzenia to niewątpliwe plusy, a właściwie dzisiejsza norma. Jednak poza tym matryca zawodzi na całej linii. Odświeżanie z częstotliwością ledwie 60 Hz można jeszcze przeboleć, choć podobnie wycenione Lenovo Y530-15 czy HP Pavilion Gaming miewają już szybsze wyświetlacze. Ciężko natomiast wybaczyć takie smaczki jak wykorzystanie układu impulsowego do regulacji jasności, przez co ekran migocze.

Mało wrażeń? To dodajmy jeszcze pokrycie przestrzeni sRGB na poziomie 57 proc. i maksymalną jasność nieprzekraczającą 270 cd/m², czyli zerową widoczność w słońcu. Co więcej, momentami we znaki daje się długi czas reakcji. W najbardziej intensywnych grach wyraźnie doskwierają powidoki. Ocenę panelu częściowo ratuje wysoki kontrast statyczny, na poziomie 1100:1. Ale Dellu, na litość boską – takiego czegoś nie wypada ładować do biurówek na przetargi, a wy ponoć celujecie modelem G3 w klienta świadomego. Ekran do wymiany.

Ładny. Uporządkowany. Taki do rozbudowy

Tym, co mnie urzeka we wszystkich laptopach Dell z serii G, jest naprawdę prosta konserwacja i rozbudowa. Model G3 nie jest w tej materii wyjątkiem.

Wystarczy odkręcić 10 śrub typu Philips, aby dostać się do przejrzyście zorganizowanego i schludnego wnętrza. Procesor i karta graficzna są oczywiście przylutowane, ale czyszczenie układu chłodzenia nie powinno stanowić żadnego problemu. Kilka kolejnych śrubek i składający się z dwóch rurek cieplnych i takiej samej liczby wentylatorów promieniowych zespół chłodzący schodzi jak ręką odjął. Zwróćcie uwagę na czarną farbę; ogranicza nagrzewanie obudowy.

Pamięci znajdują się w gniazdach SO-DIMM, więc można je bez trudu wymienić. Co ważne, są dwie. Dell najwyraźniej zaniechał stosowania konfiguracji jednokanałowych w laptopach dla graczy i chwała mu za to. Pojedyncza kość potrafi zdławić wydajność w grach o około 10-15 proc.

Wymienić można ponadto dysk M.2 (obsługa formatów 2230 oraz 2280) i siecówkę Wi-Fi, a oprócz tego dołożyć drugi nośnik typu SATA 2,5''.

Jednak o ile sam projekt wnętrza i płyty głównej wygląda na rzeczywiście dopracowany, o tyle dobór komponentów jest, cóż, kontrowersyjny. Konsekwentnie wyznaję zasadę, że sztuka tworzenia ekonomicznych komputerów polega na znalezieniu balansu pomiędzy częściami i wyważeniu całości. Dell poszedł w skrajność. Z jednej strony serwuje wydajny dysk Toshiba BG4, z drugiej zaś – kiepską sieciówkę Qualcomm QCA9377 o maksymalnej przepustowości 433 Mb/s. Teoretycznie 802.11ac, lecz bez wsparcia dla agregacji.

Wysoka wydajność. Z niespodzianką

A jak jest z wydajnością tego cacka? – zapytacie. Jak przystało na maszynę firmowaną hasłem gaming laptop, Dell G3 z GTX 1660 Ti grami radzi sobie rzeczywiście dobrze. Na tyle dobrze, że nie ma w tej chwili tytułu, któremu by ten sprzęt nie sprostał. Oczywiście w najbardziej wymagających produkcjach, takich jak Borderlands 3 czy Metro Exodus, ustawienie rozdzielczości Full HD i najwyższych możliwych detali kończy się spadkami w okolice 30 kl./s. Ale już wymaksowany Wiedźmin 3 albo Shadow of the Tomb Raider to gwarancja minimum około 45 kl./s, a Battlefield V w kampanii trzyma stabilne 60 kl./s z lekką nawiązką.

Jeszcze niecały rok temu, aby liczyć na podobną wydajność w notebooku, trzeba było zainwestować jakieś 8-9 tys. zł w model z GeForce'em GTX 1070. To bardzo wymowne.

Siłą rzeczy Dell G3 nieźle radzi sobie także z aplikacjami użytkowymi, choć już nie tak spektakularnie. Procesor Core i5 9300H pracuje z zegarem około 3,4-3,5 GHz, a powinien w okolicach 4 GHz. Dlaczego? Bo throttluje, a więc zrzuca zegar, wskutek zbyt wysokiej temperatury. Z tym że powód tego zjawiska jest bardziej złożony niż zbyt słaby układ chłodzenia i bez wątpienia znalazłby się w TOP10 dziwacznych decyzji producentów, gdybym kiedyś taki artykuł pisał.

