Dell Inspiron G7 17 – wydajność ponad wszystko! GeForce RTX 2080 Max-Q i Intel Core i9 9880H w akcji

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Kto by pomyślał jeszcze kilka lat temu, że wydajność mocnego komputera stacjonarnego pomieści się w notebooku. Z zewnątrz, zwyczajnym laptopie z ekranem siedemnaście cali i wadze około 3 kilogramów. W Dell Inspiron G7 udało się zmieścić wydajny duet mobilny, kartę graficzną GeForce RTX 2080 Max-Q i procesor Intel Core i9 9880H. Co potrafi procesor z mobilnego szczytu wydajności i wydajna, mobilna, konsumencka karta graficzna? Czytajcie dalej.

Rodzina Dell Inspiron GX to notebooki przeznaczone do grania, jednak bez całego tego przepychu ledowo-gejmerskiego. Zarówno modele piętnastocalowe, jak i siedemnastocalowe, wyglądają całkiem zwyczajnie, choć dostojnie. Przy pierwszym kontakcie nie komunikują nieprzeciętnej wydajności, z którą można się zderzyć w najbardziej doposażonych sprzętach. Taką właśnie dysponuje model Dell Inspiron G7 7790, który trafił w moje ręce. Jednak po kolei.

Jak już wspomniałem seria G7 to siedemnastocalowa konstrukcja zamknięta w bryle o wymiarach 404 milimetry na 295 mm, przy grubości zaledwie 25 mm. Wychodzi na to, że to jeden z najcieńszych notebooków o takich parametrach. Obudowa została wykonana z grafitowego plastiku. Choć to plastik, to jest on wyjątkowo dobrej jakości i przy pierwszym kontakcie ma się wrażenie, że mamy do czynienia z wyjątkowym tworzywem. Na bocznych ściankach zauważymy żłobienia, które są charakterystyczne dla tej linii produktów. Całość sprawia wyjątkowo solidne wrażenie, nic się nie ugina, nie skrzypi. Nawet górna pokrywa, w której ukrył się duży ekran, nie ugina się właściwe wcale.

Z racji gabarytów notebooka producent umieścił praktycznie wszystkie niezbędne porty wejścia i wyjścia. Choć nie zabrakło małej niespodzianki. Od lewej strony znajdziemy Thunderbolt 3, USB 3.1 typu A, oraz zintegrowane gniazdo audio. Z prawej strony znalazł się czytnik kart SD (pełnowymiarowy) i kolejne gniazdo USB 3.1 typu A. Niespodzianką jest panel wejść i wyjść na tylnej ściance. Tam znalazło się gniazdo zabezpieczenia Noble Lock, gniazdo zasilania, HDMI 2.0, kolejne USB 3.1 typu A, mini Display Port i gniazdo gigabitowej karty sieciowej. Czegoś brakuje? Nie sądzę.

Komunikację bezprzewodową zapewnia duet urządzeń na jednej płytce M.2 To karta sieciowa na układzie Intela, Killer Wireless-AC 1550 i moduł Bluetooth 5.0.

Jeśli chodzi o klawiaturę, mamy do czynienia z rozwiązaniem wyspowym osadzonym lekkiej niecce. Klawiatura jest pełnowymiarowa z dodatkowym blokiem numerycznym. Układ jest typowy, choć dziwi nieco pomniejszenie i ciasne upakowanie klawiszy strzałek. Jak widać, miejsca jest sporo, a większe klawisze kierunkowe byłyby wygodniejsze w użyciu. Praca na klawiaturze jest przyjemna, skok klawiszy jest dość krótki. Odczuwalny opór i rejestracja znaku. Miłym dodatkiem jest dyskretne podświetlenie, które można regulować za pomocą klawiszy funkcyjnych i oprogramowania AlienFX.

Touchpad umieszczony został nieco na lewo i o dziwo nie jest zbyt duży. Powierzchnia jest nieco chropowata, co przekłada się na lepszą przyczepność. Płytka poprawnie rozpoznaje gesty i szybko reaguje na wykonywane ruchy.

Choć w specyfikacji znajdziemy informację o czytniku linii papilarnych, to znaleźć go na obudowie będzie bardzo trudno. Informuję, że jest, ma się dobrze i działa świetnie. Został schowany pod włącznikiem zasilania. Sprytne rozwiązanie i przy tym eleganckie.

Ostatni zewnętrzny element, który już na starcie zwróci na siebie uwagę, to matryca. Jak już wspominałem, jej przekątna to 17 cali (dokładnie 17,3 cala). Olbrzymi obszar roboczy jak na mobilne rozwiązanie. Maksymalna rozdzielczość pracy to Full HD przy odświeżaniu 144 Hz. Zwłaszcza z odświeżania amatorzy dynamicznych tytułów będą zachwyceni. Matryca została wyprodukowana przez dużego OEMa, firmę AU Optronics. Dokładne oznaczenie matrycy to AUO409D. To matryca typu IPS, która charakteryzuje się bardzo dobrym odwzorowaniem barw, gdzie średni błąd DeltaE2000 jest niższy niż 3. Może się pochwalić kontrastem 800:1 i jasnością 300 cd/m2. Dobre odwzorowanie barw i szerokie kąty widzenia powinny zadowolić osoby, które notebooka używają w pracy z fotografią, grafiką czy wideo.

Zewnętrzna charakterystyka za nami, a oto jak prezentuje się ten wydajny sprzęt od środka. Zaczynamy od procesora. Intel Core i9-9880H to przedstawiciel rodziny Coofe Lake Refresh, czyli dziewiątej generacji Intel Core, wykonany w technologii 14 nanometrów. Do dyspozycji mamy 8 rdzeni i 16 wątków, które pracują z bazowym zegarem 2300 MHz, aby w trybie turbo dobić do 4800 MHz. Posiada 16 MB pamięci cache, a jego współczynnik TDP to 45 Watów. To drugi, najmocniejszy procesor mobilny z logo Intela. Numerem jeden jest Intel Core i9 9980H, choć jest on tylko nieco mocniejszy od 9880H. Oba modele są przeznaczone do najbardziej wymagających zadań i znaleźć je można jedynie w najdroższych konfiguracjach, tak jak to ma miejsce właśnie w opisywanym przypadku :)

Choć procesor może zaadresować do 128 GB pamięci RAM, to Dell informuje, że w testowanym modelu notebooka możemy obsadzić jej maksymalnie 32 GB w dwóch modułach. Finalne do testów trafiła konfiguracja z 16 GB pamięci RAM o taktowaniu 2666 MHz w konfiguracji Dual Channel. Dell postawił na dwa moduły Hynix o pojemności 8 GB i oznaczeniu HMA81GS6JJR8N-VK. To sprawdzone kości, które można też swobodnie kupić na wolnym rynku.

Za pamięć masową służy dysk półprzewodnikowy, Toshiba KXG6xZNV512G. Korzysta on z szybkiego interfejsu NVMe i wykorzystuje złącze M.2. Maksymalna prędkość odczytu według producenta to 3180 MB/s. Maksymalny zapis jest tylko trochę wolniejszy i wynosi 2960 MB/s. Do dyspozycji użytkownika pozostaje pusta zatoka 2,5 cala, którą możemy uzupełnić pojemnym dyskiem talerzowym, lub mniej pojemnym, ale szybszym SSD.

Kluczowy element, który ma ogromny wpływ na końcową wydajność, to karta graficzna. W tym przypadku Dell nie poszedł na żadne kompromisy. Zwyczajnie wykorzystał jedno z najwydajniejszych rozwiązań mobilnych, dostępne na rynku konsumenckim, czyli NVIDIA GeForce RTX 2080 Max-Q z wbudowaną pamięcią GDDR6 8 GB. Karta bazuje na rdzeniu Turing (TU104) i w stosunku do standardowej, desktopowej rewizji RTX 2080 obniżono w niej taktowanie rdzenia i pamięci, a także zapotrzebowanie na energię, co przełożyło się na mniejsze wydzielanie ciepła i na nieco mniejszą wydajność. Bazowe taktowanie rdzenia wynosi 735 MHz, by w trybie Boost osiągnąć maksymalnie 1095 MHz. Taktowanie pamięci obniżono do 12000 MHz. Oczywiście nie mogło zabraknąć sztandarowych technologii dedykowanych Turingom, czyli śledzenie promieni w czasie rzeczywistym (Ray Tracing) oraz nowatorskiej formy upscalingu (DLSS) wykorzystującej algorytmy sztucznej inteligencji.

Tu warto zaznaczyć, że w obiegu są dwie wersje karty GeForce RTX 2080 Max-Q o różnym TDP i tym samym różnym taktowaniu rdzenia. W testowanym modelu mamy do czynienia z układem o obniżonym taktowaniu rdzenia do 735 MHz i TDP ustalonym na 80 Watów. Drugi wariant charakteryzuje się taktowaniem bazowym zegarem 990 MHz przy współczynniku TDP na poziomie 90 Watów. Różnice w wydajności są oczywiste, choć nie duże. Niestety próba ustalenia przed zakupem notebooka, z jaką wersją karty graficznej mamy do czynienia w danym modelu, graniczy z cudem.