Intel dla 9300H zaleca producentom ustawienie limitu mocy ciągłej na 45 W, ale Dell z jakiegoś powodu serwuje 60 W. Zapewne dlatego, że doskonale zdaje sobie sprawę, iż Coffee Lake-HR miewają problemy z utrzymaniem turbo przy intelowskich limitach. Do tego producent bardzo luźno podchodzi do napięcia, dopuszczając wartości w okolicach 1,2 V(!). Tak wysoki prąd, owszem, pozwala osiągnąć na krótką chwilę 4 GHz, ale po kilkunastu sekundach czip rozgrzewa się do 100°C i zrzuca zegar o jakieś 500-600 MHz. W rezultacie ma wydajność na poziomie 6700HQ z 2015.

Samo chłodzenie też nie jest bez winy. Aplikacja Alienware Command Center, będąca swoistym panelem sterowania laptopem Dell G3. konsekwentnie wymusza cichy profil wentylatorów. Przyznam, laptop istotnie pozostaje wtedy cichszy niż znaczna część podobnych urządzeń, jednak za cenę temperatur. Klawiatura według pomiaru pirometrem nagrzewa się w centrum do 42-43°C, spód – 46-47°C. Sprzęt wprawdzie nie parzy, ale odczuwalnie ciepły jest bez wątpienia.

Co zabawne, uprzątniecie tego bardachu jest naprawdę banalne i aż dziwne, że wielka korporacja do tej pory nie zrobiła tego BIOS-em: wykorzystałem programik ThrottleStop, aby obniżyć limit mocy do sugerowanych 45 W i napięcie o 125 mV. Efekt? Dell G3 mknie jak przecinak.

Między 3,6 a 4,0 GHz na budziku, klawiatura i spód laptopa chłodniejsze o 5°C i wynik w Cinebench R20 równy 1893 pkt., w odniesieniu do 1711 pkt. sprzed modyfikacji.

Czas pracy na baterii. Dużo czasu

Ale wiecie, co? Dell G3 ma też pewną cechę, która jest jednoznacznie dobra. Niemalże doskonała. Podsystem zrealizowany tak dobrze, że zostawiłem sobie go na koniec, aby otrzymał godną celebrę. Mam na myśli akumulator. Niby ledwie 51 Wh, czyli bez szału, ale swoje robi. I to w sumie eufemizm. Czas pracy na baterii w modelu G3 jest, nie bójmy się tego słowa, fenomenalny.

Wbudowany akumulator pozwala na ponad 6,5 godziny przeglądania internetu przy włączonym Wi-Fi i jasności ekranu ustawionej na 40 proc. skali. Albo na około 1,5 godziny gry. To wartości, jakich niekiedy nie są w stanie odnotować biznesowe 13/14-calowce bez dGPU. A tu proszę. Inna sprawa, że laptop nie ma żadnej technologii szybkiego ładowania, przez co od zera do pełna ładuje się ponad 2 godziny. Niemniej wniosek nie może być inny: za baterię należy się duży plus.

Dell G3 2019 – czy warto?

Wydanie jednej, całościowej oceny notebooka Dell G3 nie jest rzeczą prostą. Laptop ten potrafi urzec wysokiej klasy urządzeniami wprowadzającymi, szerokim wachlarzem portów czy zaskakująco długim czasem pracy w terenie, by zaledwie chwilę później wywołać jęk zawodu migoczącą i obiektywnie kiepską matrycą. Może pozytywnie zaskoczyć szeroką gamą sterowników, w tym pakietem dla Linuksa, ale zarazem potem zirytować nieprzemyślanym firmware'em. Wreszcie, ma prawo się podobać z uwagi na stonowaną stylistykę, którą to jednak nadszarpują mnożące się wszędzie odciski palców. Mediana zdaje się wskazywać na sprzęt trochę powyżej przeciętnej.

Tyle tylko, że poszczególne zalety i wady każdy powinien przewartościować po swojemu—a to nabiera kolorytu, gdy spojrzymy na wielorakość konfiguracji G3 w polskich sklepach. Model różniący się od testowanego wyłącznie słabszą kartą graficzną, GTX 1650, jest o ponad 1 tys. zł tańszy. To czyni go jednym z najtańszych na rynku laptopów z normalnym procesorem Intela i samodzielną grafiką bieżącej generacji. Dla testerów oprogramowania, którzy muszą pracować z maszyną wirtualną, początkujących programistów CUDA, projektantów 3D i architektów z ciasnym budżetem czy po prostu jako domowy laptop do wszystkiego, to całkiem ciekawa propozycja.

© dobreprogramy
s