Na koniec warto wspomnieć o zasilaczu, który ma napędzić tak mocną konfigurację. Niezbyt duża jednostka, która w szczytowym momencie powinna dostarczyć maksymalnie 180 Watów. Mogłoby się to wydawać zbyt mało, jednak właśnie zastosowanie rozwiązania w postaci karty GeForce RTX 2080 Max-Q obniżyło drastycznie zapotrzebowanie na energię całej jednostki. W trakcie pracy z notebookiem nie udało się przekroczyć 170 Watów pobieranych z gniazdka. To imponujący wynik!

Z racji tego, że to sprzęt nie tylko do grania, a właściwie do poważnej pracy w środowiskach graficznych, wizualizacji 3D, renderingu czy edycji wideo, to i w tej recenzji położyłem nieco inny nacisk na programy testowe. Gry to tylko dodatek. Ogólną wydajność sprawdziłem w popularnych programach takich jak 3DMark czy PCMark, nie zabrakło jednak też specjalistycznego oprogramowania, które symulowało zachowanie się notebooka w środowisku CAD/CAM, 3D rendering itp. Wszystko to znalazło się w świetnym pakiecie testowym SPECViewPerf13, który szczególnie polecam do sprawdzenia sprzętu w bardziej wymagających zadaniach.

Oczywiście notebook został zaktualizowany do najnowszej wersji systemu, najnowsze też były sterowniki i oprogramowanie układowe. Trzeba przyznać, że zwykłego użytkownika cała procedura może przytłoczyć. Kilka godzin i kilkanaście uruchomień notebooka później… Możemy wziąć się za testy.

Na start czołowy test procesora Cinebench R20, gdzie Intel Core i9 9880H w teście wielu rdzeni osiąga 3309 punktów i zbliża się wydajnością do desktopowego Ryzena 1700X. W teście jednego rdzenia przebija Ryzena Threadrippera 1950X. Zauważcie, że porównujemy do rozwiązań dedykowanych dla komputerów stacjonarnych. Wersje mobilne procesorów pozostają z wydajnością daleko w tyle za testowaną i-dziewiątką.

Kolejny pakiet testowy to PCMark 10. Tu sprawdziliśmy ogólną sprawność systemu i wydajność w kilku scenariuszach zastosowań. Ogólny wynik, jaki uzyskałem to 5037 punktów, co pozwoliło wyprzedzić w punktacji typowy komputer stacjonarny dedykowany do grania w rozdzielczości 4K. Cieszy wynik uzyskany w scenariuszu Productivity, blisko 8000 punktów.

Czas na popularnego 3DMarka. Na pierwszy ogień idą Time Spy i Firestrike. W tym pierwszym notebook rozbija bank i uzyskuje 7524 punkty. W drugim 17243 punkty. Nieco słabiej niż typowy pecet do grania w 4K, ale i tak jest dobrze.

Płynnie przechodzimy do poważnych testów. Na warsztat idzie wspomniany SPECViewPerf13 gdzie sprawdzimy wydajność GPU w kilku specjalistycznych programach. Do porównania mamy notebook MSI GE73VR 7RF Raider w konfiguracji Intel Core i7 7700HQ, 16GB RAM DDR4 i karta graficzna Nvidia GeForce GTX 1070.

Jako, że notebook spełnia wymogi NVIDIA Studio, nie zabrakło też porównania, jak ten sprzęt zachowuje się przy wykorzystaniu dedykowanych sterowników. O samym projekcie Nvidia Studio więcej możecie się dowiedzieć z mojej publikacji Nvidia Studio - kierunek kreatorzy i twórcy. Oprogramowanie i sprzęt d.... Dla przykładu skorzystałem z darmowego Blendera, gdzie wykorzystany został silnik renderujący OptiX. Czerpie on garściami z wydajności rdzeni RT i Tensor aby spektakularnie skrócić czas renderowania. Różnice są kolosalne. W teście BMW, przy wyłączonym silniku renderowania, gdzie za rendering odpowiadał procesor, scena renderowała się blisko 20 minut. Ta sama scena ale przy użyciu silnika OptiX, renderowała się zaledwie 34 sekundy! W teście Classroom bez włączonego OptiXa czas renderingu sceny szacowany był na blisko 2 godziny, nie czekałem. Wybrałem silnik renderujący OptiX a czas renderowania sceny skrócił się do 2 minut i 11 sekund!

Pora na gry, aby uzmysłowić Wam jakiej wydajności możemy się spodziewać w bardziej przyziemnych zastosowaniach, w kilku popularnych tytułach. Wszak nawet najbardziej obłożony pracą grafik czy projektant może znaleźć chwilę aby nieco się rozerwać. I tak na dysk trafił Wiedźmin 3. Choć tytuł ma kilka lata na karku, potrafi niejeden sprzęt zajechać. Ustawienia graficzne na Uber, rozdzielczość Full HD i przebieżka po Novigradzkim centrum jest bardzo przyjemna, ze średnią ilością klatek powyżej setki. W nieco nowszym Battlefield V, przy ustawieniach ultra, w kampanii Tirailleur uzyskałem średnio 120 kl/s. Za to najnowszy RDR2 przy ustawieniach ultra wskazywał średnio okolice 50 kl/s.

Seria testów pokazała dwa oblicza notebooka Dell Inspiron G7. Jeśli chodzi o wydajność, zobaczyłem sprzęt, którego mało co może zaskoczyć i z czym sobie dana jednostka nie poradzi. Oczywiście całą robotę robi duet w postaci karty graficznej GeForce RTX 2080 Max-Q od Nvidii i procesora Intel Core i9 9880H. Muszę przyznać, że to jeden z najwydajniejszych notebooków, które miałem okazję testować, a osiągnięte wyniki tylko to potwierdzają. Całkiem przyzwoicie notebook został też wykonany. Świetnej jakości materiały i spasowanie elementów wyróżniają Della G7 spośród wielu podobnych jednostek. Sama bryła laptopa może się podobać. Klasyka w czystej postaci, bez zbędnych umilaczy. Szczytem ekstrawagancji amerykańskich inżynierów są żłobienia na krawędzi laptopa :) Oczywiście nie każdemu tak klasyczny wygląd wpadnie w oko, to kwestia gustu, a jak wiadomo, każdy ma swój.

Niestety cieniem, na całości bardzo pozytywnych doznań, kładzie się hałas wydobywający się przy większym obciążeniu notebooka. Jest głośno niestety. I to jest dość dziwne, bo producent chwali się zupełnie przeprojektowanym systemem chłodzenia, które powinno być z jednej strony wydajne ale też ciche. Zresztą, jedną ze składowych w projekcie kart graficznych z dopiskiem Max-Q, jest maksymalna głośność chłodzenia dochodząca do 40 dB. Tu niestety tego nie ma. Szum jest bardzo uciążliwy i na dodatek wentylatory potrafią żyć własnym życiem. Nie raz i nie dwa, zdarzyło się, że rozkręcały się przy całkowitej bezczynności komputera. Ot taka ciekawostka.

Mogłoby się też wydawać, że jeśli system chłodzenia jest tak agresywny, to przynajmniej temperatury kluczowych komponentów będą trzymane w ryzach. Niestety nic bardziej mylnego. O ile karta graficzna jeszcze jako, tako nie dobija do swojego maksimum (udało się zarejestrować 85 stopni Celsjusza), to niestety procesor nagminnie osiągał swój maksymalny próg temperaturowy. Przekładało się to na widoczny thermal throttling, którego efektem było zbijanie zegarów i tym samym obniżenie wydajności.

Oczywiście jest na to lekarstwo, jedna potrzeba do tego świadomego i doświadczonego użytkownika. Z pomocą przyjdzie nam małe narzędzie ThrottleStop, którym w dosłownie kilku krokach sprowadzimy temperatury do w miarę akceptowalnego poziomu. Efekt dosłownie kilku minut z programem macie powyżej. Jednak chyba nie o to chodzi aby tuż po zakupie notebooka za kilkanaście tysięcy złotych poprawiać inżynierów.

Tak dobrze czytacie, testowany egzemplarz w opisanej konfiguracji kosztuje dokładnie 11 990 PLN w sieci sklepów Komputronik. Kwota wydaje się wręcz zawrotna, jeśli popatrzymy przez pryzmat komputera do grania. Jeśli jednak komputer ma służyć do poważnej pracy i będzie wykorzystywany zawodowo, to ostateczna kwota nie wydaje się już tak straszna. Ten notebook zwróci się w krótkim czasie i będzie zarabiał na właściciela. Oczywiście jak to u Della bywa, możemy sobie dobrać konfigurację pod siebie. Już na oficjalnej stronie Della znajdziemy przynajmniej kilkanaście wariantów. Do tego partnerzy handlowi mają w ofercie swoje konfiguracje, gdzie ceny zaczynają się od blisko 8000 PLN. Nie zapomnijcie też o świetnej gwarancji Dell Premium Support Plus, którą można przedłużyć do 4 lat a w cenie jest serwis u klienta. O wysokiej jakości tego rozwiązania świadczy rzesza zadowolonych klientów na całym świecie.

© dobreprogramy
s